Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Barcelony męki wyjazdowe. Nadzieja w młodych

Przetrzebiona kontuzjami Barcelona w sobotę udała się na El Madrigal, stadion twierdzę, na którym od zawsze zawodnikom Guardioli grało się ciężko. Blaugrana upuściła w drodze po mistrzostwo dwa bezcenne punkty i traci do Realu już siedem. Ostatnio taką stratę do lidera odrobiła w sezonie 2003/2004 Valencia prowadzona przez Rafę Benitez wyprzedzając właśnie Real.
Zabawy z piłką - czytaj blog autorki>>

Piłkarze Barcelony podkreślają, że mimo sporej do lidera będą walczyli o mistrzostwo Hiszpanii do samego końca. Do zdobycia są jeszcze 54 punkty, teoretycznie wszystko jest możliwe. Patrząc jednak na to, jak drużyna Mourinho rozbija kolejnych rywali, wydaje się, to być mało prawdopodobne, żeby Barcelona Królewskich dogoniła. Real stracił do tej pory w lidze osiem punktów i w przeciwieństwie do Barcelony, nawet, gdy gra słabo, jak choćby z Mallorcą, przegrywać nie zwykł.

Przed meczem Pep Guardiola zapowiadał, że jego zawodnicy nie mogą już tracić punktów. Grając poza Camp Nou w tym sezonie Barcelona remisowała czterokrotnie, raz przegrała - z Getafe. Zupełnie, jakby ktoś rzucił klątwę na poczynania wyjazdowe drużyny ze stolicy Katalonii.

- Okazało się, że Messi też jest człowiekiem - pisały niektóre portale sportowe. Wydawało się, że hat-trick ustrzelony w zeszłotygodniowym pojedynku z Malagą przełamał złą passę Argentyńczyka, który do tej pory strzelił tylko jednego gola na wyjeździe. Messi mógł stać się bohaterem, gdy w jednej z akcji przelobował bramkarza gości, piłka jednak do bramki nie wpadła. Co więcej, jego próby dryblingu były nieudane, a kolejnych strzałów na bramkę trudno sobie przypomnieć. To nie sam Messi zawinił, reszta też nie wzniosła się na wyżyny swoich umiejętności. Cesc Fabregas w ostatnich spotkaniach wydaje się być cieniem samego siebie. Jeśli można kogoś wyróżnić, to świetnych Busquetsa i Abidala.

Z Villarrealem Guardiola na zmiany zdecydował się zbyt późno. Po bardzo słabych pierwszych 45 minutach, aż prosiło się o wprowadzenie świeżych i kreatywnych zawodników, którzy mogliby rozruszać grę zastygłej Blaugrany. Wprowadzony w 60 minucie Alexis na niewiele się przydał. Dopiero zmiany z 76 minuty sprawiły, że gra Barcelony nabrała tempa. Duet Tello i Thiago był zastrzykiem nowej, jakże potrzebnej energii. Jeden z katalońskich dziennikarzy o debiutującym w lidze Tello napisał, że "zrobił więcej w 2 minuty, niż Adriano w 76". Niestety dla Barcelony, 14 minut, które dostali dwaj młodzieńcy, było zbyt krótkie, żeby móc zmienić rezultat meczu na korzyść drużyny Guardioli.

Dziwnie po meczu zachowywał się Guardiola, który chwalił swoich zawodników i podkreślał, że jest z nich dumny, choć Barcelona zagrała sporo poniżej oczekiwań, praktycznie nie była sobą. I nie chodzi o wynik, ale o styl. Do wypracowanej przez nią ticki-tacki było daleko, zawodnicy z Katalonii mieli problem z dłuższym utrzymaniem się przy piłce i wymianą dziesiątek podań, do których przyzwyczaili piłkarski świat. Nie mówiąc już o próbach przedostania się w pole karne przeciwnika, które co rusz, spalały na panewce. Co się z nimi dzieje?

O fizycznym zmęczeniu mowy być nie może, przecież dopiero co wrócili z przerwy świątecznej. Raczej w grę wchodzi zmęczenie psychiczne. Większość z nich, choć bardzo młodych, w klubowej piłce nożnej wygrała już wszystko. 'Zjazd' formy i marazm grze, nawet nieuświadomiony wydaje się być normalny. Cała nadzieja w wchodzących do zespołu młodzianach jak Cuenca, Tello czy Sergi Roberto, którzy mogą stać się motorem napędowym zespołu. Zwłaszcza teraz, gdy w Dumie Katalonii kontuzjowanych jest tak wielu zawodników z podstawowego składu.

Zabawy z piłką - czytaj blog autorki »