Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Śląski Klasyk rozgrzał kibiców do czerwoności

To była najlepsza reklama śląskiej piłki! W dramatycznym meczu Pucharu Polski Górnik Zabrze pokonał GKS Katowice. W derbowym spotkaniu padło aż siedem goli, a do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka.
Wszystkie wyniki wtorkowych meczów Pucharu Polski ?

Jeszcze na godzinę przed meczem na obiekcie było smętnie. Zaledwie kilkudziesięciu kibiców wyglądało na dość znudzonych i nic nie zapowiadało nadciągającej fali emocji. Sygnał do rozpoczęcia fety dała orkiestra górnicza KWK "Murcki". Z minuty na minutę zapełniały się też trybuny. Ostatecznie - mimo niesprzyjającej pory rozpoczęcia meczu - pojawiło się ich na stadionie ponad 9 tys.!

Wszyscy, w tym wojewoda śląski i prezydenci kilku miast, bawili się znakomicie.

Tuż przed meczem oficjalnie pożegnano kończącego karierę byłego kapitana GKS-u Roberta Sierkę. Potem rozpoczął się prawdziwy festiwal futbolu.

Takiej dawki dobrej gry nikt nie mógł się spodziewać. "Gieksa" i Górnik to przecież największe rozczarowania w śląskiej piłce tego sezonu. Obie drużyny miały dotąd kłopoty ze strzelaniem bramek i wygrywaniem, ale tym razem zagrały imponująco.

Nie wiadomo, jakich zaklęć użył nowy trener GKS-u Adam Nawałka, ale katowiczanie rozegrali najlepszy mecz od wielu miesięcy. Gospodarze biegali jak nakręceni i trudno było zrozumieć, że zaledwie trzy dni wcześniej snuli się po boisku.

Wynik otworzył Piotr Plewnia, który w dziecinny sposób oszukał Tomasz Hajtę i kapitalnym strzałem pokonał bramkarza Górnika. Zabrzanie jednak ustępować nie zamierzali. Bohaterem zespołu okazał się Piotr Madejski. Lewoskrzydłowy Górnika grał jak natchniony. Najpierw ograł... trzech zawodników GKS-u i strzałem z ostrego kąta doprowadził do wyrównania. Po chwili dołożył drugiego gola, perfekcyjnie wykonując rzut wolny.

Część kibiców na Bukowej zdążyła się już wtedy pogodzić z myślą, że gospodarze nie awansują do 1/8 finału PP. Za szybko - już po chwili był bowiem remis. Stan meczu wyrównał Bartosz Iwan.

Po przerwie GKS cofnął się, czekając na okazję do kontr. Ataki katowiczan przestawały być jednak groźne, bo zaczynało im brakować sił. Plewnia już po godzinie słaniał się na nogach. To właśnie błąd zmęczonego pomocnika GKS-u dał Górnikowi trzeciego gola. Tym razem skuteczną główką popisał się rezerwowy Marcin Wodecki.

Prawdopodobieństwo, że "Gieksę" będzie stać na jeszcze jeden zryw, wydawało się znikome. Sportową złość pokazał jednak Krzysztof Markowski. Kapitan gospodarzy rozpoczął niespodziewanie mecz na ławce rezerwowych. Gdy pojawił się na boisku, chciał udowodnić trenerowi Nawałce, że miejsce w składzie mu się należy. Uczynił to w najlepszy sposób, czyli zdobywając gola. To było najładniejsze trafienie w Śląskim Klasyku - piłka po uderzeniu z 15 metrów pomknęła do bramki Górnika z niesamowitą prędkością.

Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była więc dogrywka. Obie drużyny miały jeszcze kilka szans na zdobycie bramek. Gdy wszyscy oczekiwali już na rzuty karne, jeszcze raz przypomniał o sobie Madejski. Jego strzał rozpaczy z 25 metrów odbił się od jednego z zawodników GKS-u i przelobował rozpaczliwie interweniującego Jacka Gorczycę. Trener Kasperczak pytany po meczu o grę Madejskiego po prostu... zaczął bić brawo.

Zwycięzcy byli w siódmym niebie, ale pokonani wcale nie rozpaczali. - Chyba wszystkim się podobało. To były derby jak za dawnych lat - podsumował Jan Furtok, prezes GKS-u.

GKS Katowice - Górnik Zabrze 3:4 (2:2, 3:3)

Bramki: 1:0 Plewnia (22.), 1:1 Madejski (30.), 1:2 Madejski (39.), 2:2 Iwan (42.), 2:3 Wodecki (77.), 3:3 Markowski (86.), 3:4 Madejski (112.).

GKS: Gorczyca - Sroka Ż, Kapias Ż, Treściński, Mielnik - Domżalski (70. Sadowski), Bonk, Iwan Ż (74. Markowski), Plewnia Ż - Mikulenas, Janoszka (80. Onyekachi Ż).

Górnik: Vaclavik - Bonin Ż, Hajto Ż, Pazdan, Magiera (120. Papeckys) - Malinowski, Bajić Ż, Brzęczek, Madejski - Zahorski (46. Wodecki), Markovsky (76. Kołodziej).

Sędziował: Jacek Granat (Warszawa). Widzów: 9000.

Zdaniem trenerów

Adam Nawałka (GKS): Jestem zły, bo nie lubię przegrywać. Umiejętności piłkarzy Górnika są oczywiście wyższe i staraliśmy się to zniwelować odpowiednią taktyką. Moich zawodników muszę pochwalić. Takiej postawy jak dzisiaj oczekuję od nich także w meczach ligowych. Wykonaliśmy pierwszy krok, aby GKS ruszył naprzód.

Henryk Kasperczak (Górnik): To był Śląski Klasyk! Obie drużyny zagrały bardzo dobrze i obie chciały ten mecz wygrać. Dlatego widowisko było tak ciekawe. Rzadko na polskich boiskach pada aż tyle bramek. Czy 120 minut tego meczu może sprawić, że moim zawodnikom może zabraknąć sił w piątkowym spotkaniu z Polonią Bytom? Postaram się przygotować zespół w taki sposób, aby do tego nie doszło.

Rozmowy pod szatnią

Piotr Madejski (Górnik): Co dziś strzeliłem, to padł gol... Najładniejszy był chyba ten drugi, zdobyty po uderzeniu z rzutu wolnego. Łatwo nie było, GKS podyktował nam ciężkie warunki. Na dodatek boisko było grząskie i ciężko się biegało. Mam nadzieję, że do piątkowego meczu zregenerujemy siły.

Jacek Gorczyca (GKS): Warto było dzisiaj przyjść na Bukową. Szkoda, że nie awansowaliśmy. Z kolei kibice pewnie żałują, że nie było rzutów karnych. Chciałbym, aby "Gieksa" zawsze walczyła tak jak w tym meczu.

Marcin Wodecki (Górnik): Mój gol? Piłka odbiła mi się od głowy (śmiech). Mam nadzieję, że pokazałem się dziś z dobrej strony. Jeśli w meczach ligowych będziemy grać tak jak dziś, to na pewno zaczniemy wygrywać.

Krzysztof Markowski (GKS): To był najlepszy mecz GKS-u od bardzo dawna. Szkoda, że nie mógł odbyć się o godz. 20 przy jupiterach i nie był transmitowany w telewizji. Byłoby co pokazać całej Polsce. Kto nie był na Bukowej, niech żałuje. Zacząłem dziś mecz na ławce rezerwowych, bo taka była decyzja trenera. Uznał, że nie jestem dobrze przygotowany fizycznie.