Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Primera Division. Barcelona wszech czasów?

Spojrzę na te cyfry dopiero wtedy, gdy na koniec sezonu zmienią się w trofea - mówi Luis Enrique, który w 100 meczach za sterem Barcelony poprawił osiągnięcia Pepa Guardioli.
Poszukiwacze wątków polskich mogą wspominać, że 3 października 2015 r. Grzegorz Krychowiak był w gronie ostatnich piłkarzy, którzy czuli euforię triumfu po wizycie rywali z Katalonii. Barcelona uległa Sevilli na stadionie Ramón Sánchez Pizjuán już 128 dni temu. Od tej pory grała 28 razy, zaliczając 23 zwycięstwa i pięć remisów. Drużyna Luisa Enrique wyrównała rekord klubowy, poprzednio 28 meczów bez porażki zanotował zespół kierowany przez Pepa Guardiolę w sezonie 2010-11. Bilans był w zasadzie identyczny: 23 wygrane, 5 remisów, z tym że drużyna Enrique zdobyła jednego gola więcej (86), straciła tyle samo (14). Obu zespołom trafiło się wewnątrz serii 10 kolejnych wygranych. Obu udało się w tym czasie rozbić największego z rywali: Barcelona Guardioli pokonała Real Madryt Jose Mourinho 5:0 na Camp Nou w meczu ligowym, zespół Enrique dokonał tego na Santiago Bernabéu, zwyciężając 4:0 "Królewskich" pod wodzą Rafy Ben~teza.

Tak się składa, że drużyna Enrique wyrównała rekord słabym meczem z Levante, w niedzielne południe męczyła się bardzo, by wbić dwa gole ostatniemu zespołowi Primera Division. To był mecz numer 100, w którym Enrique poprowadził Barcelonę. Od strony statystycznej efekt jest piorunujący nawet w zestawieniu z Guardiolą, nie mówiąc o legendarnym Johanie Cruyffie, twórcy Dream Teamu. 80 zwycięstw, 11 remisów i tylko dziewięć porażek, Guardiola miał w 100 meczach o dziewięć zwycięstw mniej, o osiem remisów i jedną porażkę więcej (Cruyff 60-23-17). Najdobitniej przemawia jednak bilans bramkowy. Pep przejął władzę nad rozbitym zespołem latem 2008 r., odbudował go ze zgliszczy, podejmując tak trudne decyzje jak pozbycie się Ronaldinho i Deco. Gdy się rozpędzili, rozgniatali na miazgę kolejnych rywali, dominując ich totalnie od pierwszej do 90. minuty. A jednak w 100 meczach wbili tylko 242 bramki, tracąc 76. Drużyna Enrique, choć nie rządzi na boisku tak bezdyskusyjnie, nie śrubuje rekordów posiadania piłki, a nawet wydaje się, że trener ten aspekt traktuje jako całkowicie drugorzędny, zdobyła aż o 40 goli więcej i o cztery mniej straciła. Wobec początków Dream Teamu różnica jest jeszcze bardziej spektakularna - 81 goli więcej zdobytych i 15 mniej straconych.

Czy te dane mają jakiś głębszy sens poza statystycznym? Czy mogą być punktem wyjścia do dyskusji, która drużyna była numerem 1 w historii klubu? Guardiola swój wielki rozdział w Barcelonie zamknął, w cztery lata dał jej 14 trofeów, w tym dwa tytuły najlepszej drużyny Europy. Właśnie w tamtym pamiętnym sezonie 2010/2011, gdy zaliczył serię 28 meczów bez porażki, sięgnął po mistrzostwo kraju i triumf w Lidze Mistrzów. Dwa lata wcześniej zdobył potrójną koronę. Cruyff jako trener Katalończyków wywalczył 11 tytułów, choć potrzebował do tego aż ośmiu sezonów.

Trofea są jedynym celem, do którego dąży Enrique. Jako trener Katalończyków ma ich na razie tylko 5, a obecna seria meczów bez porażki daje mu tyle, że w jego drugim sezonie w Barcy drużyna wciąż ma szansę na obronę potrójnej korony. Jest liderem w lidze hiszpańskiej, o krok od finału Pucharu Króla (pierwszy półfinał z Valencią wygrała 7:0) i w 1/8 finału LM (gra z Arsenalem).

Suche zestawienia wygranych, choćby najbardziej nawet imponujące, są drugorzędne. Po spotkaniu z Levante Enrique nie chciał nawet o nich rozmawiać, mimo iż słyszy sugestie, że tworzy Barcę wszech czasów.

Guardiola wciąż uchodzi za najwybitniejszego trenera klubu z Katalonii. O ile Cruyff rozsławił tiki-takę, o tyle Pep ją zrewolucjonizował, uczynił najważniejszym punktem odniesienia w światowej piłce. Enrique trafił na Camp Nou, gdy kataloński styl gry i myślenia o futbolu dochodziły do ściany. Monotonna wymiana podań i trzymanie piłki stały się jałowe, mało efektywne, przewidywalne dla rywali. Z dominatora Barca zmieniała się w niewolnika tiki-taki. Enrique podjął z tym walkę, drużyna zaczęła uczyć się gry z kontry, wykorzystywania stałych fragmentów, tego wszystkiego, co Guardiola i jego następcy zaniedbali. Sprowadzono Luisa Suareza, klasycznego środkowego napastnika, przy którym Leo Messi może grać dalej od bramki, mając więcej miejsca i okazji do konstruowania akcji. Nowa rola pozwoliła mu odzyskać Złotą Piłkę, na podium wdarł się Neymar, który ma być numerem 1 po erze Messiego. Pytanie jest jedno: czy drużyna, która zdobyła w minionym roku wszystko (poza mniej prestiżowym Superpucharem Hiszpanii), zdoła utrzymać tempo i głód wygrywania?

- Jeśli nie wygramy ligi, sami będziemy sobie winni - powiedział niedawno Gerard Piqué, stoper, który odżył przy Enrique. Cokolwiek by mówiły statystyki, trener Barcy musi utrzymać nogi na ziemi, jeśli nie chce się od niej oderwać, a potem boleśnie z nią zderzyć.



Przez 10 lat była wziętą modelką. Teraz chce sędziować mecze w Premier League! [ZDJĘCIA]




Czy Barcelona Louisa Enrique jest lepsza niż Pepa Guardioli?