Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Cracovia - Polonia 0:0. Obie ekipy przerwały fatalne serie

Powrót Aleksandru Suworowa i prośby do Jana Pawła II pomogły tylko w połowie, bo Cracovia bezbramkowo zremisowała z Polonią Warszawa. Choć zdobyła pierwszy punkt na własnym stadionie w tym sezonie, to tylko przybyło jej problemów.
Przed spotkaniem Polonia była jedynym zespołem bez punktu na wyjeździe, a Cracovia jako jedyna w lidze przegrała wszystkie mecze na własnym stadionie. Obie zespoły przerwały czarne serie, ale żadna nie może być zadowolona.

- Nie ma sytuacji bez wyjścia. Takie jest moje życiowe motto - przekonywał przed meczem trener Dariusz Pasieka. Na razie szuka wyjścia ze strefy spadkowej, a pierwszy krok w stronę światełka w tunelu jego piłkarze mieli zrobić z Polonią.

Zadanie było tym trudniejsze, że stadion Cracovii na piłkarzy działa w tym sezonie jak paralizator. Krakowianie mieli dobre okresy gry w Gdańsku, Lubinie czy Zabrzu, ale pod Wawelem zdarzały im się jedynie wpadki. W dodatku na początku nie pomagali im kibice, którzy przez 20 minut nie prowadzili dopingu, by po raz kolejny zaprotestować przeciw Jakubowi Tabiszowi, wiceprezesowi klubu.

W tych okolicznościach działacze chyba liczyli na cud, bo przed meczem przemówił ks. Henryk Surma, kapelan zespołu, i przypomniał o najlepszym z kibiców Cracovii. - Jan Paweł II z niebiańskiej rzeczywistości na pewno mówi: "Pozdrawiam moją Cracovię" - zapewnił ksiądz.

Jednak przed meczem trener Dariusz Pasieka nie patrzył ku niebu, bo miał komfort wyboru. Pierwsza dobra wiadomość pojawiła się już w środę. Dyskwalifikacja Suworowa została zawieszona przez Związkowy Trybunał Piłkarski PZPN. - To dla nas jak Wigilia - cieszył się Pasieka i wystawił Mołdawianina w pierwszym składzie.

Suworow zajął miejsce na prawej pomocy, a na lewej stronie pozostał Izraelczyk Tamir Kahlon. Do składu wrócił też Sławomir Szeliga, który zastąpił Mateusza Bartczaka.

Szkoleniowiec stracił za to cierpliwość do Koena van der Biezena (nadal bez bramki w Cracovii) i w jedenastce umieścił Andrzeja Niedzielana, wicekróla strzelców poprzedniego sezonu, który w tym zdobył tylko jednego gola.

Roszady szybko mogły wyjść Pasiece na dobre. Co prawda Niedzielan na początku dwa razy został złapany na spalonym, ale w końcu doszedł do prostopadłego podania Kahlona. Byłby gol, gdyby uderzył odrobinę precyzyjniej.

Suworow też mógł zaliczyć wielki powrót. Po kwadransie dośrodkował z rzutu rożnego prosto na głowę wbiegającego Szeligi, ale ten nieznacznie spudłował. Chwilę później Mołdawianin technicznym strzałem omal nie przelobował Michała Gliwy. Bramkarz gości końcami palców wybił jednak piłkę na rzut różny.

Dobre złego początki - mogli sobie potem powiedzieć piłkarze Cracovii, bo z biegiem czasu uchodziło z nich powietrze. Stęskniony ze piłką Suworow biegał ile miał sił w nogach, ale co pewien czas tylko szeroko rozkładał ręce, bo albo nie miał komu podać, albo tracił piłkę.

Złośliwi mogą powiedzieć, że opatrzność i tak czuwała nad krakowianami, bo z taką grą powinni przegrać. Inna sprawa, że bezproduktywni byli też goście. W pierwszej połowie krakowianom dopisało szczęście, bo Wojciech Kaczmarek zahaczył rozpędzonego Tomasza Brzyskiego. Sędzia nie podyktował rzutu karnego, choć mógł to zrobić. - Tylko go lekko musnąłem. Rzutu karnego nie było - wzruszył ramionami bramkarz Cracovii jeszcze w przerwie meczu.

Po kolejnych 45 minutach mógł być zadowolony z siebie, ale nie z kolegów w pola. W końcówce Kaczmarek uratował zespół, bo w sytuacji sam na sam zatrzymał Edgara Caniego. Chwilę później do siatki trafił Bojan Puzigaca, ale sędzia odgwizdał spalonego. Krakowianie rzucili się z pretensjami na sędziego liniowego, ale ten podjął słuszną decyzję.

Dlatego Pasiekę czeka teraz kolejny ciężki tydzień, podczas którego będzie musiał ułożyć plan ratunkowy. Szkoleniowiec może mieć problem, bo rozsypała mu się druga linia i atak. Wczoraj czwartą żółtą kartkę w sezonie zobaczyli Szeliga, Niedzielan oraz Arkadiusz Radomski i cała trójka nie wystąpi w sobotnim meczu przeciwko Widzewem.