Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Zieliński ma powód, by nie lekceważyć ŁKS-u

Po ostatnim meczu Polonii z ŁKS-em ponad dwa lata temu Jacek Zieliński stracił pracę na Konwiktorskiej. Dziś pozycja trenera Polonii jest niezagrożona. Ale kto wie, co wydarzyłoby się w przypadku przegranej "Czarnych Koszul" z najgorszą obecnie drużyną ligi? Początek spotkania w Warszawie o godz. 15.45. Relacja na żywo na Sport.pl
0 : 0
-
- To był jedyny trener, którego zwolnienia żałuję - kilkakrotnie powtarzał właściciel Polonii Józef Wojciechowski.

Przed ponad dwoma laty decyzję o pozbyciu się szkoleniowca podjął w afekcie, jeszcze na stadionie, podczas meczu. "Czarne Koszule" przegrały wówczas 1:3, ale już przy stanie 0:2 wszystko stało się jasne. W 71. minucie spotkania prezes Polonii opuścił stadion z jasnym postanowieniem zmian w sztabie trenerskim. Zielińskiego zastąpił Bogusław Kaczmarek zwolniony jeszcze w tym samym sezonie i zastąpiony przez Jacka Grembockiego.

Wcześniej, na początku rundy wiosennej i przed meczem z ŁKS-em, Polonia uległa Wiśle Kraków, zremisowała u siebie w derbach z Legią. Drużyna, która była mistrzem jesieni i miała walczyć o mistrzostwo Polski, spadła na czwarte miejsce, a do prowadzącego Lecha Poznań traciła siedem punktów.

Stracone nadzieje właściciela na tytuł to był główny powód zwolnienia Zielińskiego.

Nie minęło pół roku, a Wojciechowski namawiał Zielińskiego do powrotu na Konwiktorską. Latem 2009 roku chciał go zatrudnić zamiast Grembockiego. Już wtedy Zieliński prowadził Lecha Poznań, o zmianie miejsca pracy nie chciał słyszeć. Później miał zastąpić Pawła Janasa. Czekając jednak na wyjaśnienie afery korupcyjnej, nie zdecydował się objąć Polonii. Wrócił dopiero po wyrzuceniu Theo Bosa w marcu tego roku, dwa lata po wcześniejszym zwolnieniu.

- Mam do niego pełne zaufanie. Nigdy mnie nie oszukał - podkreśla Wojciechowski. - Na tym jego zwolnieniu obaj skorzystaliśmy. Trener Zieliński - bo poszedł do Lecha i zdobył mistrzostwo. Ja - bo dzięki temu stałem się o niebo mądrzejszy. Gdybym go nie zwolnił, to miałbym inne oczekiwania. Wielu rzeczy o piłce bym nie wiedział. Ci inni trenerzy pokazali mi piłkę z innej, gorszej strony - mówił właściciel warszawskiego klubu.

A szkoleniowców od momentu zwolnienia Zielińskiego do jego ponownego zatrudnienia na Konwiktorskiej było aż sześciu (Kaczmarek, Grembocki, Radolsky, Bakero, Janas, Bos), nie licząc dwóch tymczasowych (Libich, Stokowiec). Obecny szkoleniowiec jest jedynym, który - za czasów Wojciechowskiego - ponownie objął funkcję pierwszego trenera.

Dziś 50-letni szkoleniowiec poprowadzi "Czarne Koszule" po raz 42. Pod względem ilości spotkań, w których prowadził "Polonię Wojciechowskiego", już dawno pobił Waldemara Fornalika (38 meczów). Ma też zdecydowanie najlepszy, całkiem przyzwoity bilans ze wszystkich szkoleniowców tego okresu: 24 zwycięstwa, dziesięć remisów i siedem porażek. Wystarczający powód, by darzyć go zaufaniem.

Ostatnio nastąpił - przynajmniej medialnie - rozdźwięk między dwiema najważniejszymi osobami w Polonii. Zieliński upiera się przy tym, że do drużyny musi dołączyć jeszcze jeden napastnik. Wojciechowski nie jest do tego przekonany. Sugeruje, że drużyna powinna zagrać dziś dwójką napastników. - Gra dwójką napastników wcale nie oznacza, że zespół jest ustawiony bardziej ofensywnie - spokojnie tłumaczy trener "Czarnych Koszul".

Ustawienie ataku to jedyna niewiadoma przed dzisiejszym spotkaniem. Czy tak jak w poprzednich spotkaniach jedynym napastnikiem będzie Daniel Sikorski, czy zmieni go wypożyczony z Palermo Edgar Çani, a może zagrają obaj, tak jak tego życzy sobie właściciel? Tyle że wtedy zabraknie miejsca dla jednego z ofensywnych pomocników spisujących się dotąd bez zarzutu. Dla trenera Polonii zwycięstwo w takim meczu nie zależy od napastników. - Zależy od gry całego zespołu, i to bez względu na to, czy spotykamy się z Wisłą, czy z ostatnim ŁKS-em. Ja tego zespołu absolutnie nie lekceważę - mówi.

Tym bardziej że tak się złożyło, iż Polonia gra z łodzianami - tak jak ostatnim razem - trzynastego. Wtedy, w marcu 2009, dla drużyny i dla trenera była to naprawdę pechowa data.

Więcej o: