Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Droga na mundial. Jeśli chodzi o piłkę w Australii, wszystko jest na opak

Dla Australijczyka futbol wcale nie oznacza naszej piłki nożnej. I choć Australia to była brytyjska kolonia, to nie Anglikom udało się w niej zaszczepić miłość do kopanej. Na dodatek, mimo że Socceroos ostatnio co cztery lata awansują na piłkarski mundial, to pod względem popularności ustępują innym australijskim sportowcom.
Materiał powstał w ramach "Tygodnia Azjatyckiego" projektu "Continental - Droga na Mundial"

Zacznijmy od futbolu. W zależności od regionu Australii, słowo to oznacza inną dyscyplinę sportu, ale nigdy nie jest to piłka nożna. W Australii Południowej, Terytorium Północnym, Tasmanii, Wiktorii, Australii Zachodniej mianem tym określa się futbol australijski. W Australijskim Terytorium Stołecznym, Nowej Południowej Walii i Queensland futbol to rugby, przeważnie w wersji trzynastoosobowej. Dla piłki nożnej jest zarezerwowane angielskie słowo soccer. I choć niedawno australijska federacja piłkarska zamieniła w nazwie soccer na football, to jeszcze musi do tego przekonać Australijczyków.

Dlaczego rugby to też futbol?

Skąd ten pojęciowy galimatias? Z historii. Choć u nas przywykło się określać słowem futbol jedynie piłkę nożną, to tak naprawdę pojęcie o wiele szersze. Oznacza ono wszystkie gry, które miały swoje początki w brytyjskich grach ludowych uprawianych w średniowieczu. W angielskim mówi się o football codes - czyli wariantach futbolu, do których zalicza się piłkę nożną, rugby trzynastoosobowe, rugby piętnastoosobowe, futbol australijski, futbol amerykański, futbol irlandzki, futbol kanadyjski etc. Angielska zbitka słów foot i ball nie wzięła się od kopania piłki, ale prawdopodobnie od jej rozmiaru (stopa - 30,48 cm). We wczesnych odmianach futbolu kopanie piłki nie było zbyt popularne z uwagi na jej nieregularne kształty. Piłkę od bramy do bramy miasta raczej noszono niż kopano. W Szkocji była nawet futbol, w którym piłki kopać nie było wolno.

W końcu XIX wieku poczyniono starania, aby futbol zunifikować. Nie udało się to i wtedy właśnie powstały słowa soccer na określenie tzw. football association (piłkę nożną) i rugger na określenie rugby football.

Australijczycy grają po osiemnastu

W Australii już wtedy rozwijał się dynamicznie ich własny pomysł na futbol. Dziś nazywamy go futbolem australijskim. Rozwijał się przede wszystkim w Melbourne i okolicach. Pierwsze rozgrywki ruszyły w 1866 r., czyli wcześniej niż w Anglii w piłce nożnej. W 1897 r. powstała Victorian Football League, która dziś istnieje pod nazwą Australian Football League.

W tym samym czasie w Sydney i okolicach popularność zdobyło rugby. Podobnie jak w Anglii, doszło w nim do rozdźwięku między zwolennikami amatorstwa i zawodowstwa. Ci drudzy w wielkanocny poniedziałek 1908 r. powołali do życia New South Wales Rugby Football League, z której potem powstała istniejąca dziś National Rugby League. To liga mało popularnego gdzie indziej na świecie rugby trzynastoosobowego.

Piłka nożna taką, jaką ją przywieźli Anglicy, w Australii niemal nikogo nie interesowała. Co prawda kluby powstały już w końcu XIX wieku, ale były na tyle słabe, że nie utworzyły żadnych profesjonalnych czy półprofesjonalnych rozgrywek. I choć Australijczycy w krykiecie czy rugby od początku tych dyscyplin sportowych na swoim kontynencie rzucali wyzwanie Brytyjczykom, to w piłce nożnej pierwszą reprezentację kraju powołano do życia dopiero w 1922 r. i to też na krótko. Między 1924 a 1933 r. Australijczycy nie rozegrali żadnego meczu międzypaństwowego. Aż do lat 50. grali sporadycznie na arenie międzynarodowej.

Emigranci tchnęli w piłkę życie

Wegetację piłki nożnej na marginesie sportowego życia w Australii przerwała fala imigrantów, która przybyła na najmniejszy kontynent po drugiej wojnie światowej przyciągnięta zachętami ze strony australijskiego rządu. Celem ówczesnego premiera Bena Chifleya było zwiększanie populacji Australijczyków o 1 procent rocznie. Ten cel utrzymywany był przez kolejne rządy aż do lat 70. W czasie programu przyciągania imigrantów do Australii przeniosło się 6,5 mln ludzi.

Przybysze z Europy nie bardzo rozumieli nieznane im australijskie futbole, więc tworzyli swoje kluby piłkarskie. Były one dla nich sposobem na podtrzymanie narodowej tożsamości. Grecka społeczność w Sydney założyła Sydney Olympic (pierwotnie Pan-Hellenic Soccer Club), ich rodacy w Melbourne - South Melbourne FC. Włosi powołali do życia Marconi Stallions FC w Sydney i Adelaide City FC, który do 1966 r. nosił nazwę Juventus. Chorwaci mieli swoich Melbourne Knights i Adelaide Raiders. To tylko kilka przykładów.

Dopiero w 1956 r. Australia została członkiem FIFA, a w 1965 r. zadebiutowała w eliminacjach mistrzostw świata. Zaliczając na początek porażki 6:1 i 3:1 z Koreą Północną.

W 1974 r. przyszedł pierwszy poważny sukces. Australijczycy zakwalifikowali się na mundial. Na boiskach RFN furory nie zrobili. W trzech meczach nie strzelili nawet jednej bramki, nie licząc samobójczego trafienia Colina Currana w meczu z Niemiecką Republiką Demokratyczną. Jedyny punkt zdobyli dzięki bezbramkowemu remisowi z Chile.

Piłkarski boom w Australii

Od tamtych czasów australijska piłka nożna bardzo urosła. Reprezentacja regularnie kwalifikuje się do piłkarskich mistrzostw świata. W tym roku wystąpi po raz trzeci z rzędu.

Australijczykom udało się też stworzyć ogólnokrajową zawodową ligę piłkarską. A-League zrzesza 10 klubów (9 z Australii, 1 z Nowej Zelandii). Nikt z niej nie spada ani nie awansuje. W lidze obowiązuje limit wynagrodzeń. Każdy klub ma 2,5 mln dol. australijskich dla drużyny. Pensja minimalna wynosi 50 tys. dol. Wyjątkiem są piłkarze o statusie gwiazdy, których wynagrodzenie nie liczy się do salary cap. Dlatego australijskie kluby stać na zatrudnienie podstarzałych znakomitości jak Alessandro Del Piero, Emile Heskey, Shinji Ono czy Pablo Contreras. Wszyscy oni grali w australijskich klubach w ostatnim sezonie.

Mimo znaczących inwestycji A-League pozostaje wciąż daleko w tyle za o wiele popularniejszymi AFL i NRL. Widać to choćby po wysokości kontraktów telewizyjnych. Piłkarze dostają od stacji telewizyjnych 40 mln dol. rocznie, rugbiści i futboliści - po 205 mln za sezon.

W Brazylii piłkarze Australii zagrają w niezwykle trudnej grupie z Hiszpanią, Holandią i Chile. Szanse na awans mają znikome. Muszą jednak pokazać się z jak najlepszej strony, by pozostawić dobre wrażenie na swoich kibicach. Za rok czeka ich bowiem równie ważne wydarzenie - Puchar Azji na australijskich boiskach. Socceroos muszą przekonać rodaków, że warto chodzić na piłkę.

Czy Australia wyjdzie z grupy na MŚ 2014?