Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Trybuna Kibica. Za ukochaną drużyną...na koniec świata

Wyobraź sobie, że twój zespół gra mecz na drugim końcu świata. Co robisz? Kupujesz bilety na samolot czy zostajesz w domu i oglądasz spotkanie w telewizji? A może znajdujesz inne wyjście? Jak dwaj śmiałkowie, którzy na mundial w RPA po prostu poszli
5 kwietnia 2010 r. Kibic reprezentacji Serbii żegna się z żoną i synem. Zakłada plecak, bierze mapę, flagę swojego kraju w rękę i rusza na mecz. Zwykły, przeciętny kibic? Nie do końca. Spotkanie miało się bowiem odbyć za dwa miesiące w Afryce, a kibic zdecydował, że dotrze tam pieszo.

- Przygotowywałem się do podróży rok. Wiem, że będzie ciężko, ale dopnę swego - mówił 39-letni serbski kibic Saša Jović przed wyprawą.

Wyruszył z miejscowości Cacak. Żeby 13 czerwca dotrzeć do Pretorii, gdzie Serbia grała z Ghaną, musiał pokonać 16 tys. km. - Tylko na odcinkach, na których nie będzie to możliwe, złapię stopa lub skorzystam z transportu publicznego - opowiadał.

Osiem dni po rozpoczęciu podróży Jović podziwiał jeden z siedmiu cudów świata - piramidę Cheopsa w Gizie. Po dwóch tygodniach poinformował rodzinę, że spędził noc pod gołym niebem w sudańskim mieście Wadi Halfa. A dotarł tam statkiem z egipskiego Asuanu, płynąc po Nilu i Jeziorze Nasera.

W sumie serbski kibic przemierzył 15 krajów: Bułgarię, Turcję, Syrię, Jordanię, Izrael, Egipt, Sudan, Etiopię, Kenię, Ugandę, Rwandę, Burundi, Tanzanię, Zambię i Botswanę. 10 czerwca dotarł do Pretorii. - To była podróż mojego życia. Spotkałem wiele przyjaznych osób, które obiecały, że będą trzymały kciuki za Serbię - stwierdził na miejscu. Trzy doby później był jednym z 35 tys. kibiców, którzy oglądali starcie Serbii i Ghany na stadionie.

Takiego szczęścia nie miał 36-letni Fateh Salah. Kibic reprezentacji Algierii chciał przemierzyć cały kontynent z północy na południe (w sumie 12 tys. km), nie korzystając z żadnych środków lokomocji. Sąsiedzi początkowo pukali się w czoło, ale z czasem zaczęli mu kibicować. - Ta wyprawa pokazuje, jak bardzo kocha swój kraj i swoją reprezentację - przyznał jeden z nich.

Żeby zdążyć na mecz 13 czerwca ze Słowenią, Salah wyruszył z rodzinnego Boufariku już 1 stycznia. Niestety, po przejściu Nigeru i Nigerii wyprawa dobiegła końca. Kameruńczycy wydali mu wizę ważną tylko 24 godziny, dlatego musiał zawrócić. Ale dla sąsiadów i tak był bohaterem.

A ty? Jak daleko byś się posunął, by obejrzeć mecz swojej ukochanej drużyny? Pisz na adres trybunakibica@sport.pl. Możesz też wziąć udział w konkursie i wygrać czytnik Kindle. Szczegóły - tutaj.