Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Żewłakow trafiony w dziesiątkę

PRZEGLĄD PRASY: Cztery mecze, cztery gole. To bilans Marcina Żewłakowa w obecnym sezonie ekstraklasy. W piątek - do spółki z Tomaszem Wróblem - rozmontował przy Łazienkowskiej Legię. - czytamy w poniedziałkowym Przeglądzie Sportowym
Potwierdził, że z sekstetu byłych reprezentantów Polski (oprócz niego Artur Wichniarek, Maciej Żurawski, Arkadiusz Radomski, Przemysław Kaźmierczak i Rafał Grzelak), który latem wrócił do polskiej ligi, to on jest jej największym "wzmocnieniem".

W Bełchatowie już po czterech kolejkach zacierają z satysfakcją ręce, choć latem nie zabiegano tam wcale o Żewłakowa. Mówiło się o Łukaszu Gikiewiczu, później pojawiła się kandydatura Przemysława Trytki. I dopiero kiedy rozmowy z tymi piłkarzami skończyły się fiaskiem, rozpoczęto negocjacje z Żewłakowem.

- Rzeczywiście temat Marcina pojawił się dość późno. Nie wiem, czy gdybyśmy wcześniej sprowadzili do Bełchatowa Gikiewicza bądź Trytkę, udałoby się jeszcze pozyskać Żewłakowa - przyznaje trener PGE GKS Maciej Bartoszek.

Dziś jednak on i jego współpracownicy nie mają prawa narzekać na to, że sprawy potoczyły się w takim kierunku. Bez wątpienia 25-krotny reprezentant Polski zasługuje na wielkie pochwały. - Marcin pasuje do systemu, jaki preferujemy, czyli do gry jednym napastnikiem z mocnymi skrzydłami - zaznacza Bartoszek.

- Zaraz pewnie zaczniecie pytać o koronę króla strzelców. Ale spokojnie, na razie tym wyścigiem się nie grzeję. Chociaż mając takich skrzydłowych jak Tomek Wróbel i Maciek Małkowski, kilka bramek z pewnością jeszcze zdobędę - stwierdził Żewłakow po piątkowym meczu, w którym strzelił oba gole.

Swoją postawą w pierwszych meczach rundy jesiennej "Żewłak" przyćmił występy innych piłkarzy, z którymi kibice wiążą duże nadzieje po powrocie do kraju. Chodzi m.in. o Wichniarka, Żurawskiego, Radomskiego, czy debiutującego w ekstraklasie Euzebiusza Smolarka.