Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Arkadiusz Radomski: Zawiodłem samego siebie

- Gdyby mi się nogi uginały, to skończyłbym z piłką. Jesienią walczyłem z całych sił, nie odpuszczałem. Na więcej nie było mnie stać - twierdzi Arkadiusz Radomski, kapitan Cracovii
Do Polski wrócił po 16 latach gry w zagranicznych ligach. Działacze obwołali go mózgiem drużyny, a trener Rafał Ulatowski widział w nim lidera na boisku i poza nim. 33-letni gracz został wybrany na kapitana Cracovii.

Na boisku miał dużo strat, rzadko wygrywał pojedynki w środku pola. Jednak ani Ulatowski, ani trener Jurij Szatałow nie wyobrażali sobie pomocy bez niego.

Rozmowa z Arkadiuszem Radomskim

Szymon Opryszek: Dużo więcej spodziewano się po pana powrocie...

Arkadiusz Radomski: Zagrałem kilka dobrych spotkań, nie brakowało też słabszych. Dla mnie, tak jak dla zespołu, runda była bardzo nieudana. Zawiedliśmy siebie i przede wszystkim kibiców. Krytyką fanów czy dziennikarzy się nie przejmuję, bo każdy może mieć swoje zdanie.

Czyli to nie była pana runda...

- Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Dałem z siebie wszystko. Nie odpuszczałem na treningach, walczyłem na boisku. I tyle. Na więcej nie było mnie stać.

Podobnie mówili Maciej Żurawski z Wisły czy Artur Wichniarek z Lecha.

- Samemu nie można wygrać meczu, wiele zależy od zespołu. Polscy piłkarze są inaczej przygotowani fizycznie i taktycznie. Przyjście kilku zawodników z zagranicy nie wpłynęło na poprawę poziomu. Może Cristiano Ronaldo czy Lionel Messi wygrywaliby tu mecze w pojedynkę.

Jest pan zawiedziony swoim powrotem do polskiej ligi?

- Nie. Podjąłem decyzję, jestem za nią odpowiedzialny. Gdyby w kilku meczach dopisało nam szczęście, a nasza obrona wyglądała lepiej, to miejsce nie byłoby tak tragiczne. Pierwszy raz w karierze znalazłem się w tak trudnej sytuacji. Sami jesteśmy sobie winni. Dobre drużyny poznaje się po tym, że potrafią wybrnąć nawet z takiego dołka.

Miał pan być mózgiem drużyny, może nie podołał pan presji?

- Gdyby mi się nogi uginały, to skończyłbym z piłką. Żadnej presji nie było. Na kapitana wybrali mnie koledzy, a nie włodarze klubu.

Józef Wojciechowski, prezes Polonii Warszawa, powiedział, że chciał pan za grę 300 tys. euro, a jesienią głównie pan biegał w kole na środku boiska.

- Nie czytam gazet i słyszę o tym pierwszy raz. Nie ruszają mnie tego typu opinie. Nie żałuję, że nie trafiłem do Polonii. Dobrze zrobiłem, a pieniądze to nie wszystko.

Jednak podpisał się pan pod oświadczeniem drużyny, gdy władze zamroziły pensje.

- Słyszałem, że w Polsce takie rzeczy się zdarzają. To chyba był zabieg motywacyjny. Robiliśmy swoje, ostatecznie zdobyliśmy punkty przed zimą.

Zwolnienie Rafała Ulatowskiego było dobrą decyzją?

- Wyniki wskazują, że tak. Jurij Szatałow preferuje inną szkołę, opartą na ostrej pracy na treningach i zaangażowaniu. Wcześniej tego trochę brakowało. Teraz pracuje mi się lepiej, a wszystko idzie w dobrą stronę. Recepta na sukces? Musimy grać bardziej zespołowo, poprawić defensywę całej drużyny.

Jak oceni pan odsunięcie od pierwszego zespołu Radosława Matusiaka i Bartosza Ślusarskiego?

- Taka była decyzja władz, my musimy walczyć o kolejne punkty.

W Cracovii chyba nie sprawdził się model budowania drużyny po holendersku...

- Wisła poszła podobną drogą i jest wiceliderem. Wieża Babel w szatni? Nie ma co szukać problemów. Nie chciałbym zdradzać bolączek drużyny. Zimą każdy piłkarz powinien spojrzeć w lustro i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dał z siebie wszystko.

Co będzie jak Cracovia się nie utrzyma?

- Nie dopuszczamy do siebie myśli o spadku. Nowy klub? Mam dwuletni kontrakt z Cracovią. Nie żałuję, że podpisałem taką umowę. Wiosną zrobię wszystko, by pomóc w utrzymaniu.