Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ile punktów brakuje Cracovii?

Czy Cracovia zdoła utrzymać się w ekstraklasie - oto jedno z najważniejszych pytań wiosny.
Zaóż swoją drużynę - włącz się do gry i "Wygraj Ligę" ?

Od razu uprzedzam, że nie będzie argumentów pozasportowych. Wiem, że już raz klub z Krakowa uratował ligę kosztem innego, wyrzuconego przez PZPN, wiem, że także w tym sezonie teoretycznie może dojść do podobnych wydarzeń (przynajmniej na razie jest kilka zespołów zagrożonych nieuzyskaniem licencji z przyczyn - ogólnie mówiąc - infrastrukturalno-finansowych). Powtarzam jednak: nie o to tu chodzi. Na razie trzeba sprawę rozgryźć wyłącznie na poziomie boiska.

Wyniki świadczą na razie ewidentnie przeciw Cracovii. Drużyna uciułała jesienią rachityczne osiem punkcików, jest outsiderem nad (a raczej - pod...) outsiderami, jej strata do bezpiecznej pozycji w tabeli urosła do niebagatelnej wielkości dziewięciu punktów. Ale z drugiej strony: po pierwsze - gorzej wypaść już nie można, po drugie - to nie są straty nie do odrobienia.

Zupełnie niedawno mieliśmy w ekstraklasie rundę, w której klub wykaraskał się z jeszcze gorszych tarapatów. Na myśli mam, rzecz jasna, wiosnę 2000 r., przed którą ostatnia w tabeli Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski miała mniej punktów niż dziś Cracovia (zaledwie 5), za to większą różnicę do odrobienia (10 pkt do pozycji gwarantującej ligę). Ba, owa Dyskobolia w pięciu pierwszych meczach rewanżów poniosła następne cztery (!) porażki, powiększając po 20 kolejkach dystans do 14. miejsca w tabeli do punktów już 11. I wtedy objawił się cud, który polegał na dziewięciu kolejnych zwycięstwach plus remisiku na zakończenie sezonu - co w efekcie obróciło się w ośmiopunktową przewagę nad lepszym spadkowiczem!

To, co zrobił wówczas klub z Wielkopolski, do dziś trudne jest do pojęcia (przypominam - mówimy tylko o walorach sportowych...). Choć nie dla Andrzeja Strejlaua, zaprzysięgłego wroga futbolowej korupcji, który przyczynę świetnej postawy grodziszczan z przekonaniem wyjaśniał publicznie tak: "Znakomita praca trenera Białka" - chodziło o Janusza Białka, meteora wśród ligowych szkoleniowców, wtedy pracującego akurat w Groclinie.

Wydaje się, że Cracovia nie musi się aż tak spinać, by nie zlecieć. Sprzyja jej kalendarz (trzy z czterech pierwszych meczów gra u siebie), gorzej z początkowymi rywalami (zaczęli od Legii, w trzecim meczu mają Lecha) - ale jeśli dobrze wystartują, mogą się przecież później jeszcze bardziej rozpędzać; sprzyja też domniemana słabość kilku rywali. To się dopiero okaże, czy Cracovia popełnia błąd, licząc na zapuszczenia budżetowe w Ruchu, własnościowe w Górniku, mentalne w Widzewie czy kadrowe w Polonii B. i Arce - z tym że krakowianie niewątpliwie mają szczęście, że trafiła im się runda, w której kilku rywali rzeczywiście może mieć problemy.

Zespół ma też ponoć grać zupełnie inaczej, ponieważ został kompletnie przemeblowany. OK, tyle że hurtowa wymiana piłkarzy nie musi automatycznie przełożyć się na poprawę wyników, o czym świadczy przykład... tej samej Cracovii sprzed pół roku, kiedy również nasprowadzała graczy (i trenera) na pęczki - i jak to się skończyło. Skąd pewność, że tym razem kopacze są lepsi i czy uda się w krótkim czasie ulepić z nich lepszą ekipę? O tym, że może to być trudne - świadczy nie tylko przytoczona już własna przeszłość, ale choćby nauczka Legii, w której ostatniego lata przesadzono z rewolucjami w składzie. W piątek, właśnie z Legią, Cracovia zagrała zupełnie niezły mecz. W starciu z jednym z faworytów rozgrywek pokazała, że jest w stanie powalczyć o ligę.

W XXI wieku było sześć sezonów, które można porównać z aktualnym (tyle samo drużyn, taki sam system rozgrywek), w pozostałych liga grała albo w mniejszym, 14-zespołowym zestawie, albo w grupach, albo spadały więcej niż dwa zespoły. W dwóch z owych sześciu rozgrywek obowiązywały baraże dla zdobywców 14. miejsca, które dziś daje ekstraklasowe ocalenie bez dodatkowych meczów. Jeśli jednak policzyć punkty, które od razu gwarantowały utrzymanie (i zapomnieć o degradacjach wynikających ze skutków afery korupcyjnej), to wielkości były następujące:



2009/10 28 (Arka)
2008/09 30 (Cracovia)
2007/08 27 (Jagiellonia)
2006/07 25 (Górnik)
2005/06 29 (Górnik)
2000/01 34 (Górnik)
Widać więc, że gdyby miał się powtórzyć sezon sprzed czterech lat - Cracovii wystarczyłoby zdobyć wiosną 17 pkt. Po meczu z Legią jeden już ma, a więc zostaje 16. Czyli... pięć zwycięstw plus remisik. Naprawdę nie jest to nierealne. Daleko większe wymagania postawiłby przed drużyną z Krakowa replay sprzed lat dziesięciu, kiedy Górnik Zabrze musiał nazbierać aż 34 pkt, by być bezwarunkowo pewnym ratunku (tyle że to był - jak można dziś domniemywać - szczytowy okres grania... poza boiskiem).

W każdym razie to oznacza dla Cracovii jeszcze 25 pkt w 14 meczach - a więc minimum siedem-osiem wygranych (przy siedmiu także kilka remisów). A to już zadanie trudniejsze, choć nadal możliwe do wykonania. O ile jednak zespołom, które myślą o dogonieniu czołówki, sprzyja spłaszczenie tabeli (bo wystarczy wygrywać) - o tyle dla Cracovii niesamowicie wyrównany punktowo sezon jest niewątpliwie niekorzystny. Krakowianie mogą konsekwentnie ciułać punkty, a i tak trudno może im być wyprzedzić wszystkich rywali, bo część z nich musi przecież również powiększać konta.