Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"ŁKS-u nie skreślam" - czy tak mówi jego nowy trener?

Należy zrobić wszystko, aby przed meczem z drużyną z al. Unii rywale nie myśleli, że mogą sobie dopisać trzy punkty - mówi Rafał Ulatowski, były trener w ekstraklasie, a dziś komentator telewizyjny
Rozmowa z Rafałem Ulatowskim*

Jerzy Walczyk: Na starcie ekstraklasy ŁKS przegrał 0:5 z Lechem Poznań i 0:4 ze Śląskiem Wrocław. Katastrofa.

Rafał Ulatowski: W klubie z al. Unii chyba nikt nie spodziewał się, że drużyna w tak fatalnym stylu rozpocznie sezon. Najbardziej nie martwi mnie jednak gra zespołu, ale liczba straconych bramek. W drugim meczu ŁKS stracił cztery gole, co ewidentnie sugeruje, że pięć bramek straconych z Lechem to nie był przypadek.

Bramki padają po ewidentnych błędach obrońców.

- Oczywiście w piłce tak jest, że gdy traci się gole, to najbardziej winni są bramkarz i obrońcy, na których spoczywa największa odpowiedzialność za zabezpieczenie dostępu do bramki. Nie chcę mówić, kto konkretnie popełniał błędy w meczach z Lechem i Śląskiem, bo to nie jest moja sprawa. To rola trenerów klubowych, którzy - mam nadzieję - szybko zareagują na pomyłki najbardziej doświadczonych w liniach obronnych graczy.

Były świetny napastnik, a dziś ligowy ekspert Andrzej Juskowiak jest zdania, że słaba postawa ŁKS-u to przede wszystkim efekt złego przygotowania do rozgrywek. Podziela pan jego zdanie?

- Myślę, że problem nie tkwi tylko w złym przygotowaniu do sezonu czy braku waleczności, która aż nadto była widoczna, ale przede wszystkim tkwi w głowach piłkarzy. Oba mecze ułożyły się bardzo źle. W spotkaniu z Lechem stracili trzy bramki w ciągu dziewięciu minut, a pojedynku ze Śląskiem przegrywali po zaledwie pięciu minutach. Myślę, że paradoksalnie obie przegrane zmotywują teraz piłkarzy. Nie można płakać nad rozlanym mlekiem, ale szybko znaleźć sposób na poprawę gry.

Gdy oglądałem mecz ze Śląskiem, widziałem pojedynek drużyny z ekstraklasy z pierwszoligowcem...

- Należy pamiętać, że styl sprzed roku przyniósł sukces w postaci awansu. Oczywiście wymogi ekstraklasy są o wiele wyższe, ale ŁKS-u nie skreślam, bo wierzę, że działacze szybko wciągną wnioski i drużyna zacznie wygrywać.

Mankamentem jest też chyba brak stabilizacji w wyjściowej jedenastce...

- Nie upatruję złej woli trenera w tym, że Marcin Mięciel dopiero po przerwie pojawił się na boisku we Wrocławiu. Słyszałem, że wcześniej był kontuzjowany. Druga połowa meczu ze Śląskiem pokazała jednak, że wycofanie Marka Saganowskiego do pomocy i wejście Mięciela do ataku zrobiło wyraźną różnicę w jakości gry drużyny.

Do tej pory letnie transfery to niewypały. Zgadza się pan z tym?

- Ktoś pozyskał Radosława Pruchnika, Cezarego Stefańczyka czy Sebastiana Szałachowskiego i tym samym wziął na siebie odpowiedzialność za te transfery. Oczywiście kibice chcieliby, aby w ŁKS-ie grali reprezentacji Polski lub czołowi gracze lig zagranicznych. Należy jednak pamiętać o tym, jakie klub ma możliwości finansowe. To żadna tajemnica, że nie należy do krezusów, stąd takie, a nie inne transfery.

Coraz głośniej mówi się, że drużynie potrzebny jest trener z twardą ręką. Wśród następców Dariusza Bratkowskiego wymienia się m.in. pana nazwisko.

- Różne rzeczy mówi się w Polsce. Przymierzano mnie do Korony Kielce i Arki Gdynia, a teraz rzeczywiście do ŁKS-u. Nie będę ukrywał, że klub z al. Unii jest bardzo bliski mojemu sercu, bo w nim się wychowałem i w nim zaczynałem karierę w dorosłej piłce. Nikt jednak nie składał mi żadnej konkretnej propozycji. Mam teraz inny sposób na swoje życie zawodowe, bo współpracuję z Canal+. O tym, czy zostanę trenerem ŁKS-u, zdecydują nie dziennikarze, ale działacze.

Ostatnio pracował pan w Cracovii i - mówiąc delikatnie - nie poszło panu...

- To prawda, dlatego teraz chyba wiedziałbym, jak poukładać drużynę, która przegrywa mecz za meczem.

Jaka najbliższa przyszłość czeka ŁKS?

- Na pewno przed nim bardzo trudne mecze z Polonią Warszawa, Lechią Gdańsk i Legią Warszawa. Zawsze uważałem, że lepiej na początku grać z silnym rywalem, ale w przypadku łodzian kompletnie się to nie sprawdza. Sytuacją pogarsza też fakt, że nie posiadają własnego stadionu. Należy zrobić wszystko, aby przed meczem z ŁKS-em rywale nie myśleli, że mogą sobie dopisać trzy punkty.

* Rafał Ulatowski ma 38 lat. Jest wychowankiem ŁKS-u. Jako samodzielny trener prowadził m.in. Zagłębie Lubin, PGE GKS Bełchatów i Cracovię. Był też asystentem Leo Beenhakkera w reprezentacji. Od października nie pracuje jako trener.

Więcej o: