Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sportowcy z Rosji nie będą karani za Putina. Wielkie organizacje sportowe uważają, że interesy warto robić nawet z dyktatorami

Czy przez politykę Władimira Putina wobec Ukrainy rosyjscy piłkarze mogą nie zagrać na mundialu, a olimpijczycy nie wystąpić na igrzyskach w Rio de Janeiro? - Na ubiegłotygodniowym spotkaniu władz MKOl tematem Rosji w ogóle się nie zajmowano - mówi wiceprezes PKOl Ryszard Stadniuk. Czy MKOl, FIFA i inne sportowe organizacje odcinają się od polityki, nie chcąc, by cierpieli przez nią sportowcy? Raczej wychodzą z założenia, że dobre interesy warto robić nawet z dyktatorami.
Relacje Z czuba są fajne? Pomóż nam je robić ?

To historia powszechnie znana - w 1992 roku piłkarskim mistrzem Europy została Dania, która w eliminacjach nie wywalczyła prawa występu w turnieju. Podopieczni Richarda Moellera Nielsena byli gorsi od Jugosławii, ale ta przed finałami została z nich wykluczona. Był to skutek sankcji, jakie za prowadzenie działań wojennych w Bośni nałożyła na Jugosławię Organizacja Narodów Zjednoczonych. Z tego samego powodu sportowcy z tego kraju nie mogli wystąpić pod swoją flagą na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. W 1992 roku o medale walczyli jako ekipa niezależna.

O Rosji tylko w kuluarach

Trudno uwierzyć, by w najbliższym czasie podobny los spotkał sportowców z Rosji. - W tej chwili nawet większość państw zachowuje wstrzemięźliwość w ocenie polityki, jaką Rosja prowadzi wobec Ukrainy, nie ma więc powodu, by inaczej postępowały sportowe organizacje - mówi Ryszard Stadniuk.

Były medalista olimpijski, a obecnie szef polskiego i europejskiego wioślarstwa, w ubiegłym tygodniu reprezentował Polskę na spotkaniu władz Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. - W Londynie sprawami Rosji działacze MKOl w ogóle się nie zajmowali, tematu nie poruszano. Tylko w kuluarach mówiono, że gra Putina jest obliczona nie na wojnę, tylko na przejęcie kontroli nad Krymem, i że wkrótce sytuacja się uspokoi. Jej zaostrzenia i konfliktu zbrojnego nikt sobie nie wyobrażał. Każdy mówił, że oczywiście nie można akceptować takiej polityki, ale też, że od karania Rosji są politycy innych krajów, a nie ludzie sportu - opowiada Stadniuk.

Czy to kolejny dowód, że decydenci światowego sportu odcinając się od polityki tylko pozornie nie chcą mieć z nią nic wspólnego? W czasie igrzysk w Soczi szef MKOl Thomas Bach nie zdobył się na żaden gest, gdy na kijowskim Majdanie ginęli ludzie. Wtedy MKOl nie pozwolił startować zawodnikom z Ukrainy z czarnymi opaskami na znak żałoby, a sam Bach siadał w loży olimpijskiego stadionu z Putinem.

- Nie jest tak, że Rosja jest zbyt potężna, by np. wykluczyć ją ze struktur MKOl. Tu siła polityczna nie ma znaczenia, decyduje analiza sytuacji, a mimo wszystko Rosja nie jest jak Jugosławia dwie dekady temu - przekonuje drugi w wiceprezesów PKOl, Zbigniew Waśkiewicz. - W Polskim Komitecie Olimpijskimi martwimy się sytuacją Ukrainy, nie podoba nam się to, co robi Rosja - zapewnia. - Niedawno mieliśmy spotkanie z ambasadorami Rosji i USA w Polsce, z dyskusji wyszło nam jednoznacznie, że polityka jest absolutnie obecna w sporcie i to się nie zmieni. Sport był, jest i będzie wykorzystywany do różnego rodzaju manipulacji, a my musimy dbać o to, żeby zawodnicy nie płacili za decyzje ludzi stojących na czele poszczególnych krajów - tłumaczy Waśkiewicz.

Znów pojechaliby do Soczi

Na ten moment sytuacja jest czytelna: działania Putina nie odbiją się na rosyjskich sportowcach, którzy przygotowują się do igrzysk w Rio. - Po pierwsze w 1992 roku na Bałkanach trwała regularna wojna, na Jugosławię wszyscy nakładali sankcje, więc w końcu one musiały dotknąć również sportowców. Po drugie: dawniej sport z polityką był mocniej związany. Nie wyobrażam sobie, żeby dzisiaj PKOl podjął taką decyzję, jak w 1984 roku, kiedy nasza kadra nie została wysłana na igrzyska w Los Angeles i ludzie, którzy latami się do nich przygotowywali, przeżyli dramaty - punktuje Stadniuk. I zapewnia: - Gdyby Soczi miało się odbyć teraz, to decyzji o bojkocie byśmy nie podjęli. Sport powinien być ostatnim narzędziem w walce z Rosją. Ale oczywiście cieszymy się, że igrzyska za nami, bo teraz sportowcom byłoby dużo trudniej tam startować.

MKOl kłopot ma z głowy, teoretycznie w gorszej sytuacji może znaleźć się FIFA, jeśli Rosja nie zaprzestanie działań na Ukrainie.

FIFA żyje w swoim świecie

Na razie piłkarscy działacze nie odpowiadają na spływające już do nich prośby o wykluczenie rosyjskiej drużyny z mistrzostw świata, które w czerwcu i lipcu odbędą się w Brazylii. Nie ma wątpliwości, że FIFA, która od zawsze podkreśla swoją niezależność, rozważałaby taki krok dopiero wtedy, gdyby o jego zrobienie poprosił ONZ. Wówczas na majowym kongresie jej delegaci mogliby głosować nad wyproszeniem z mistrzostw "Sbornej", a w przyszłości może również nad odebraniem Rosji organizacji mistrzostw w 2018 roku. Jednak na dziś oba scenariusze to tylko science-fiction.

Najlepiej dowodzą tego zresztą Rosjanie. Gdy FIFA dostała od amerykańskich senatorów list z prośbą, by działacze zareagowali na politykę Putina, swoje pismo do Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej wysłali też deputowani Dumy Państwowej, czyli niższej izby rosyjskiego parlamentu. Aleksandr Sidajkin i Michaił Markiełow zażądali, by na brazylijskich stadionach nie mogła zagrać drużyna USA. Według nich byłaby to kara dla Stanów Zjednoczonych za to, że od lat prowadzą one "niewłaściwą politykę międzynarodową". Rosjanie przypomnieli, że w przeszłości FIFA nie reagowała, kiedy Amerykanie angażowali się w konflikty w Jugosławii, Iraku i Libii.

FIFA milczy, bo ma w tym interes. Niewielu wierzy, że jej przedstawicielom rzeczywiście zależy tylko na propagowaniu piękna sportu. - Otwieramy się na nowe kraje. Mundial jeszcze nigdy nie odbył się w Rosji i żadnym innym kraju Europy Wschodniej. Podobnie, patrząc na zwycięstwo Kataru, możemy przypomnieć, że równie długo na organizację mistrzostw czekał Bliski Wschód i cały świat arabski. Jestem szczęśliwym prezydentem, gdy mówię dzisiaj o rozwoju światowego futbolu - tłumaczył prezes federacji Joseph Blatter, ogłaszając w 2010 roku, że Rosja i Katar będą gospodarzami finałów mistrzostw świata w roku 2018 i 2022.

Już wtedy media z całego świata przekonywały, że turnieje dostali ci, którzy dali ogromne łapówki członkom dokonującego wyboru Komitetu Wykonawczego.

Trudno było tego nie podejrzewać, skoro za kandydaturą Kataru stał niedawny rywal Blattera, Mohammed bin Hamman, dożywotnio wykluczony z FIFA za kupowanie głosów w wyborach na jej szefa. Zresztą, sprawę bada właśnie FBI, które zainteresowało się, skąd dwa tygodnie po ogłoszeniu gospodarzy MŚ 2018 i 2022 na kontach byłego wiceprezydenta FIFA Jacka Warnera i kilku bliskich mu osób znalazły się dwa miliony dolarów.

Blatter i spółka w tej sprawie mogą wkrótce zostać zmuszeni do wypowiedzi. O notorycznym łamaniu praw człowieka w Katarze mówić nie chcą. Wygodniej udawać, że stadionów na mundial nie budują tam niewolnicy z Nepalu (większość nie może wyjechać z kraju bez zgody pracodawcy), którzy umierają z wycieńczenia i giną w wypadkach pracując na budowach bez podstawowego zabezpieczenia.



Więcej o: