Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

ŁKS przegrał, ale wreszcie zdobył gola w ekstraklasie

Ełkaesiacy przełamali kolejną fatalną passę w ekstraklasie - strzelili pierwszego gola. Do zdobycia punktu to jednak nie wystarczyło, choć przeciwnik nie pokazał niczego wielkiego
Spotkanie w Bełchatowie kończyło piątą kolejkę, ostatnią przed dwutygodniową przerwą na mecze reprezentacji. Faworyt był tylko jeden - Legia, która przyjechała opromieniona pokonaniem na wyjeździe Spartaka Moskwa i awansem do fazy grupowej Ligi Europy. Patrząc jednak na wyniki z weekendu, to paradoksalnie dawało to szansę ełkaesiakom. Dlaczego? Bo wcześniej swoje mecze przegrali mistrz, wicemistrz Polski i czwarta drużyna poprzednich rozgrywek. Czas więc na porażkę trzeciej w poprzednim sezonie Legii...

Przed meczem okazało się, że problem z kolanem ma Marcin Smoliński, przewidziany do występu w podstawowej jedenastce. Zastąpił go Agwan Papikjan, 17-letni wychowanek klubu z al. Unii. To ogromny talent, który zadebiutował w ekstraklasie w spotkaniu z Polonią Warszawa.

Mecz zaczął się zgodnie z przewidywaniami, bo od prowadzenia gości. Pomogli im w tym ełkaesiacy, którzy przy rzucie rożnym zachowali się zupełnie nieodpowiedzialnie. Dariusz Kłus i Piotr Klepczarek próbowali zerwać koszulki z Ivicy Vrdoljaka i Jakuba Wawrzyniaka. Sędzia najpierw się zawahał, a później podyktował jedenastkę, którą wykorzystał Vrdoljak.

Jednak ŁKS pokazał charakter i błyskawicznie odpowiedział. Sebastian Szałachowski popisał się kapitalnym uderzeniem z ok. 20 m, przełamując trwającą 382 minuty nieskuteczność zespołu z al. Unii. Gdyby jeszcze w defensywie drużyna prowadzona przez Dariusza Bratkowskiego spisywała się trochę lepiej...

W ciągu następnych dziesięciu minut legioniści mogli strzelić trzy gole. Tylko raz pokonali Pavle Velimirovicia, a dokonał tego świetnie znający stadion w Bełchatowie Janusz Gol. Były piłkarz GKS-u z najbliższej odległości uderzeniem głową wpakował piłkę do siatki. Wcześniej potężnie zbudowany Cezary Stefańczyk przegrał pojedynek główkowy z Arturem Jędrzejczykiem, potwierdzając, że letnie transfery ŁKS-u nie były udane. Może poza Velimiroviciem, który wygrał pojedynek sam na sam z Maciejem Rybusem.

A ŁKS? Starał się, walczył, ale niewiele z tego wynikało. Raz bliski powodzenia był Szałachowski, jednak nie miał pomysłu, jak po dośrodkowaniu skierować piłkę do bramki, więc rzucił się w jej kierunku. Łodzianie nie potrafili wykorzystać tego, że Legia starała się wygrać małym nakładem sił. Piłkarze z Warszawy, czując różnicę umiejętności, starali się długo rozgrywać piłkę. Dlatego po ciekawym początku spotkanie stało się nudne.

Wśród ełkaesiaków najaktywniejszy był Papikjan, co niestety nie świadczy najlepiej o drużynie, skoro wyróżnia się jej najmłodszy zawodnik. Widać było, że pod względem umiejętności nie ustępuje rywalom, ale brakuje mu jeszcze siły fizycznej.

Za to Marek Saganowski, przesunięty z ataku na lewą pomoc, był po prostu bezproduktywny. Przez pierwszą godzinę wyróżnił się jedynie strzałem w słupek, ale... własnej bramki. Dopiero w 60. min próbował strzelać we właściwym kierunku, jednak trafił w nogi obrońców. Wtedy zaczął się najlepszy okres dla ŁKS-u. Beniaminek co rusz stwarzał sobie dobre okazje. Nie wykorzystali ich Szałachowski (został zablokowany), Marcin Mięciel (jego strzał głową z trudem obronił Duszan Kuciak) i Saganowski (z ostrego kąta trafił w bramkarza).

Gospodarze naprawdę mieli szansę na utarcie nosa faworytowi, który nie był w najwyższej dyspozycji. Żeby jednak myśleć o korzystnym wyniku, nie wolno popełniać aż takich błędów w obronie. Takich, jak przy trzecim golu dla Legii, kiedy po wrzutce Michała Kucharczyka piłka przeleciała przed bramką, a nieobstawiony Daniel Ljuboja strzałem w tzw. krótki róg pokonał Velimirovicia. Łódzki bramkarz też się nie popisał, podobnie jak obrońcy, a zwłaszcza zagubiony jak dziecko we mgle Stefańczyk. Jeśli gra w defensywie się nie zmieni, o sukcesy będzie bardzo trudno. Na szczęście wkrótce drużyna ma zostać wzmocniona. Jak już informowaliśmy, bliscy przenosin do ŁKS-u są: Paweł Golański, Mladen Kaszczelan, Robert Szczot i Antoni Łukasiewicz.

ŁKS 1 (1)

Legia3 (2)
Gole: Szałachowski 15. - Vrdoljak 13., z karnego, Gol 19., Ljuboja 81.

ŁKS: Velimirović - Stefańczyk, Łabędzki, Klepczarek, Kaczmarek - Kłus, Romańczuk (71. Bykowski) - Szałachowski (85. Pruchnik), Papikjan (58. Nowak), Saganowski - Mięciel

Legia: Kuciak - Jędrzejczyk, Żewłakow, Vrdoljak Ż, Wawrzyniak Ż - Gol, Borysiuk - Manu (83. Kosecki), Radović (65. Ohayon), Rybus Ż (74. Kucharczyk) - Ljuboja

Sędziował Wojciech Krztoń z Olsztyna

Widzów: 999

Więcej o: