Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ryszard Tarasiewicz: Mistrzem będzie Wisła

- Wisła ma od Lecha i Legii więcej piłkarzy świadomych tego, że na boisku trzeba ciężko pracować, a dopiero później patrzeć na wynik - mówi Ryszard Tarasiewicz, trener Śląska Wrocław, z którym w ostatnich kolejkach sezonu zagrają najpoważniejsi kandydaci do mistrzostwa Polski
Śląsk zagra z Legią we wtorek? ?

Wyjazdowy mecz ze Śląskiem Wrocław będzie bodaj najtrudniejszym testem dla walczącego o mistrzostwo Lecha Poznań. O szanse "Kolejorza" pytamy trenera Śląska Ryszarda Tarasiewicza.

Piotr Leśniowski: Oglądał pan mecz Legii z Lechem?

Ryszard Tarasiewicz: Tak, oglądałem i chyba tak jak wszyscy mam po nim mieszane uczucia. Doszło jednak do jakiegoś pomylenia pojęć. Hiszpanami czy Portugalczykami nigdy nie będziemy, ale próbujemy być. To może nie jest złe, próbować pokazać, że mamy jakiś potencjał piłkarski. Zapominamy jednak przy tym, że siłą naszych drużyn klubowych i reprezentacji zawsze było przygotowanie mentalno-fizyczne. To staram się zawsze wpoić moim zawodnikom, żeby zawsze, od początku do końca grali bez zahamowań, z zaangażowaniem. A tu słyszę, że problemem jest zagranie 30 spotkań w sezonie czy narzekanie, że gramy nie wieczorem, tylko o godz. 15 czy 17.

W czyjej skórze wolałby pan być w niedzielę wieczorem: legionistów, którzy dobrze zaczęli, a potem osłabli, czy piłkarzy Lecha, którzy podnieśli się po słabiutkim początku?

- Nie wiem. Ktoś mógł odnieść wrażenie, że Legia nie jest dobrze przygotowana do sezonu. Ale przecież skoro włożyła dużo sił w pierwszą połowę, to musiało jej później ich braknąć. Tym bardziej że Lech do 55. min tylko się bronił i mniej włączał do ataków, to jakoś musiał te siły zachować. Nie było w tym meczu rytmu, zbyt wielu składnych akcji, dużo było za to strat. A przecież błędy techniczne pojawiają się wtedy, gdy zawodnik traci siły. Procent błędów jest wtedy większy. Cóż, ten mecz nie był najlepszy.

Trener Franciszek Smuda mówi, że losy tytułu rozstrzygną się w meczach ze Śląskiem.

- Tak, słyszałem to. Jakiś tam wpływ na losy mistrzostwa będziemy mieli, w końcu Lech i Legia przyjeżdżają do nas, a my w ostatniej kolejce podejmujemy Wisłę. Legia, Lech i Wisła na pewno są piłkarsko lepszymi zespołami od mojego, ale zobaczymy, co będzie na boisku. Zamierzamy przeciwstawić im dobrą organizację i wywalczyć tyle, ile się da. Nigdy nie mówiłem moim piłkarzom, żeby grali na zero z tyłu. Zresztą bardzo nie lubię tego powiedzenia. Bo takie słowa z ust trenera to deklaracja, że nie będziemy grali w piłkę, tylko cofamy się i wybijamy piłkę jak najdalej od swojej bramki. Tak na pewno nie będziemy grali w tych meczach, mimo że cała ta trójka będzie w spotkaniach ze Śląskiem faworytami.

Kto zdobędzie mistrzostwo?

- Jeszcze przed rozpoczęciem rundy powiedziałem, że mistrzem będzie Wisła i zdania nie zmieniam. Myślę, że tak właśnie się stanie. Lech ma może i nawet największy potencjał w ofensywie, ale brakuje mu tego, co ma Wisła. Czyli równej gry i niewielkich wahań formy. Tak w rundzie, jak i w meczu. Wisła ma też więcej piłkarzy takich walecznych, świadomych tego, że przez całe spotkanie trzeba ciężko pracować, a dopiero później patrzeć na wynik. Nie wiem, dlaczego Lech teraz tak oklapł. Może trener Smuda wie, bo piłkarzy ma na co dzień, a ja jego zespół znam tylko z tego, co widzę w telewizji.

Z którym z kandydatów do mistrzostwa będzie Śląskowi najtrudniej?

- W Lechu i Legii są piłkarze, którzy w każdej chwili są w stanie zrobić przewagę na boisku. Ale z nimi gramy u siebie. Mecz z Wisłą jest na wyjeździe i to na dodatek w ostatniej kolejce. Jestem pewien, że Lech i Legia będą nasłuchiwały wiadomości z Krakowa. I właśnie tej ostatniej kolejki obawiam się najbardziej. Myślę, jak tu najlepiej zmobilizować piłkarzy. Od razu jednak zapowiadam, że mecz z Wisłą potraktujemy równie poważnie, jak mecze z Lechem i Legią. To mogę obiecać, a i tak sprawa mistrzostwa będzie przede wszystkim w gestii Lecha i Legii.

Śląsk wygrał pierwszy raz od początku marca. Czyli najgorsze macie już za sobą?

- Chyba tak, ale będę musiał porozmawiać przed meczem z trenerem Smudą i podać mu rękę, może wtedy trochę farta przejdzie na mój zespół.

Puchar Ekstraklasy: Śląsk jedną nogą w finale