Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ryszard Tarasiewicz: W Śląsku nie ma kryzysu

- Do meczu z Zagłębiem musimy podejść z wiarą w siebie, bo rywal ma przecież mniej punktów od nas. Gramy u siebie i na pewno jesteśmy faworytem tej konfrontacji - mówi przed derbami regionu trener Śląska Ryszard Tarasiewicz.
Michał Karbowiak: Lubi Pan trenera Zagłębia Lubin Franciszka Smudę?

Ryszard Tarasiewicz (trener Śląska): Dlaczego mam jakoś specjalnie lubić Smudę? Traktuję go normalnie. Dokładnie tak samo jest z innymi ludźmi - niektórym podaje się rękę, bo tego wymaga kultura i szacunek, a z niektórymi jeszcze się przy tym dłużej rozmawia. Smudę zaliczam do tego pierwszego grona, jestem z nim na dzień dobry. Wiadomo, że chętniej porozmawiam z Jankiem Urbanem, Maćkiem Skorżą czy Cześkiem Michniewiczem. Trener Smuda też ma trenerów, z którymi porozmawia chętniej niż ze mną. Nie widzę powodu, byśmy musieli ze sobą jakoś dłużej przebywać, przecież to nie jest mój dobry znajomy ani przyjaciel.

Wasza rywalizacja sprawia jednak, że mecz Śląska z Zagłębiem nie jest jak każdy inny.

- Ten mecz faktycznie nie jest jak każdy inny, ale dlatego, że to derby Dolnego Śląska. Wiadomo, że ich wynik to prestiżowa sprawa dla kibiców.

Tak prestiżowa, że potrzebne było aż motywujące spotkanie kibiców z zespołem. Pan się spotkał z czymś takim jako piłkarz?

- Nie. Ale z drugiej strony teraz jest inaczej, niż jak ja grałem w piłkę. Wtedy piłkarze w jednym klubie występowali po pięć, sześć lat, a nie tylko jeden czy dwa sezony. Kibice chcieli więc uzmysłowić chłopakom, jak ważny i prestiżowy jest dla nich pojedynek z Zagłębiem.

Śląskowi idzie chyba o coś więcej niż prestiż. Po meczu w Bełchatowie mówił Pan, że musicie z Zagłębiem wygrać, bo inaczej Wasza sytuacja lekko się skomplikuje.

- Mamy 10 punktów, a dół tabeli jest dosyć ściśnięty. Wygrana z Zagłębiem pozwoli przede wszystkim chłopcom złapać trochę więcej wiary i przekonania, że ta runda nie jest do końca stracona.

Zdecydował Pan już, czy Śląsk zagra z Zagłębiem bardzo ofensywnie, czy raczej stanie na 40. metrze od bramki i będzie czekał na swoją szansę?

- Ofensywnie to próbowaliśmy zagrać w Bełchatowie. Przez pierwsze 12 minut Amir Spahić jako obrońca dublował pozycję Janka Gancarczyka, bo gdzieś wyczytał, że w pojedynkę może rozstrzygnąć mecz. Chłopcy na siłę chcieli udowodnić, że z tą naszą ofensywą jest tak jak w poprzednim sezonie. Byliśmy zbyt rozciągnięci na boisku, nie tworzyliśmy kolektywu i przez kilka pierwszych minut wyszedł z tego burdel i partyzantka. Potem udało się to skorygować, a Bełchatów nawet w przewadze nie tworzył wielu sytuacji. W tym momencie siła ofensywna nie jest naszym atutem. Będziemy ją rekompensować takimi elementami jak konsekwencja w taktyce i dobra organizacja gry. Wtedy uda nam się oddalić niebezpieczeństwo od własnej bramki i stwarzać sobie sytuacje. Musimy się zaprezentować tak jak z Ruchem czy Legią, bo wtedy zagraliśmy bardzo dobrze. Nieźle było nawet do momentu czerwonej kartki Piotra Celebana w spotkaniu z Wisłą. Przecież przez pierwsze 25 minut mistrz Polski stworzył u nas mniej sytuacji niż w pojedynku z Lechem. Nie możemy się po prostu porywać z szabelkami na czołgi.

Po meczu z Lechią mówił Pan, że klasowy zespół nie przegrywa dwóch meczów pod rząd. Śląsk przegrał z Wisłą i z Bełchatowem.

- Dziennikarze po pierwszych trzech meczach rundy wiosennej w II lidze pisali, że Śląsk nie awansuje. I co? Wy pamiętacie tylko to, co wam pasuje.

Śląskowi miało brakować dynamiki przez pierwsze dwa, trzy spotkania sezonu. Okazuje się, że nie umie jej odnaleźć przez ponad połowę rundy.

- Do końca tak nie jest. Drużyna inaczej wygląda i jest oceniana, kiedy gra się jej klei. Wówczas zawodnicy nie boją się odpowiedzialności i prezentują się lepiej. Tak działo się w minionym sezonie, gdy byliśmy beniaminkiem, a dodatkowo mieliśmy komfort punktowy. Wiadomo, jaka jest nasza sytuacja i jak wielkie były nadzieje związane ze Śląskiem przed sezonem. Niektórzy sobie po prostu z tą presją nie radzą i obawiając się o błąd, grają asekuracyjnie. Do meczu z Zagłębiem musimy podejść z wiarą w siebie, bo rywal ma przecież mniej punktów od nas. Gramy u siebie i na pewno jesteśmy faworytem tej konfrontacji.

Śląsk jest w kryzysie?

- W Śląsku nie ma kryzysu. Kryzys to miała Polonia Warszawa, wcześniej Bełchatów. Nie rozumiem, na jakiej zasadzie w ogóle mówimy, że Śląsk ma kryzys? Cały czas odnosimy się tylko do poprzedniego sezonu.

Ale w tym sezonie Śląsk nie wygrał siedmiu meczów z rzędu.

- Nie, tak naprawdę jesteśmy oceniani z perspektywy tego, co prezentowaliśmy w poprzednim sezonie. To zobaczmy, kogo wtedy kupiliśmy na początku, w jakim graliśmy zestawieniu. Zobaczmy, jaką teraz mamy sytuację kadrową. Nie wymagajmy od tego zespołu Bóg wie czego. Nie ścigajmy się polonezem z bmw. Bądźmy w swoich ocenach wiarygodni i rzetelni. Tylko o to proszę.