Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Trener Zagłębia Marek Bajor jednak bez licencji?

W środę wygasa tymczasowa licencja szkoleniowca Zagłębia Lubin Marka Bajora. O tym, czy zostanie przedłużona, zdecyduje Komisja ds. Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN. - Zabiegamy o jej przedłużenie. Nie mam pojęcia, jaka decyzja zapadnie teraz, ale klub jest przygotowany na każdą ewentualność - zapewnia rzecznik prasowy Zagłębia Wacław Wachnik.
Przypomnijmy fakty. Przed sześcioma tygodniami Bajor otrzymał warunkową licencję na prowadzenie Zagłębia Lubin. Dzisiaj ta licencja - przyznana przez Komisję ds. Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN - wygasa. - To była licencja nadzwyczajna, ale nie obwarowano jej żadnymi specjalnymi warunkami, poza kwotą 10 tys. zł, które trzeba było za nią zapłacić - mówi Wacław Wachnik, rzecznik prasowy Zagłębia. - Trener tym razem nie został zaproszony do Warszawy, ale my oczywiście zabiegamy o przedłużenie tej licencji. Nie mam pojęcia, jaka decyzja zapadnie teraz, ale klub jest przygotowany na każdą ewentualność - zapewnia Wachnik.

Szef komisji Wojciech Łazarek przyznał, że dziś będzie ona obradować i zajmie się sprawą Bajora. Na pytanie o stanowisko w sprawie licencji dla szkoleniowca Zagłębia odpowiada krótko: - Proszę zadzwonić po posiedzeniu.

Nieoficjalnie wiemy, że w trakcie obrad należy spodziewać się starcia dwóch poglądów. Pierwszy zakłada, że prawa należy przestrzegać i Bajor, który nie spełnia żadnych norm formalnych, by prowadzić klub w ekstraklasie, licencji nie dostanie. Szkoleniowiec Zagłębia powinien być co najmniej zapisany na kurs UEFA Pro, a jest na kursie UEFA A upoważniającym do trenowania drużyn w II lidze (ma zresztą warunkową licencję upoważniającą do takiej pracy). Co więcej, chcąc się dostać na kurs UEFA Pro, powinien mieć licencję UEFA A i staż samodzielnej pracy w zespołach I lub II ligi - i ten warunek także nie jest spełniony. By go spełnić, musiałby zrezygnować z pracy w Lubinie i na przykład przejąć na rok któryś z zespołów w I lidze. - Faktycznie, to jest jakaś kwadratura koła - przyznaje nasz rozmówca z PZPN. - Bajor pokazuje, że warto na niego stawiać i należy mu dać szansę.

Taka właśnie teza, czyli nagięcie przepisów i odnowienie nadzwyczajnego pozwolenia dla Bajora, to drugi wariant, który ma być dzisiaj rozpatrywany. Nie jest jednak pewne, ilu zwolenników mają oba pomysły i czy komisja zbierze się w pełnym składzie.

Za Bajorem stoją dobre wyniki na wiosnę, przez które prowadzony przez niego zespół awansował w tabeli do strefy niezagrożonej spadkiem. One mogą zadecydować, że trener Zagłębia poprowadzi zespół do końca sezonu. Nie rozwiąże to jednak problemu, bo nadal nie będzie on mógł nawet zapisać się na kurs UEFA Pro, skoro nie ma stażu w niższych klasach. - Żeby było śmieszniej, praca, którą obecnie wykonuje, nie może być najprawdopodobniej wliczana do stażu trenera - dodaje proszący o anonimowość działacz Zagłębia. - To znaczy, że należałoby dogadać się, powiedzmy, z Turem Turek, w którym pracuje Wiesław Wojno, i na podstawie cichego porozumienia dokonać zamiany: trener Wojno, który ma UEFA Pro, byłby formalnym trenerem w Lubinie, a Marek Bajor również formalnym w Turku. Dzięki temu zabiegowi nasz trener mógłby za jakiś czas wykazać się stażem i zrobić kurs UEFA Pro. Przepisy są kompletnie nieżyciowe i ta sprawa jest świetną okazją, by je po prostu zmienić.

Nazwisko Wiesława Wojny znajduje się bardzo wysoko na nieoficjalnej liście kandydatów na trenera figuranta, który miałby pomóc Bajorowi i Zagłębiu, gdyby okazało się, że jednak komisja licencji nie przyzna. Wyżej stoją tylko notowania Włodzimierza Małowiejskiego, dobrego znajomego Franciszka Smudy. Problem w tym, że takie "podstawienie" szkoleniowca z papierami może spotkać się z ostrą reakcją PZPN. - To już będzie uznane za jawne nadużycie i taki trener może nawet stracić licencję - twierdzi nasz rozmówca w PZPN. - Związek postanowił zerwać z takimi praktykami i traktuje to bardzo poważnie.