Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Robert Maaskant: Stać nas na awans do Ligi Mistrzów

Nie skaczemy z radości, nie machamy flagami i nie celebrujemy tytułu. Krok po kroku zmierzamy do mistrzostwa, ale jest jeszcze wiele do poprawy - przyznaje Robert Maaskant, trener Wisły.
Piotr Jawor: Po wygranej z Jagiellonią odebrał pan wiele telefonów?

Robert Maaskant: W Holandii wiedzą, że nieźle nam idzie. Gratulowano mi zwycięstwa, ale nie mistrzostwa. Do końca jeszcze 10 meczów.

Michał Probierz, trener Jagiellonii, niemal koronował was na mistrzów.

- Miło słyszeć takie słowa. Jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji, ale nie zaczniemy kalkulować.

W poniedziałek we wszystkich mediach informowano, że Wisła jest niemal mistrzem.

- Na pewno lepiej słyszeć takie rzeczy, niż czytać, że zespół leci w dół (śmiech ). Zawodnicy wiedzą, że mają wiele do udowodnienia. Moim zadaniem jest, by nie spoczęli na laurach, tylko wskoczyli na wyższy poziom. Każdy z nich może być lepszy.

Mówi pan, że jeszcze nie jesteście mistrzem. Tymczasem kilka tygodni temu skreślił pan z walki o tytuł Lecha Poznań, później Lechię Gdańsk, a meczem z Jagiellonią nazwał pan ostatnią szansą białostoczan. Teraz liczy się tylko Legia Warszawa, która gra bardzo kiepsko?

- Nieźle to psychologicznie rozegrałem, prawda? W każdym tygodniu skreślałem jednego rywala. W przyszłym przyjdzie pora na Legię (śmiech ). Jesteśmy w dobrej sytuacji. Legia straciła już zaskakująco dużo punktów. Za to Jagiellonia spisała się fantastycznie jesienią, ale teraz gra gorzej. Nam idzie dobrze, a do tego w składzie mamy dużą konkurencję. Za Tomasa Jirsaka wchodzi Michaił Siwakow, jest też Czarek Wilk, a do kadry meczowej nie mieści się nawet Łukasz Garguła.

Tomasz Kafarski, trener Lechii, przyznaje, że Wisła gra najlepiej w lidze, ale brakuje jej stylu. Uważa, że uda się go wypracować najwcześniej pod koniec sezonu.

- Kiedy przychodziłem do Wisły ze Stanem Valksem [dyrektorem sportowym - przyp. red.], mieliśmy pomysł i powoli go realizujemy. Niemal we wszystkich aspektach możemy się poprawić. No, może oprócz charakteru. Wszyscy walczą, pracują i wygrywają.

Myśli pan już o eliminacjach Ligi Mistrzów?

- Tak, stać nas na awans do fazy grupowej. Nie możemy porównywać się do Barcelony, Juventusu czy AC Milan, ale możemy sprawić im kłopoty. Nie będziemy lepiej grali w piłkę, ale na pewno będziemy walczyli. Dużo zmieniliśmy w zespole. Pamiętacie, jak po meczu z Cracovią mówiono, że nie jesteśmy drużyną? Ale ze zgrupowań w Turcji i Hiszpanii wróciliśmy jako zespół. Widzę zawodników, którzy wspólnie spędzają czas, rozmawiają i dobrze czują się na boisku.

W maju czekają was spotkania m.in. z Lechem, Legią, Lechią i Śląskiem. Mecze na szczycie będą testami, którzy zawodnicy nadają się do walki w europejskich pucharach?

- Pokażą, w którym miejscu znajduje się zespół. Tak było z Jagiellonią - może nie był to bardzo dobry mecz, ale zawodnicy byli skoncentrowani i szczególnie w drugiej połowie wypełniali założenia.

By osiągnąć sukces w Europie, musi pan wymienić wielu zawodników?

- Na pewno zmiany będą. Części piłkarzy kończą się kontrakty, części wypożyczenia.

Z Jagiellonią pierwszą bramkę w lidze zdobył Cwetan Genkow.

- Żadnemu obrońcy nie jest łatwo grać przeciwko silnemu napastnikowi. Cwetan wiele pracuje i cieszę się z tej bramki, choć powinien strzelić gola już kilka minut wcześniej.