Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ruch - Korona 4:1. Ruch wygrywa po najbrzydszych golach w życiu

Niebiescy zakończyli rok w świetnym stylu. Efektowna wygrana z Koroną zapewniła chorzowskiej drużynie miejsce tuż za podium. Bohaterem spotkania był Marek Zieńczuk.
Leszek Ojrzyński obawiał się, czy w ogóle dojdzie do meczu w Chorzowie. Trener Korony miał złe przeczucie. Bał się, że zawodnicy będą grać w chłodzie, deszczu, a może nawet podczas śnieżnej zawieruchy.

Na Cichej spotkała go jednak niespodzianka. Jak na wiosenną kolejkę przystało piłkarze grali na suchym boisku. Gorzej, że słońce jest o tej porze roku tak nisko, że bramkarze musieli czuć się jakby im ktoś świecił lampą prosto w oczy. Pierwszy z tym problemem musiał zmagać się Zbigniew Małkowski. Bramkarz Korony wyszedł na boisko bez czapeczki. Walczył ze słońcem podnosząc do czoła rękę.

Niebiescy starali się szybko wykorzystać słoneczne wsparcie. Korona niemal nie wychodziła z własnej połowy. Ruch grał w piłkę, kielczanie biegali. Brakowało jednak celnych strzałów, więc Małkowski mógł w miarę spokojnie stać między słupkami.

W pierwszych minutach precyzji najczęściej brakowało Markowi Zieńczukowi. Piłkarz, który w tygodniu poprzedzającym mecz zmagał się z urazem pleców, w końcu jednak doczekał się kilkunastu pięknych minut, o których jeszcze wnukom będzie opowiadał z wypiekami na twarzy. Co ciekawe, słońce zaszło wtedy za chmury, więc Małkowski widział gole z bliska i dokładnie.

Zaczęło się od rzutu wolnego. Zieńczuk narzekał, że mur stoi zbyt blisko, ale potem pewnie się z tego śmiał, bo piłka wpadła do bramki po nodze Kamila Kuzery. Po kilkudziesięciu sekundach doświadczony pomocnik trafił po raz drugi. Tym razem zgłupieli środkowi obrońcy Korony, którzy stali jak telegraficzne słupy, podczas gdy Zieńczuk z kilku metrów wepchnął piłkę do siatki. Hat-trick stał się faktem jeszcze przed przerwą. Znowu pomógł Kuzera, który dotknął piłkę ręką w polu karnym (po zagraniu Żeljko Dokicia). Zieńczuk przymierzył z jedenastu metrów jak maszyna. W przerwie spotkania piłkarz żartował, że to były najbrzydsze gole w jego życiu.

Rzut karny był kontrowersyjny, bo też zagranie ręką było mocno przypadkowe. Sędzia Marcin Borski widać również miał z tym problem, bo przy pierwszej nadarzającej się okazji wyrównał rachunki. Tym razem dopatrzył się wątpliwego faulu Dokicia na Krzysztofie Kierczu.

Druga połowa nie była już tak ciekawa. Ruch pilnował prowadzenia. Korona nie potrafiła udokumentować przewagi bramkami. Sędzia Borski nie szczędził piłkarzom żółtych kartek. Z powodu ich nadmiaru w pierwszym meczu w 2012 roku (Śląskiem Wrocław) niebiescy zagrają bez Zieńczuka i Marka Szyndrowskiego.

Korona skończyła mecz w dziesiątkę. W 90. minucie drugą żółtą kartą został ukarany Tomasz Lisowski.

W doliczonym czasie czwartego gola dla gospodarzy zdobył rezerwowy Paweł Abbott, który tym samym przypieczętował efektowne zwycięstwo niebieskich.