Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Droga na mundial. Urugwaj chce zostać na szczycie

Łatwo jest przypiąć drużynie łatkę "czarnego konia" danego turnieju, gdy w świadomości kibiców mierzą się z reprezentacjami lepszymi, dodatkowo posiadając ledwie kilku światowej klasy piłkarzy. Przed mundialem w Brazylii w tej grupie oprócz Belgii znajduje się także Urugwaj, choć jakikolwiek ich sukces wbrew powszechnej opinii nie będzie przypadkowy.
Tekst powstał w ramach "Tygodnia Urugwajskiego" projektu "Continental - Droga na Mundial"

Prawo mniejszego

- Najważniejszą rzeczą, z której na początku pracy musiałem zdać sobie sprawę, było zrozumienie realnych szans Urugwaju w światowym futbolu - mówił Oscar Tabarez w wywiadzie dla kwartalnika "The Blizzard". Kraj o populacji mniejszej niż 4 miliony to dla każdego selekcjonera wielkie wyzwanie. Z ligą, która oczywiście pewnego poziomu nie przeskoczy, z ograniczoną selekcją piłkarzy.

- Jesteśmy małym krajem i tutejsza liga nigdy nie dostanie takich pieniędzy z praw telewizyjnych, jak to ma miejsce w Anglii czy Hiszpanii - to z kolei głos z... Belgii, która przecież zmagała się z podobnymi problemami. Słabnącymi krajowymi rozgrywkami, żyjąc wyłącznie wspomnieniami minionych sukcesów i z młodzieżą uciekającą do bardziej rozwiniętych klubów za granicą. Wspomniany cytat Michela Sablona z wydanej niedawno książki "Kopalnia - sztuka futbolu" pokazuje skalę problemów, ale też rozwiązania. Przecież to właśnie on był w Belgii architektem zmian, dzięki którym teraz "Czerwone Diabły" są w gronie faworytów mundialu.

Tabarez oczywiście nie pracuje w federacji od kilkunastu, kilkudziesięciu lat, ale jego zatrudnienie po nieudanych eliminacjach do mistrzostw świata w 2006 roku nie było przypadkowe. Albowiem on miał plan nie tylko na dorosłą reprezentację, ale też obiecał przyjrzeć się całemu systemowi szkolenia. - Kiedy przejąłem stery reprezentacji, nawet piłkarze z drużyny siedemnastolatków grali za granicą lub byli sprzedani - mówił Tabarez w "The Blizzard" - Nie możemy zostawiać piłkarzy samych sobie, a drużyny U-15, U-17 i U-20 są kluczowe dla utrzymania wymaganego poziomu. Kluczem jest stworzenie poczucia, że oni należą, są częścią historii naszego futbolu, częścią "La Celeste".

Budując teraźniejszość

Tabarez byłby oczywiście szalony, gdyby oczekiwał, że już w 2014 roku połowa reprezentacji będzie oparta na młodzieży. On jednak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że inni - Holendrzy, Belgowie - musieli czekać latami. Dlatego drugą częścią jego pracy było wykorzystywanie obecnego potencjału drużyny. A jego reprezentacja jest jedną z najbardziej doświadczonych na mundialu - ledwie pięciu piłkarzy z wyselekcjonowanej grupy 25 ma mniej niż 10 rozegranych w niej spotkań. Dla porównania - Anglicy chełpią się tym, że jedną czwartą ich kadry stanowią zawodnicy z maksymalnie pięcioma występami.

Trzon drużyny w dużej mierze pozostał ten sam co przed cztery laty, gdy Urugwaj sensacyjnie dostał się do półfinałów na mistrzostwach w RPA. Wtedy jednak główną siłą napędową drużyny był kapitalnie grający Diego Forlan, gdy dziś jest on ze względu na wiek dopiero opcją rezerwową - w ataku szaleć będzie za to duet młodszy, ale nie gorszy, Cavani - Suarez. To, co poprawił Tabarez, to zaangażowanie piłkarzy - ich pasja nie przekłada się już na brutalną grę. Jak sam selekcjoner Urugwaju podkreśla, w 2010 roku byli drużyną z najmniejszą liczbą otrzymanych upomnień od sędziów, chociaż - wedle statystyk FIFA - najczęściej i najdłużej musieli biegać za piłką, gdy rozgrywał ją przeciwnik.

Blisko do Simeone

To zresztą część stylu Urugwaju - sprawnie zorganizowana defensywa z dwoma skutecznie zabezpieczającymi ją środkowymi pomocnikami i bocznymi, którzy mają więcej wolności w ataku. Nie tylko ze względu na ustawienie 4-4-2 i styl (oddanie posiadania, pressing na własnej połowie, szybkie ataki napastników) Urugwaj może przypominać na mundialu zespół, który zachwycił kibiców w sezonie klubowym - Atletico Madryt Diego Simeone.

W każdym meczu eliminacyjnym Urugwaj zanotował mniejsze posiadanie piłki niż przeciwnicy, ale zawsze miał więcej strzałów. Pokonali Argentynę, dali sobie radę z Kolumbią, w towarzyskich meczach wygrywali z Francją i Japonią. Świetnie zagrali na zeszłorocznym Pucharze Konfederacji, gdy sprawili olbrzymie problemy Brazylii i Włochom, choć minimalna porażka z Hiszpanią nieco mylnie może przedstawiać obraz tamtego spotkania. Oczywiście były też słabsze chwile, gdy przez prawie rok drużyna Tabareza pokonała jedynie Polskę - kiepsko radzą sobie ze statusem faworyta w meczach ze słabszymi, choć na mundialu to może być ich przewagą. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że trafili do trudnej grupy, a po wyjściu z niej mogą czekać na nich gospodarze...

O sukces porównywalny z tym sprzed czterech lat może być ciężko, bo wtedy mieli łatwiejszych rywali, dopiero w półfinale spotykając się z jednym z faktycznych faworytów. Dla Tabareza ważne jest jednak nie tylko to, że z prawdziwych gwiazd zbudował solidny zespół, ale też fakt budowania kolejnych pokoleń. W obecnej kadrze ma siedmiu trzydziestolatków, po Brazylii napływ kilku talentów będzie jak najbardziej wskazany. Spokojne, realistyczne, ale i fachowe podejście Tabareza pokazuje, że utrzymanie malutkiego Urugwaju w światowej czołówce wcale nie musi zależeć wyłącznie od formy strzeleckiej jego dwóch napastników.