Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jacek Sarzało: Za piłkarskim chlebem

Argumenty potrafią mnie równie często wyprowadzić z błędu co z równowagi. Ostatnio miał miejsce ten drugi przypadek, a sprawcą był jeden z lepszych piłkarzy polskiej ligi, któremu nagle zamarzył się Zachód.
Nikt nie jest na tyle idealny, by każde jego słowo było prawdą absolutną lub chociaż nie dało się skonfrontować z rzeczywistością. Cenię naszego bohatera za szczerość, kiedy bez ogródek przyznaje, że myśli tylko o wyjeździe, ale już przyczyny, dla których - jak twierdzi - pragnie to zrobić, są zwyczajnym mydleniem oczu. Powtarzanym od lat dźwiękiem ze zdartej płyty, słodkim ble, ble dla tłumów. Gazeta nie konfesjonał, dziennikarz nie ksiądz, wywiad nie spowiedź. Może ktoś tam uwierzy, a jeśli nie - to też się nic nie stanie.

Pan piłkarz, rzecz jasna, doskonale wie, że zacząć należy kokieteryjnie, że właściwie to on nie chce odchodzić, ponieważ - tu szczypta lokalnego patriotyzmu - gra w najlepszym klubie, który ma najlepszych działaczy i kibiców. Później pojawiają się nutki samousprawiedliwiania, czyli przekonywanie, że w Polsce to on już zdobył szczyt. A stąd tylko krok do próby udowodnienia - nam czy sobie? - że w zasadzie to nie ma innego wyjścia, niż trafić pod skrzydła europracodawcy. Idźmy dalej za wywodem futbolisty, a przez wyświechtane komunały o "potrzebie poprawiania umiejętności" i "okazji do podniesienia sportowego poziomu" dotrzemy wreszcie do clou zjawiska. "Ważna jest też kwestia finansowa" - ujawnia zawodnik, a my w końcu jesteśmy w domu.

Nie, nie. Wcale nie jestem ani socjalistą, który uważa, że wszyscy powinni zarabiać tyle samo, ani zawistnikiem, którego kłuje w oczy grubość piłkarskich portfeli. Rozumiem, że ekonomia ma również wymiar prywatny, ale nie lubię obłudy. Wciąż czekam na jednoznaczne określenie przez graczy celu emigracji:

- Dlaczego pan wyjeżdża?

- Bo tu płacą mi 100 zł za godzinę, a tam dostanę tysiąc.

I koniec, po co więcej? Zwłaszcza że nie jest żadną tajemnicą, że polski kryzys dopadł także futbol i mamy taki czas, w którym bieda może niejednemu zjeść kawał, krótkiej wszak, kariery. To nie jest wykluczone - ktoś, kto ma dziś 23 lata i nic jeszcze nie ugrał, może nie doczekać poprawy boiskowej koniunktury. Dlatego jeśli jesteś na tyle dobry, by mierzyć się z wielkimi - bądź też równie odważny. Wykorzystaj swoją szansę, ale nie zasłaniaj się parawanem mało wiarygodnych wymówek. Jedziesz po forsę? To nie udawaj niespełnionego zawodowca.

Nie oszukujmy się. Rzadko który polski piłkarz rozwija się na Zachodzie. Peryferyjne ligi, ławki rezerwowych, powroty w niesławie. I tylko konto bogatsze, bo przecież tak naprawdę wyłącznie o to od początku chodziło.