Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Inicjacja Barcelony

1 : 0
-
Główny faworyt Ligi Mistrzów mierzy się z dylematem, jakiego dotąd nie zaznał. Akurat przed rewanżem ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Paris Saint Germain. I przyjazdem supergwiazdora, który za triumf na Camp Nou dałby się pokroić. Relacja Z Czuba i Na żywo od 20.45 na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl Live
Click. Boom. Amazing! Przekonajcie się, jakie to proste

Kogo intryguje, jak wyglądałaby Barcelona pozbawiona swego Midasa, który wszystko, czego dotknie, zamienia w gole, ten jeszcze nigdy nie był równie bliski zaspokojenia ciekawości. Tym razem naprawdę nie wiadomo, czy Leo Messi zagra.

Lekarze wbijają wzrok w regenerujący się mięsień i ostrzegają, że wybiegnięcie na boisko oznacza ryzyko ponownego uszkodzenia tkanki. Jeśli wierzyć prasie, strach obleciał także piłkarza, który zazwyczaj nienawidzi bezczynności i nie daje sobie wmówić, że powinien odetchnąć.

Pojedyncze mecze, owszem, zdarzało mu się opuszczać. Ale były to mecze bez znaczenia lub prawie bez znaczenia.

Z minionych wiosen w Lidze Mistrzów nie uronił ani chwili. W ostatnim sezonie wytrwał pełne 540 minut. W przedostatnim - pełne 630 minut. W jeszcze wcześniejszym - 536 z 540 minut. W jeszcze wcześniejszym - pełne 630 minut.

El Clásico w minionej pięciolatce również wchłonął w całości. 19 gier, 1710 minut walki z Realem Madryt.

Mecze tego samego okresu z Valencią, najmocniejszą w kraju poza oboma hegemonami? 1069 z 1080 minut.

Słowem, Katalończycy nigdy nie zdołali nawet podomyślać się, jak żyłoby się im bez natchnionego lidera. Chętnie przywoływane statystyki, z których wynika, że Barcelona minus Messi nadal daje drużynę niemal niezwyciężoną, mają wątpliwy walor poznawczy, bowiem obejmują gierki marginalne - jak sobotnia z człapiącą przy dnie tabeli Mallorcą (5:0), odbębniana w błogiej świadomości, że rywalizacja o mistrzostwo ligi hiszpańskiej została już rozstrzygnięta.

Jeśli zatem okaże się dziś, że argentyński piłkarz podlega normalnym prawom natury i niekiedy musi po ludzku zaniemóc, Barcelona przejdzie swoistą inicjację. Wreszcie poczuje, jak to jest bez Messiego. Dowie się o sobie czegoś, o czym nie miała bladego pojęcia. Nie mogła mieć, skoro niezawodność jej lidera była absolutna.

On, czynnik najstabilniejszy, zasłaniał słabość czynnika najmniej stabilnego, czyli środka obrony. Ilekroć pękał mur wznoszony przez Carlesa Puyola (podupadł na zdrowiu) i Gerarda Piqué (podupadł sportowo), katalońska superdrużyna okazywała się przewlekle niezdolna do wynalezienia jakiegokolwiek naturalnego zastępstwa. Nie miała znaczenia ani jej potęga finansowa - 25 mln euro przeputane na Dmytra Czyhrynskiego weszło do antologii najbardziej nieudanych luksusowych transferów - ani jej chóralnie sławiona samowystarczalność - Marcowi Bartrze trenerzy ewidentnie nie ufają, Andreu Fontas został wydalony do wspomnianej Mallorki, broniącej najsłabiej w całej lidze hiszpańskiej. Dlatego Katalończycy notorycznie przesuwali do defensywy środkowych pomocników - zaczęli od sprzedanego już Yaya Touré, potem odsyłali tam Sergio Busquetsa, eksperymentowali z Aleksem Songiem, aż na stałe przekwalifikowali Javiera Mascherano.

Dziś muszą obyć się bez tego ostatniego, już na pewno. A ponieważ leczy się również Puyol, znów uruchomią tryb wybitnie awaryjny. Zamiast środek obrony obsadzić środkowym obrońcą, postawią prawdopodobnie na bocznego, Adriano. Wariant przećwiczony już w październikowym El Clásico, które uświadomiło, jak Barcelona desperacko majstruje pod własną bramką - Brazylijczyk na nietypowej pozycji wówczas debiutował. W szlagierze jesieni!

Skoro w poprzedniej rundzie LM Katalończycy umieli wziąć brutalny odwet na Milanie za wyjazdową porażkę 0:2, to do rewanżu z PSG powinni przystąpić w poczuciu pełnego bezpieczeństwa. Paryskie 2:2 pozwala im spokojnie czekać, co zaproponują przeciwnicy, w których przecież nikt nie dostrzegał faworytów rozgrywek. To jednak przeciwnicy niebezpieczni. Po właścicielach tak sławnych nazwisk trudno oczekiwać wypruwania z siebie żył w lidze francuskiej, ale dla chwały w Champions League na pewno się poświęcą. Zwłaszcza że wygrywali ją tylko David Beckham i Maxwell, czyli piłkarze drugoplanowi, przynajmniej w sensie sportowym, oraz trzecioplanowy Thiago Motta. Zwłaszcza że supergwiazdor Zlatan Ibrahimović dałby się pokroić za triumf na Camp Nou, skąd został swego czasu wykopany.

Katalończycy zdają sobie sprawę, iż wpływ Messiego na drużynę stale rośnie. Jego ewentualny występ może dziś zależeć tyleż od stanu zdrowia, co od stanu świadomości jego szefów. Wierzą w niezawodność swego goleadora czy systemu gry, którego ofensywy nie rozbroi wymiana pojedynczego gracza? Dylemat, z jakim Barcelona się jeszcze nie mierzyła. Wiosny w Lidze Mistrzów bez Messiego zaznała tylko przez 45 minut, w ubiegłą środę. Przegrała je w Paryżu 1:2.