Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Widzew - Lechia 0:1. Ważne zwycięstwo gdańszczan, ŁKS bliżej spadku

Niespodzianki nie było - Widzew oddał trzy punkty Lechii przybliżając ją do utrzymania w ekstraklasie i tym samym oddalając od pozostania w niej ŁKS.
Już kilka sekund po pierwszym gwizdku sędziego było wiadomo, że fani spod zegara wybaczyliby Widzewowi porażkę. Najpierw krzyknęli do piłkarzy: "Gramy na luzie", a później dołożyli jeszcze coś bardzo brzydkiego. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, by rozszyfrować, że chodziło o ŁKS i nadzieję na jego spadek z ekstraklasy. Lokalny rywal Widzewa to przy okazji główny rywal Lechii w walce o utrzymanie w lidze. Wygrana drużyny z Gdańska bardzo przybliżała ją do pozostania w piłkarskiej elicie, przy okazji przybliżając ŁKS do pierwszej ligi. A dla sporej grupy kibiców Widzewa to najwyraźniej marzenie ich życia. Gdy w 14. min Abdou Razack Traore strzałem zza pola karnego wyprowadził Lechię na prowadzenie fani spod zegara szybko krzyknęli, że nic się nie stało i na dokładkę znów coś bardzo brzydkiego. Kabaret.

O grze piłkarzy Widzewa do przerwy nic dobrego też niestety napisać nie można. Sprawiali wrażenie jakby wygrać z Lechią naprawdę nie chcieli, biegali - a właściwie poruszali się - bardzo wolno, nie potrafili wymienić nawet dwóch celnych podań. Tylko raz przez 45 min zagrozili bramce rywali. W 9. min Marcin Kaczmarek z rzutu wolnego wyłożył piłkę Bruno Pinheiro, a po strzale zza pola karnego Portugalczyka piłka odbiła się od słupka. Niedługo potem Lechia odpowiedziała golem Traore, a potem miała jeszcze dwie szanse. Najpierw Paweł Nowak z bliska trafił w słupek, a później Piotra Grzelczaka w ostatniej chwili zablokował Jarosław Bieniuk.

W przerwie trener Radosław Mroczkowski przeprowadził dwie zmiany. Drugą połowę Widzewa zaczął już z Przemysławem Oziębałą i Princewillem Okachim w składzie. W 51. min ten pierwszy powinien mieć na koncie gola, a drugi asystę. Po zagraniu głową Nigeryjczyka Oziębała był sam przed Sebastianem Małkowskim, ale strzelił bardzo wysoko nad bramką. W 62. min trafił do niej Radosław Matusiak, ale sędzia uznał, że w momencie dośrodkowania Kaczmarka, napastnik Widzewa był na pozycji spalonej. Lechia wciąż prowadziła więc w Łodzi, a gra wciąż stała na fatalnym poziomie. I już nic do końca się nie zmieniło, chociaż goście powinni prowadzić wyżej. Rzutu karnego nie wykorzystał jednak Traore. Nic nie zmieniło się także dlatego, że piłkarze obu drużyn czekali na ostatni gwizdek sędziego. Wysilać za nadto się nie zamierzali, tym bardziej, że było bardzo gorąco.

Zdobywając trzy punkty przy al. Piłsudskiego Lechia znacznie przybliżyła się do utrzymania w ekstraklasie. Dla Widzewa lepiej byłoby gdyby sezon już się skończył. Łódzka drużyna przedłużyła serię meczów bez wygranej do siedmiu i nic nie wskazuje na to, by miała ją zakończyć.