Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Twardy piłkarz, potulny katolik zagra w Wiśle

Kew Jaliens jest już w Krakowie. W Holandii zostawił kosmiczne zarobki i misję... krzewienia chrześcijaństwa. O miejsce w składzie będzie walczył z przyszłym pastorem.
Holender wylądował w niedzielę wieczorem. Teraz czekają go dwudniowe testy medyczne. Po ich zaliczeniu podpisze dwuipółletnią umowę. Jeśli do tego dojdzie, będzie to największy zagraniczny transfer w historii Wisły. Nigdy wcześniej klub nie pozyskał bowiem piłkarza z przeszłością w czołowej reprezentacji świata (Jaliens zagrał w kadrze 10 razy, w tym na mundialu i igrzyskach olimpijskich). - Dla mnie to wielka przygoda. Zawsze chciałem występować zagranicą - podkreśla Holender na oficjalnej stronie klubu.

33-letni stoper przez sześć lat grał w AZ Alkmaar, w tym czasie dwa razy był blisko opuszczenia klubu. Z Holendrami negocjowały Bayer Leverkusen i AEK Ateny. W obu przypadkach Jaliens już siedział na walizkach, ale w ostatniej chwili rozmowy zrywano. W niedzielę ostatecznie pożegnał się z zespołem, choć, podobno, przyszło mu to z trudem. - Oficjalnie zgoda na transfer to nagroda za lata gry w AZ, ale klub ma też problemy finansowe po bankructwie sponsora. Jaliens podpisał umowę w najlepszych czasach AZ, zarabiał ok. 750 tys. euro rocznie i klub chciał zejść z kosztów - opowiada holenderski dziennikarz.

Niewykluczone, że spora część zarobków uzależniona była od tego, czy piłkarz grał. Jaliens od dłuższego czasu liczył więc uciekające pieniądze, bo zagrał tylko osiem z 19 meczów (cztery w podstawowym składzie). W Holandii podejrzewają także, że AZ z powodu kłopotów może nie wypłacać pełnych pensji. W Wiśle Jaliens będzie miał zdecydowanie niższe zarobki, ale różnicę będzie mógł sobie zrekompensować pieniędzmi za podpis na umowie. - W Holandii to norma, że zawodnicy biorą spore sumy za parafowanie kontraktu - podkreśla dziennikarz.

Zatrudnienie Jaliensa ma zakończyć problemy wicemistrzów Polski ze stoperami. Oznacza jednak kłopoty dla Osmana Chaveza. Honduranin - tak samo jak Holender - jest prawonożny, więc prawdopodobnie będą rywalizowali. Poza boiskiem znajdą jednak sporo wspólnych tematów. Chavez to mocno wierzący katolik. W ojczyźnie zapraszany jest do prowadzenia katechez, rozpoczął też kursy, które pozwolą mu zostać pastorem. Niewykluczone, że dojdzie do tego jeszcze przez zakończeniem kariery.

W Boga wierzy także Jaliens, który jest członkiem Sports Witnesses. Katolicka organizacja zrzesza sportowców, którzy głoszą naukę Chrystusa. Jej członkowie wspierają biednych sportowców, kupują sprzęt i książki, pomagają w szkoleniu. - Kew to dobry człowiek, doświadczony obrońca i ambitny profesjonalista - podkreśla Nourdin Boukhari, pomocnik Wisły, który grał z Jaliensem w AZ.

Holenderski dziennikarz: - W Holandii wielu piłkarzy angażuje się w taką pomoc. Chodzą do szkół i szpitali, spotykają się z mniej zamożnymi kibicami. Zresztą w Holandii o Jaliensie mówią: twardy na boisku, potulny poza nim.

Holender w trakcie kariery raz dostał czerwoną kartkę, choć w Eredivisie rozegrał blisko 400 meczów, a w europejskich pucharach 50. Co innego Chavez - choć w Wiśle jest od pół roku, już musiał pauzować w dwóch meczach za złośliwy faul (karę nałożono kilka dni po meczu).