Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Milan Jovanić: Bo w życiu coś musi się dziać

- Jestem trochę zwariowany, jak 80 procent ludzi z byłej Jugosławii. Szkoda, że w nasze życie wkradła się polityka, bo mogliśmy być jednym krajem. W sporcie bylibyśmy naprawdę mocni - mówi bramkarz Wisły
Rozmowa z Milanem Jovaniciem

Piotr Jawor: Zna pan język polski zdecydowanie najlepiej z wszystkich obcokrajowców, którzy przyszli do Wisły w ostatnim roku.

Milan Jovanić: Dużo czasu spędzam z Mateuszem Kowalskim [stoper Wisły - przyp. red.]. On z kolei nie mówi zbyt dobrze po angielsku, więc mamy układ: ja do niego po polsku, on do mnie po angielsku. I nawzajem poprawiamy błędy. I tak się uczymy. Ale mam łatwiej, bo serbski jest podobny do waszego. Innym jest ciężej, np. Andresowi Riosowi, Nourdinowi Boukhariemu czy trenerowi Robertowi Maaskantowi.

Teraz polskiego będzie pan mógł uczyć kolegę Vojo Ubiparipa, który podpisał kontrakt z Lechem.

- Graliśmy razem w Spartaku Subotica. Myślałem, że trafi do Wisły, bo czytałem, że była nim zainteresowana. Rozmawialiśmy kilka dni temu, ale nie wiedziałem, że Lech się nim interesuje. Przydałby się w Krakowie, bo jest dobry, grał w serbskich młodzieżówkach. Bardzo przypomina Pawła Brożka - też czeka na podanie za plecy obrońców i ich wyprzedza. Szkoda, że nie będzie go w Wiśle, bo to mój dobry kolega.

Ale polskie kluby czasem boją się zatrudniać piłkarzy z byłej Jugosławii, bo uważają ich za zwariowanych.

- Ja jestem zwariowany? (śmiech). Tak, to prawda, 80 procent ludzi w Serbii ma taki charakter. Ja też lubię imprezy, spędzanie czasu ze znajomymi, zwiedzanie miasta. Coś się musi dziać. No i dużo gadamy. Nie ma dla mnie nic gorszego niż bezczynne siedzieć w fotelu. W Serbii mamy wielu dobrych zawodników, ale z trudnymi charakterami.

Podobno często pan bywa na meczach koszykarek Wisły.

- Bez przesady, byłem raz lub dwa. Lubię koszykówkę, grywam czasem na wakacjach. Za młodu uprawiałem też siatkówkę. Namawiał mnie tata, który mówił: "daj sobie spokój z piłką, graj w siatkę", ale wolałem futbol. W siatkówce jednak byliśmy mocni, szczególnie jak istniała jeszcze Jugosławia. Niestety, w nasze życie wkradła się polityka.

Wolałby pan, żeby Jugosławia nadal istniała?

- Zdecydowanie i uważam, że chciałaby tego większość. Ale dziś to niemożliwe, bo np. Chorwatom, Serbom czy Bośniakom trudno byłoby się dogadać. Gdy zmarł prezydent Josip Broz Tito nie pozostawił po sobie testamentu i nie powiedział, jak dalej kraj ma wyglądać. Wtedy wkradła się polityka i zaczęła wojna. Dziś już nie ma szans na połączenie, a szkoda, bo w sporcie bylibyśmy naprawdę mocni.

Przejdźmy do piłki nożnej. Jak się pan czuł, gdy kilka miesięcy temu trener Maaskant powiedział, że będzie pan numerem drugim?

- W takich sytuacjach trzeba mieć twardy charakter, bo jest ciężko. Ale co mogłem zrobić? Inna sprawa, że nie ma zawodników, którzy przez 10 lat nie usiedliby na ławce. Dobrze jednak, że szkoleniowiec mi to powiedział. Lepiej zawsze o tym porozmawiać, niż zastanawiać się, co jest nie tak i czuć się odkopniętym na bok jak piłka.

Teraz jest szansa, że pan będzie podstawowym bramkarzem.

- O pierwszy skład będzie ciężko, ale broni nie złożę. Filip Kutro jest utalentowany i wkrótce ma szansę stać się czołowym bramkarzem ligi.

Ale Wisła zastanawia się też nad sprowadzeniem bramkarza. Szuka pan informacji, kto nim będzie?

- To normalne, że w tak wielkim klubie trzeba mieć rywali, ale należy patrzeć na siebie. Nigdy nie wiesz, co cię czeka jutro, więc musisz walczyć o swoje. Dlatego życie nie jest łatwe. Wierzę w Boga i wiem, że patrzy na moją pracę.