Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nawracanie Wisły pod Tatrami

Krakowianie wstają skoro świt, przepychają się na treningach i dostają na Kasprowy Wierch. - Teraz nikt mi nie powie, że nie zabrałem Wisły na szczyt - żartuje Robert Maaskant, trener wicemistrzów Polski
Wystarczyły trzy dni na zgrupowaniu w stolicy Tatr, by piłkarze przekonali się, jak szybko Holender potrafi zmienić się z przyjaciela w groźnego szefa. Wczoraj piłkarze nastawili budziki na szóstą rano, bo godzinę później Maaskant zarządził rozruch. Zjedli śniadanie i zaczęli piłkarską harówkę. Normalny człowiek pewnie byłby zadowolony, gdyby przez kilka godzin pływał, przebywał na siłowni i wykonywał ćwiczenia gimnastyczne, ale dla zawodników Wisły tak intensywne przedpołudnie to nowość. - Piłkarze na pewno są trochę zmęczeni. I tak powinno być - podkreśla Maaskant.

Wszyscy chcieli się zastrzelić

Krakowianie jeszcze nie zdążyli złapać oddechu, a już byli w drodze na Kasprowy Wierch. Gdyby w piłkę grali ćwierć wieku temu, musieliby wdrapać się na szczyt o własnych siłach. Wczoraj jednak skorzystali z kolejki. - Wiem, że kiedyś zawodnicy biegali po Kasprowym, ale później nie było rewelacyjnych efektów. Widoki ze szczytu? Ładne, ale nie jestem entuzjastą chodzenia po górach - przyznaje Piotr Brożek, obrońca Wisły.

Lepszą rozgrywkę krakowianie mieli dzień wcześniej. Za Macieja Skorży jeździli quadami, urządzali karaoke i grali w paintball. Holender też zarządził zabawę w wojnę, ale urozmaicił ją zmaganiami w parku linowym. - Taka wspinaczka jest bardzo trudna i trochę niebezpieczna, ale śmieszna. Przy paintballu też było mnóstwo zabawy. Wszyscy chcieli się zastrzelić i w końcu mieli na to okazję - śmieje się Maaskant.

Piotr Brożek: - Z lin zrezygnowałem, bo ostatnio miałem problemy z kręgosłupem i nie chcę narażać się na odnowienie urazu przez chodzenie po drzewach. Ale strzelać lubię, to świetna zabawa. Byłem myśliwym nie ofiarą. Miałem dwóch na muszce, ale broń mi się zacięła.

Wicemistrzowie Polski nie przestawali walczyć także na treningu. Gdy Tomas Jirsak blokował wykonanie rzutu wolnego, Serge Branco dwa razy go odepchnął. Trenerzy nie interweniowali, tylko kazali się uspokoić. Zresztą Maaskanta z równowagi potrafią wyprowadzić tylko błędy w ustawieniu. Nieraz przerywał zajęcia ostrymi słowami i kazał zawodnikom słuchać wskazówek w bezruchu. - Przecież wczoraj o tym rozmawialiśmy, tłumaczyłem, jak macie się poruszać - krzyczał Holender.

W Zakopanem Maaskant wezwał każdego piłkarza na indywidualną rozmowę. Miał to robić alfabetycznie, ale wczoraj po odprawie był już Radosław Sobolewski (trener uważa go za najważniejszą osobę w drużynie), a na kolej ciągle czekał Piotr Brożek, który powinien być jednym z pierwszych.

Mimo tego 27-letni obrońca wydaje się największym zwycięzcą minizgrupowania. W wewnętrznym sparingu zajął miejsce Drana Paljicia, a Serb został przesunięty do pomocy. Kłopoty ma Maciej Żurawski, który przez całe spotkanie grał w zespole słabszych (zastąpił go Rafał Boguski). - Po remisie ze Śląskiem nastroje nie były najlepsze. Musieliśmy wyjechać z Krakowa i spędzić ze sobą kilka dni. Ta decyzja była bardzo dobra. Ostro popracowaliśmy i oby było to widać w najbliższym meczu - podkreśla Paljić.

Kilkunastu chętnych do zmagań z paniami

Krakowianie z Zakopanego wracają dziś. Na odpoczynek będą mieli niewiele czasu, bo o godz. 17.30 w hali przy Reymonta zmierzą się z koszykarkami Wisły (zaplanowano mecz koszykówki, ale także piłki nożnej). Zawodnicy zgłaszali się samodzielnie i dziś zagrają m.in. trener Maaskant, bracia Brożkowie, Paljić i Gordan Bunoza. Cegiełki na spotkanie kosztują 5 zł, a pieniądze zostaną przekazana Dariuszowi Zastawnemu, pracownikowi TS-u Wisła, który jest chory na stwardnienie rozsiane.