Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jak Włosi wygrali mecz nad meczami i zapłacili za to w finale mundialu

Ten mecz został nazwany spotkaniem stulecia. Włosi pokonali Niemców 4:3. Siedem bramek w 120 minut, z czego aż pięć padło w dogrywce - to do dziś niepobity rekord w mundialu. Najlepsi piłkarze Europy na boisku stanęli naprzeciw siebie w walce o finał. Ponad 100 tysięcy ludzi na stadionie i prawdopodobnie ponad 100 mln przed telewizorami. A jednak ten mecz nie wszystkim się podobał.
Relacje Z czuba są fajne? Pomóż nam je robić »

Artykuł powstał w ramach Tygodnia Włoskiego projektu "Continental - Droga na Mundial"

Kto wie, czy właśnie wtedy Włosi nie dysponowali najlepszą jedenastką w swojej historii. I może z tego powodu późniejszą porażkę w finale odebrano z takim rozczarowaniem.

Jedyny gol w grupie

Meksykański mundial w 1970 roku ówcześni mistrzowie Europy - tytuł zdobyli dwa lata wcześniej u siebie w Rzymie - rozpoczęli dość ... oszczędnie. W rundzie grupowej strzelili zaledwie jedną bramkę. W pierwszym meczu pokonali Szwecję po golu Angelo Domenghiniego, a potem zaliczyli dwa bezbramkowe remisy z Urugwajem i Izraelem.

Co innego Niemcy. W porównaniu z Włochami oni pokazali w swoich meczach bramkową orgię. Wygrali w grupie wszystkie trzy mecze, a w dodatku zaaplikowali rywalom 10 goli. Z Marokiem na początek zwyciężyli 2:1; z Bułgarią, która w eliminacjach okazała się lepsza od Polski, 5:2, a z Peru 3:1. Aż siedem z dziesięciu goli zdobył niesamowicie skuteczny Gerd Mueller.

Natomiast Włosi dopiero w ćwierćfinale pokazali, że mają nie tylko znakomitą defensywę, ale także potencjał ofensywny z Luigim Rivą na czele, co każe widzieć w nich faworyta meksykańskiego mundialu. W walce o półfinał Azzurri rozbili gospodarzy 4:1.

Ale Niemcy na tym etapie turnieju zrobili jeszcze lepsze wrażenie. W ćwierćfinale zagrali z o wiele mocniejszą od Meksyku Anglią. Był to rewanż za finał na Wembley sprzed czterech lat, w którym gospodarze zwyciężyli 4:2. W Meksyku znów dogrywka rozstrzygnęła o tym, kto jest lepszy.

Anglicy po golach Mullery'ego i Petersa prowadzili już 2:0, ale końcówka meczu i dogrywka należała do Niemców. Najpierw Franz Beckenbauer trafił do siatki, potem wyrównał na osiem minut przed końcem drugiej połowy Uwe Seeler. W dogrywce Mueller w swoim stylu znalazł się tam, gdzie być powinien i z dosłownie dwóch metrów zdobył decydującego gola.

Starcie gigantów

Mecz 17 czerwca 1970 r. był prawdziwym starciem gigantów. Na stadionie było dokładnie 102444 kibiców. Świeciło gorące popołudniowe słońce. Naprzeciwko siebie stanęły legendy futbolu: Beckenbauer, Mueller, Overath, Seeler, Maier, Vogts z jednej strony, a z drugiej Facchetti, Riva, Mazzola, Boninsegna i Rivera (wszedł w drugiej połowie). Na boisku obecna była cała czołowa trójka najlepszych piłkarzy w plebiscycie "Złota Piłka France Football" z 1969 r.: Rivera, Riva, Mueller.

Z dzisiejszej perspektywy większe wrażenie robią pewnie na nas nazwiska Niemców, bo mamy w pamięci ich późniejszy triumf w mundialu 1974, ale cztery lata wcześniej to Włosi byli na fali. W 1968 r. wygrali w Rzymie mistrzostwa Europy. W 1969 r. Puchar Europy zdobył Milan, którego kapitanem był Giovanni Rivera. Dwa lata wcześniej w finale najważniejszych na Starym Kontynencie rozgrywek klubowych grał Inter, którego barw bronili Mazzola, Facchetti i Domenghini. Wielkie triumfy na europejskiej arenie niemieckiej piłki klubowej i reprezentacyjnej dopiero miały nadejść. Pierwszy medal mistrzostw Europy Niemcy mieli zdobyć dopiero w 1972 r., a pierwszy Puchar Europy dla RFN Bayern zdobył w 1974 r.

Włosi trafiają jako pierwsi

Mecz bardzo szczęśliwie rozpoczął się dla Włochów. Już w ósmej minucie Boninsegna przedarł się przez niemiecką obronę i zza linii pola karnego pokonał bezradnego Maiera. Od tego momentu Włosi mogli przejść na swoją ulubioną taktykę - postawić zasieki przed swoją bramką i cierpliwie czekać na okazję do kontry. Niemcy zaczęli oblężenie włoskiej bramki. Przez długie minuty nie schodzili z połowy rywala. W polu karnym szarżował Beckenbauer, ale noga Facchettiego pozbawiła go możliwości strzału. Niemcy gorąco domagali się rzutu karnego, ale meksykański sędzia był innego zdania.

Jeszcze w pierwszej połowie szansę podwyższenia wyniku miał Mazzola, ale w sytuacji sam na sam z Maierem fatalnie spudłował.

W 60. minucie bliski wyrównania był Overath, ale piłka po jego strzale trafiła w poprzeczkę. Jakby na domiar złośliwości losu pechowej kontuzji w starciu Pierluigim Cerą doznał Beckenbauer. Ikona niemieckiej piłki złamała obojczyk. Ponieważ Niemcy wykorzystali już wszystkie zmiany, Beckenbauer został na boisku z ręką unieruchomioną przy ciele. Tak dograł mecz do końca, czyli niemal godzinę.

Nawet z nie w pełni zdrowym Beckenbauerem Niemcy dalej atakowali włoską bramkę. Nie potrafili jednak pokonać Albertosiego. Niewiele brakowało, a włoski bramkarz sam podarowałby im gola - wybijając piłkę trafił w Grabowskiego. Odbita futbolówka potoczyła się w kierunku bramki. Usiłował ją dobić Mueller, ale w ostatnich chwili ubiegł go Albertosi.

Niemcom udało się strzelić gola dopiero w doliczonym czasie drugiej połowy. Zagrana z lewej strony piłka spadła wprost pod nogi Karla-Heinza Schnellingera, który skierował ją do siatki. Niemiecki komentator Ernst Huberty był zadziwiony, że gola strzelił właśnie obrońca AC Milan: "Schnellinger, niewiarygodne" - powtarzał. To był jedyny gol Schnellingera we wszystkich jego 47 występach w kadrze. W 222 meczach w Milanie nie zdobył żadnej bramki.

Włosi mogli czuć się podłamani. Sekund brakowało im do triumfu.

Dogrywka na pięć goli

Dogrywka zaczęła się świetnie dla Niemców. Mueller wykorzystał błąd wprowadzonego po przerwie Fabrizio Polletiego i z bliska pokonał Albertosiego. Niemcy wpadli w szał radości, ale w tym meczu miało się zdarzyć jeszcze wiele. Załamanym Włochom z pomocą przyszedł Siegfried Held, który w swoim polu karnym wyłożył piłkę Tarcisio Burgnichowi, który z bliskiej odległości pokonał Maiera. Znów był remis. Włosi odżyli. Sześć minut po wyrównaniu dynamiczną akcję lewą stroną boiska skończył celnym strzałem Riva. Do dziś mówi się we Włoszech, że to najpiękniejszy gol reprezentacji.

W drugiej połowie po kolejnym swoim błędzie Albertosi musiał ratować się ordynarnym faulem poza polem karnym na Muellerze. Według dzisiejszych przepisów Włoch za złapanie Niemca w pół w takiej sytuacji zostałby ukarany czerwoną kartką, ale wtedy nie dostał nawet żółtej. Niemcy musieli zadowolić się rzutem wolnym, po którym Seeler omal nie pokonał bramkarza rywali. Albertosi wybił piłkę na rzut rożny. Po chwili nieupilnowany przez obrońców Mueller z bliskiej odległości umieścił głową piłkę w siatce i wyrównał.

Już pierwsza akcja po wznowieniu gry przyniosła kolejną bramkę. Lewą stroną pomknął Boninsegna i zagrał na środek pola karnego. Tu na piłkę czekał Rivera, który niemal dokładnie z punktu wyznaczającego miejsce do wykonywania rzutu karnego pokonał Maiera.

Do końca meczu zostało jeszcze 9 minut, ale Niemcy nie byli już w stanie groźnie zaatakować. Gdy meksykański sędzia odgwizdał koniec meczu, Włosi nie mieli nawet sił, by się cieszyć. Kilku padło na ziemię, by w końcu odpocząć.

Nie wszystkim się podobało

Niesamowite spotkanie z pięcioma golami w dogrywce od pierwszych chwil po jego zakończeniu obrastało legendą. Dziesiątki tysięcy Włochów wyszło na ulice miast, by świętować, choć w Europie było już grubo po północy. Politycznie i społecznie podzielony kraj nagle stał się jednością.

Meksykanie na pamiątkę tego meczu wmurowali nawet na Estadio Azeteca specjalną tablicę upamiętniającą "Partido del Siglo" (mecz stulecia).

Nie zabrało jednak krytycznych głosów. - To nie był dobry mecz w pierwszy dziewięćdziesięciu minutach - powiedział jeden z bohaterów tego spotkania Riva. - Dopiero w dogrywce działy się ekscytujące rzeczy.

Zachwyty nad meczem skrytykował także słynny guru włoskiego dziennikarstwa sportowego Gianni Brera, redaktor naczelny "La Gazzetta dello Sport" i autor dzieła "Storia critica del calcio italiano". Ten miłośnik catenaccio, który uważał, że idealny mecz powinien skończyć się wynikiem 0:0, oczywiście doceniał "mecz stulecia" z powodu emocji, jakie przyniósł kibicom. Uważał jednak, że pod względem taktyki i techniki, nie stał na zbyt wysokim poziomie, bo bramki padały po prostych błędach. Trzy gole uważał w ogóle za samobójcze. Dla niego mecz, w którym padło 7 goli był obrazą dla futbolu.

To, co dla Brery było godne krytyki, dla innego Włocha, pisarza i polityka Nando dalla Chiesy było piękne: "W dogrywce już nie było taktyki, nie było ustalonych pozycji na boisku, nie było już wyrachowanej mądrości. W mgnieniu oka reguły przeszłości straciły swoją moc."

- Nikt nigdy nie zapomni tego meczu - wspominał po latach Mueller. - I to doprowadza mnie do szału. Do dziś nie doszedłem do siebie.

Włosi zapłacili w finale

W rozegranym cztery dni później finale Włosi nie byli w stanie dorównać Brazylii, która w półfinale dość pewnie rozprawiła się z Urugwajem (3:1). Po remisowej pierwszej części meczu, w której Boninsegna odpowiedział bramką na gola Pelego, druga połowa należała bezapelacyjnie do Brazylii. Włoski rygiel nie zasuwał się już tak szczelnie, jak we wcześniejszych meczach turnieju. Trzy gole Gersona, Jarirzinho i Carlosa Alberto wybiły Włochom marzenia o złotym medalu.

Ta porażka zakończyła krótki karnawał we Włoszech. Kibice nie kryli rozczarowania wynikiem finału. Piłkarzy nie powitały na lotnisku Fiumicino brawa i okrzyki radości, a gwizdy i okrzyki dezaprobaty. "Zamiast świętować sensacyjny sukces, Azzurri i ich trenerzy musieli ukrywać się w hangarze, aby uniknąć linczu" - pisał z pewną przesadą Brera.

Włochy - RFN 4:3 (1:0, 1:1)

Bramki:
Boninsegna (8.), Burgnich (98.), Riva (104.), Rivera (111.) - Schnellinger (90.), Mueller (94., 110.)

Włochy: Albertosi - Burgnich, Facchetti, Cera, Rosato (91., Poletti), Bartini, Mazzola (46., Rivera), De Sisti, Domenghini, Boninsegna, Riva

RFN: Maier - Vogts, Patzke (66., Held), Schulz, Schnellinger, Beckenbauer, Overath, Grabowski, Seeler, Mueller, Loehr (52., Libuda)

Widzów 102444, sędzia: Arturo Yamasaki Maldonado (Meksyk).





Komentarze (10)
Jak Włosi wygrali mecz nad meczami i zapłacili za to w finale mundialu
Zaloguj się
  • badziewiak66

    Oceniono 30 razy 20

    Ten mecz oraz półfinał MŚ Niemcy - Francja z 1982 roku można oglądać do znudzenia. To była piłka. Dzieciaki chowane na clipach , grach wirtualnych tego nie zrozumieją. Taktyka , prawdziwa walka o sławę. Nikt nie zarabiał po 1 milion złotych tygodniowo. Na renomę i uznanie trzeba było zasłużyć naprawdę dobrą grą. Pieniądze nie psuły ludzi i gry. No i piłkarze mieli coś w głowach. Wyobraźcie sobie Balotellego , czy Suareza jako Prezesów klubu. Nikt wtedy nie myślał o wyspach , kontach numerycznych , czy solarium , fryzurze i cierniach pod powiekami.

  • total_immersion

    Oceniono 12 razy 12

    Ten mecz dla Wlochow jest tym czym dla nas Anglia - Polska na Wembley.
    Moze tylko final z Niemcami w Hiszpanii w 1982 roku moze rownac sie tej legendzie.
    Do meczu odnosi sie w literaturze , filamch i sztuce.

  • niesympatyczny

    Oceniono 3 razy 3

    Na youtubie można obejrzeć fragmenty ćwierćfinału Włochy-Meksyk. Trudno się zgodzić ze stwierdzeniem "Natomiast Włosi dopiero w ćwierćfinale pokazali, że mają nie tylko znakomitą defensywę, ale także potencjał ofensywny z Luigim Rivą na czele, co każe widzieć w nich faworyta meksykańskiego mundialu." Ten mecz może uchodzić za wzorzec sytuacji, gdy "wynik nie oddaje tego, co się działo na boisku". Gdyby było 4:1 dla Meksyku, Włosi nie mieliby prawa czuć się pokrzywdzeni.

  • gandalph

    Oceniono 6 razy -2

    Nie, żebym się czepiał, ale zdanie:
    "Według dzisiejszych przepisów Włoch za złapanie Niemca w pół w takiej sytuacji zostałby ukarany czerwoną kartką, ale wtedy nie dostał nawet żółtej."
    jest trochę bez sensu. Kolorowe kartki pojawiły się jakieś 2 lata później. Przyczyną ich wprowadzenia był zamiar wyeliminowania niejednoznaczności. Wcześniej było tak, że sędzia udzielał słownej reprymendy, w poważniejszych przypadkach zapisywał sprawcę w notesie, a już w skrajnym przypadku bądź w razie recydywy - wyrzucał z boiska. Niejednoznaczność polegała na tym, że nie zawsze było jasne: "notowany" czy "nienotowany" itp. FIFA chciała to unormować właśnie przez kartki.
    Mogę się mylić, ale w czasie niesławnego meczu w Starej Zagorze (16.4.1972) Lubański nie zobaczył czerwonej kartki, lecz charakterystyczny gest sędziego. Czyli kartki weszły chyba od następnego sezonu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX