Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Hristov czy Christow? Piłkarskie kłopoty z nazwiskami

Piłkarze nie gęsi... i polskojęzyczne nazwiska mają. Krakowskie kluby (zresztą jak wszystkie inne) - podkreślające ponadstuletnią tradycję i od zawsze polskość - też powinny mieć to na uwadze


Wisła i Cracovia ulegają, właściwie nie wiadomo z jakiego powodu, modzie anglosaskiej. Mistrz Polski na koszulce swojego nowego zawodnika wypisał: Hristov. - Bardzo mi się to nie podoba - przyznaje prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. - To przecież Christow i bezwzględnie tak powinien być pisany. To nie jest zadanie na wyrost dla działaczy, by nazwiska z cyrylicy przetłumaczyć na język polski. Kiedy Wisła grała z Dynamem Kijów, to nie pisali, że dwie bramki strzelił im Andriy Shevchenko, ale Szewczenko. A Paweł Brożek dwa razy pokonał Oleksandra Szowkowskiego (w anglojęzycznej wersji Shovkovsky). W innym sparingu mistrzowie Polski zmierzyli się z Szachtarem Donieck, na szczęście nie z Shakhtar Donetsk. Ciekawe, czy gdyby trenerem mistrzów Polski został Christo Stoiczkow (to przecież możliwe, skoro Wisłę prowadził nie mniej znany Dan Petrescu), czyli według Christowa bóg bułgarskiej piłki, też zostałby przedstawiony jako Hristo Stoichkov.

Wisłę przebiła jednak Cracovia, która według klubu pozyskała Ovseannicova i Suvorova. - W tym przypadku też nie ma wątpliwości. To Owsjannikow i Suworow - dodaje Bralczyk. - Zresztą to ostatnie nazwisko Polacy powinni znać z historii, choć może nie kojarzyć się zbyt dobrze.

Może to pierwszy krok na drodze do europejskich pucharów, do których awans w ciągu dwóch lat zapowiadał niedawno profesor Janusz Filipiak. A może Philipiack? Oby na europejskie salony klub z Kałuży wprowadził jednak Orest Lenczyk (w żadnym wypadku nie Lenchyk), a kolejne transfery załatwiał wiceprezes Jakub Tabisz (nie Tabish).