Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Z "dziesiątką" są same problemy? Taktyczny przegląd piłkarskiego weekendu

Od Madrytu po Warszawę - w kolejnym przeglądzie weekendu Michał Zachodny przygląda się problemom, jakie z rozgrywającymi mają PSG, Borussia, Real i Manchester United. Pokazuje również, jak Lech Poznań świetnie poradził sobie z jedną z najlepszych "dziesiątek" w ekstraklasie.


Jedną z ciekawszych kwestii "nowego" Manchesteru United - tak, tego po wielkich transferach - są kolejne problemy Juana Maty. Już po jego wartym 40 milionów funtów transferze pisano, że Hiszpan nie jest rozwiązaniem problemów drużyny Davida Moyesa. Teraz, gdy zespół przejął Louis van Gaal, Mata już znalazł się poza wyjściową jedenastką, a szkoleniowiec publicznie przyznał, że nie był zadowolony z jego gry za napastnikami. Jednak pojawiają się sugestie, że Hiszpan stracił swoją pozycję wyłącznie przez status Wayne'a Rooneya - kapitana i przyszłego ambasadora klubu. Zresztą sobotnie zwycięstwo poniekąd pokazało, że Anglik do tej roli się nie nadaje. Chociaż strzelił gola, to po rozgrywającym raczej oczekuje się kluczowych podań - tych, jak widać na poniższej grafice, zabrakło, większość piłek Rooney odgrywał do tyłu lub do boków. Pewną różnicą, która może działać na korzyść kapitana United, może być gra pressingiem po stracie posiadania, co pokazał choćby przy drugim golu swojego zespołu. Jednak on sam często myli pressing z agresją, efektem czego była czerwona kartka i pauza w trzech następnych kolejkach. Czy to szansa dla Maty? Problem polega raczej na tym, że Hiszpan może i lepiej odnajduje kolegów swoimi podaniami, ale nie jest kapitanem tego zespołu.





Stąd, kto wie, może w niedalekiej przyszłości może czekać go kolejny transfer? Jednym z klubów, które niewątpliwie byłoby stać na Matę, jest PSG, a mistrzowi Francji na pewno przydałby się rozgrywający z prawdziwego zdarzenia. Chociaż podopieczni Laurenta Blanca jeszcze w tym sezonie nie przegrali, to tracą aż pięć punktów do prowadzącej Marsylii, aż pięć razy też remisowali. Przeciwko Tuluzie w sobotę znów dłużej utrzymywali się przy piłce, znów mieli więcej jakości, ale tak naprawdę powinni być zadowoleni, że udało im się ugrać choćby jeden punkt. Brakiem Zlatana Ibrahimovicia nie da się tego wytłumaczyć, a lepszą odpowiedź dał słaby występ Javiera Pastore. On, jak słusznie zauważył Michael Cox, traci na grze... Szweda, ponieważ wtedy zmienia się system całego zespołu, a dla Argentyńczyka nie ma miejsca. Jednak PSG musi się uczyć życia bez Ibrahimovicia, szukać sposobów na lepszą współpracę pomocników z Cavanim. W sobotę w Tuluzie, ze względu na powolne rozegranie akcji, Pastore (co widać niżej na grafice) musiał cofać się na własną połowę, mając niewiele opcji podania na skrzydła lub w pole karne. Sam jedynie w nielicznych kontrach próbuje prostopadłymi zagraniami oszukać obronę przeciwnika. Na Barcelonę w jutrzejszym spotkaniu po prostu może to nie wystarczyć, stąd desperackie próby przywrócenia 32-letniego Szweda do zdrowia.





Drużyną, która w ostatnich kilku dniach pokazała, że niekoniecznie potrzebny jest jej prawdziwy rozgrywający, była ta, która... latem została wzmocniona takim piłkarzem za 80 milionów euro. O problemach Jamesa Rodrigueza w Realu Madryt napisano już wiele, zaczynając od porównań z Angelem di Marią, na przepłaceniu za transfer piłkarza z Kolumbii kończąc. Jednak najlepiej jego dotychczasowy los w Hiszpanii pokazały dwa ostatnie spotkania "Królewskich". We wtorkowym meczu z Elche (5-1) Real zagrał 4-4-2 z Balem i Ronaldo w ataku, gdy Rodriguez nominalnie został wystawiony na prawym skrzydle. I zaliczył swój najlepszy mecz w nowych barwach, zagrał pięć kluczowych podań i chociaż miał tylko jedną asystę, to stworzył dużo więcej klarownych sytuacji. Bardzo podobną rolę miał zresztą w reprezentacji na mundialu, gdy ze skrzydła mógł zbiegać w dowolne miejsce, gdzie widział wolne miejsce i szansę na stworzenie sytuacji. Z kolei już z Villarrealem wrócił na pozycję rozgrywającego i już nie miał żadnego kluczowego podania, raczej będąc anonimową postacią w kolejnym zwycięstwie Realu, więcej wkładu mając w defensywę, aniżeli ataki drużyny. Poniekąd można stwierdzić, że taki wpływ na grę Rodrigueza ma... Karim Benzema. Czy to Francuz następny ustąpi miejsca, by Real grał lepiej, skuteczniej?





Na pewno swojej "dziesiątki" potrzebuje Borussia Dortmund. Jak pokazały derby Zagłębia Ruhry, gra 4-4-2 wybitnie nie służy drużynie Juergena Kloppa, gdy brakuje mu kreatywnych pomocników - z Arsenalem, gdy taktyka była podobna, miał Mychitariana. Aubameyang czy Grosskreutz to piłkarze raczej jednowymiarowi, bazujący na szybkości i dryblingu, a nie podaniach i grze na małej przestrzeni. - Straciliśmy dwa gole, które nie miały nic wspólnego z taktyką - denerwował się Klopp po meczu na dwa stałe fragmenty gry Schalke. Miał rację, bo inaczej jego pierwszy plan by zadziałał, w końcu to po długim wybiciu Ramos wywalczył pozycję i zaliczył asystę przy golu Aubameyanga. Jednak ta taktyka (jak widać na grafice) wciąż bardzo ograniczyła Borussię, jej akcje nie były składne, kończyły się szybciej, niż dawały jakikolwiek efekt. Dopiero wejście Kagawy pozwoliło na zdobywanie kolejnych metrów dzięki jego roli "łącznika" między pomocą i atakiem. Schalke jednak doskonale broniło, nie zostawiając Japończykowi zbyt wiele miejsca, choć ten w 85. minucie świetnie zagrał do Ramosa, który powinien był wykorzystać swoją szansę. Ta porażka w prestiżowym spotkaniu niejako podkreśliła, że nawet jeśli Klopp chce kopiować schematy z Atletico Madryt, to potrzebuje nie tylko solidniej grającej obrony, ale też kreatywności w środku pola. Przecież Diego Simeone w drugiej linii zwykle stawia aż na czterech typowo środkowych pomocników.





Warto również spojrzeć na bardziej lokalny przykład znaczenia "dziesiątki" i... sposobu na ograniczenie wpływu takiego piłkarza. W sobotnim hicie ekstraklasy Maciej Skorża nie tyle ustawił swojego Lecha Poznań defensywnie, co po prostu dobrze ocenił znaczenie Ondreja Dudy. Słowak w roli "dziesiątki" gra bardzo inteligentnie, dobrze współpracuje z Radoviciem i chociaż nie jest piłkarzem spektakularnym, to nieocenionym w systemie Henninga Berga. To, że Hubert Wołąkiewicz i Łukasz Trałka bezustannie Dudy pilnowali, agresywnie próbując odebrać mu piłkę, jest swego rodzaju komplementem, ale też potwierdzeniem jego znaczenia. Dlatego więcej powinno mówić się o pomocnikach Lecha - Wołąkiewicz (wg statystyk InStat) miał aż 9 udanych odbiorów na 10 prób, do tego zaliczył 9 przechwytów, z kolei Trałka 10 razy odzyskał piłkę i aż 6 razy faulował rywali. Duda usiłował uciekać od swoich "opiekunów" głównie do lewej strony, przez to nieco ograniczając możliwość ataków Tomaszowi Brzyskiemu. Do tego stopnia, że boczny obrońca z gry zaliczył tylko jedno dobre dośrodkowanie... to, które okazało się strzałem. Wtedy już Dudy na boisku nie było, Brzyski miał więcej swobody w atakach - wcześniej najczęściej (14 razy) podawał właśnie do Słowaka. To rozpoczęło "powrót" Legii w tym dramatycznym spotkaniu.