Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Radosław Matusiak: Nie jestem Luisem Figo

- Gdybym tak jak Luis Figo, który grał długo w Barcelonie, a potem odszedł do największego wroga Realu Madryt, występował w Wiśle, to mógłbym się spodziewać takiego potraktowania. Przy Reymonta byłem niecałe pół roku, więc nie wyrządzam nikomu krzywdy, nikogo nie zdradzam, że gram teraz dla Cracovii - mówi 27-letni napastnik
Andrzej Klemba: W niedzielę stanie Pan po czwartej stronie barykady. W łódzkich derbach grał Pan i w ŁKS, i w Widzewie. W krakowskich zaliczył Pan występ w Wiśle, teraz kolej na Cracovię.

Radosław Matusiak: Tak się potoczyła moja kariera, że występowałem w tych klubach. Staram się nie myśleć, jaki ładunek emocjonalny, głównie dla kibiców, niosą za sobą derby. Oczywiście przed samym meczem czuję trochę inny rodzaj ciśnienia niż przed innymi spotkaniami. Adrenaliny powinno być więcej, tym bardziej że tym razem w Sosnowcu będzie więcej kibiców, bo do tej pory nasze spotkania wyglądały tam jak sparingi.

Zaczynał Pan treningi w Widzewie, ale szybko trafił do ŁKS. W tym klubie rozegrał Pan pierwsze derby.

- Pochodzę z Łodzi. I rzeczywiście moje losy tak się przeplatały. Pierwsze derby oglądałem jako widzewiak, a rozgrywałem jako ełkaesiak. To było wydarzenie w Łodzi. Pamiętam, że pisano o nich już miesiąc wcześniej. Derbów Krakowa jeszcze tak nie czuję. Wtedy w 2000 roku to był mój dopiero drugi występ w ekstraklasie. Derby graliśmy na boisku Widzewa i dla mnie, jeszcze juniora, to była niesamowita przygoda. Wiele nie zrobiłem, może ze dwa razy miałem piłkę, ale adrenalina była ogromna. Nikt raczej nie pamiętał, że był taki junior Matusiak kiedyś w Widzewie, a teraz gra dla ŁKS. Dopiero jak zrobiło się trochę głośniej o mnie, to wypłynęło, gdzie stawiałem pierwsze kroki.

Po dziewięciu latach wrócił Pan do Widzewa na kolejne spotkanie derbowe...

- Emocje były, ale głównie wśród kibiców. Nie żywię żadnej urazy do ŁKS, nie mam z tym klubem żadnych rozrachunków. Udało mi się strzelić zwycięską bramkę, ale to była frajda głównie dla fanów. Tak naprawdę to za derby jest tyle samo punktów co za pozostałe spotkania. To dla kibiców jest największy punkt honoru, by przez pół roku panować w mieście. Dlatego nie zdziwiłem się, że podczas derbów kibice ŁKS śpiewali o mnie nieprzyjemne piosenki. Nie powiem, że ich rozumiem, ale tak to wygląda, i nie mam na to wpływu.

W niedzielę też może się tak zdarzyć?

- Trudno powiedzieć, ale chyba nie. Gdybym tak jak Luis Figo, który grał długo w Barcelonie, a potem odszedł do największego wroga Realu Madryt, występował w Wiśle, to mógłbym się spodziewać takiego potraktowania. Przy Reymonta byłem niecałe pół roku, więc nie wyrządzam nikomu krzywdy, nikogo nie zdradzam, że gram teraz dla Cracovii.

W ŁKS grał Grzegorz Krysiak, który nie krył swojej niechęci do Widzewa i demonstrował ją podczas derbów. A byli tacy piłkarze w Widzewie, Wiśle czy Cracovii?

- Jedynie Patryk Małecki, który szczycił się tym, że, delikatnie mówiąc, nie lubi Cracovii. Nie rozumiem, co można mieć do innego klubu i za co go nienawidzić. Każdy chce odnosić sukces i robić to, co potrafi najlepiej. Za rok można być zupełnie gdzie indziej, czego jestem przykładem.

Jako piłkarz Szczakowianki Jaworzno miał Pan też okazję grać z innymi drużynami ze Śląska.

- No tak, ale tych spotkań nie można nazywać derbami. Szczakowianka była traktowana jako ubogi krewny takich klubów, jak Górnik Zabrze czy Ruch Chorzów.

Umie Pan strzelać gole Wiśle. Trzy lata temu rozegrał Pan najlepsze spotkanie w ekstraklasie. Przy Reymonta strzelił Pan dwa gole i zaliczył asystę.

- To był moment. Wisła miała bardzo długi serial bez porażki na własnym stadionie. Poza tym to była bezpośrednia walka o fotel lidera. Prowadziliśmy już 4:0 i to był szok dla wszystkich. Wisła tak wysoko u siebie nie zwykła przegrywać.

Potrafił Pan zakręcić trzema obrońcami w polu karnym, tak że nie wiedzieli, gdzie są. Kiedy wróci taki Matusiak?

- To były inne czasy. Wtedy w GKS Bełchatów było więcej okazji do zdobycia bramki. Miałem za plecami Gargułę i zgraną, a do tego pewną siebie ekipę. W Cracovii jest o to znacznie trudniej. To jest drużyna na dorobku, która pod okiem Lenczyka, mam nadzieję, zacznie piąć się w górę. Teraz naszym celem będzie nie przegrać. Wiśle jest ciężej strzelić gola niż Odrze Wodzisław, której bramkarza też przecież nie potrafiłem pokonać. Jeśli zagramy dobrze, to będą sytuacje i szansa, by choć jedną wykorzystać. Na strzelanie goli składa się wiele czynników. Oprócz formy napastnika musi też być dobra dyspozycja całej drużyny. Nie bez przyczyny najwięcej goli zdobywają piłkarze zespołów z czołówki: Lewandowski, Niedzielan, Brożek czy Małecki. Oczywiście zdarza się, by gracz ataku sam wypracował sobie sytuację, ale raczej rzadko. Z moją formą jest jednak coraz lepiej - i z Odrą, i z Polonią czułem się pewniej.

Nie będzie Pana pojedynku z Gargułą.

- Bardziej martwi mnie to, że Łukasz nie może wrócić do zdrowia.

Pan gra w Cracovii, a przyjaciel w Wiśle. Nie dla wszystkich w Krakowie to łatwe do przełknięcia.

- Dla mnie to normalne, a właśnie niezrozumiałe, że dla kogoś to problem. Mam nienawidzić piłkarza Wisły, bo gram w Cracovii? To chore. Na boisku jesteśmy rywalami, ale po meczu idziemy razem na kawę.

Co stanowi o sile Wisły?

- Arek Głowacki to filar i najlepszy obrońca w lidze. Marcelo to też solidny stoper. Radek Sobolewski to z kolei filar drugiej linii. Ciężko jednak wskazać, kto tę drużynę ciągnie do przodu. W drugiej linii nie ma teraz zawodnika, który by się wybijał. Małecki napędza atak, daje bodziec do ofensywnej gry, tym bardziej że Paweł Brożek jest w słabszej formie. Wisła ma wyrównany skład, i to jest największa siła.

Obie drużyny przed derbami mają problemy kadrowe. Ucierpi widowisko?

- Zawsze jak nie ma liderów, to trzeba się z tym liczyć. Mecz Legii z Wisłą też miał być widowiskiem, a była walka i mało gry. Mam nadzieję, że w niedzielę będzie inaczej. Szkoda, że zabraknie Barana i Tupalskiego, bo to wojownicy. To dla Cracovii równie ważni zawodnicy, jak dla Wisły Głowacki i Sobolewski, oczywiście z zachowaniem proporcji.

Derby Krakowa bez Pawła Brożka? ?