Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kibicu, czy umiesz się dzielić wspólnym, sportowym dobrem?

Na trybunach jesteśmy jednym ciałem - przynajmniej powinniśmy być. Zjednoczeni w kibicowaniu faworyzowanemu zawodnikowi, ulubionej drużynie, chcemy od nich tego samego - mają wygrać, mają nas uszczęśliwić. Czasem jednak nadarza się sposobność, by coś z tych sportowych zmagań mieć indywidualnie dla siebie. I wtedy pojawia się problem. Zobacz, jakie konflikty mogą wyniknąć w sytuacji, gdy na trybunach jest szansa na ekstra wygraną
1. Piłka futbolowa nie jest dla dzieci

Niestety, dorośli na trybunach sportowych potrafią czasem sprzątnąć sprzed nosa zabawkę małemu dziecku. Jak małe serce trzeba mieć, żeby wyrwać futbolową piłkę małemu dziecku i wiwatować dzierżąc w dłoni tak zdobyte trofeum? Z pewnością jest to serce mniejsze, niż piłka baseballowa. Zresztą do piłki baseballowej przejdziemy za chwilę.





2. Do piłki baseballowej panowie przodem

To podobna, równie smutna historia, jak z trybun futbolowych. Okazuje się, że perspektywa zdobycia piłki, której nawet nie trzeba łapać, bo sobie leży, dla niektórych panów może okazać się osiągnięciem życiowym, perspektywą, dla której warto porzucić męskie, dżentelmeńskie ideały.





3. Gdzie kibiców dwóch, tam jedna koszulka piłkarska nie uszczęśliwia




O tytułowej zasadzie przekonał się kiedyś David Beckham. Razem z Los Angeles Galaxy gościł w Honolulu na meczu pokazowym. Dwóch miejscowych kibiców - dziesięciolatek i dziewięciolatek, bardzo ze sobą zaprzyjaźnieni, przygotowali na tę okoliczność transparent z napisem "Aloha Beckham" licząc, że uwielbiany przez nich Becks zwróci na ich inicjatywę uwagę i może podaruje po meczu koszulkę z autografem. Stało się, jak przewidzieli, ale zapomnieli, że Beckham jest jeden, a ich dwóch. Koszulkę dostał jeden z chłopców. Drugi, rozgoryczony, wspólnie z rodzicami przekonywał, że to jemu się koszulka bardziej należy, bo trzymał transparent przez cały mecz. Rodzice kolegi zgodzili się, oddali mu jednak... inną koszulkę Beckhama, z podrobionym podpisem. Sprawa znalazła finał w sądzie i choć nie znamy jej rozstrzygnięcia, wątpliwe, by przyjaźń tych chłopców przetrwała.



Jak widzicie, wobec możliwości zdobycia sportowego trofeum relacje dziecko-dorosły, kobieta-mężczyzna, dziecko-dziecko, chwieją się, a czasem nawet całkiem się zatracają. Pamiętajcie, by się podobnym, negatywnym emocjom nie ponosić podczas Euro.