Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wygraj Ligę: jak budować drużynę?

O ile w realnym futbolowym świecie gigantyczne nierówności wynikające z rozmiaru budżetu są na porządku dziennym, o tyle w naszej zabawie finansowe fair play jest nie do przeskoczenia. Ceny najlepszych piłkarzy bywają wysokie, z kolei jedenastka budowana "po taniości" niekoniecznie pozwoli cieszyć się znacznym dorobkiem punktowym. Podpowiadamy, jakie strategie w konstruowaniu własnej drużyny przyjąć, by miejsce w tabeli się zgadzało, a klubowy księgowy nie zszedł w przerwie meczu na zawał.
Startuje nowy sezon Wygraj Ligę. 25 000 złotych w puli nagród ?

Sposób 1.: Zidanes y Pavones

Tak nazywano politykę kadrową Realu Madryt, gdy prezes Florentino Perez sprowadzał do "Królewskich" gwiazdy światowego formatu, jednocześnie uzupełniając skład wychowankami. Niezła w teorii idea w praktyce okazała się nieco mniej skuteczna, bo Perez nie widział (lub nie chciał widzieć) gwiazd wśród graczy defensywnych, za ogromne kwoty sprowadzając wyłącznie piłkarzy o usposobieniu ofensywnym.

Co jednak nie sprawdziło się w rzeczywistości, może sprawdzić się w Wygraj Ligę. Nasi wybrańcy nie będą się w końcu musieli martwić o zgranie z kolegami - wystarczy, że będą dobrze punktować indywidualnie. W naszym przykładzie rolę "Zidanes" pełni szóstka piłkarzy. Za zdobywanie bramek odpowiedzialność biorą Paweł Brożek i Marco Paixao - obaj bardzo drodzy, a jednocześnie mający pewne miejsce w składach Wisły i Śląska, gdzie zwyczajnie brakuje dla nich zmienników. W pomocy punktować ma duet Lecha Pawłowski-Hamalainen, z kolei w obronie ustawiamy Macieja Sadloka oraz Tomasza Brzyskiego - obaj są gwarantami gry ofensywnej, razem mają już w tym sezonie 9 asyst i 3 bramki. I tak doszliśmy do Pavones, u nas w tej roli Cifuentes, Kun, Gergel, Sochań oraz Powszuk. Pierwszego do Piasta sprowadził trener Garcia i do tej pory ufał mu bezwarunkowo, na w miarę regularną grę w młodziutkiej drużynie Pogoni może liczyć Kun, swoje minuty - wobec nieprzesadnie szerokiej kadry Górnika - wykręci też Gergel. Ostatnia dwójka większych szans na grę co prawda nie ma, ale też o to chodzi w prezentowanej jedenastce: punktować (i to solidnie!) mają liderzy, bramki i asysty autorstwa "Pavones" będą wartością dodaną. Rezerwa wygląda podobnie jak wspomniany duet: czwórka najtańszych na swoich pozycjach piłkarzy.



Sposób 2.: zrównoważony skład bez gwiazd

O ile nazwiska gwiazd robią na kibicach duże wrażenie (zwłaszcza gdy akurat właściciele owych nazwisk przychodzą do klubu), o tyle niewątpliwym minusem poprzedniej strategii jest strata dwóch punktujących miejsc w podstawowej XI i kolejne straty w razie, gdy któraś z gwiazd musi pauzować - nie zastąpią jej wtedy zawodnicy z ławki, bo siedzą na niej kupieni za pół miliona gracze bez szans na występ. Dlatego w tym przykładzie sytuację odwracamy - sięgamy po piętnastu zawodników kupionych za rozsądne pieniądze, z których każdy (poza rezerwowym bramkarzem) ma duże szanse na grę.

Jedynym piłkarzem kosztującym ponad 2 miliony jest Takuya Murayama (5 bramek w sezonie), pozostałych sprowadziliśmy za sporo mniejsze pieniądze, ale to nadal piłkarze gwarantujący zdobycze punktowe. Demjan po powrocie do Polski spisuje się znakomicie (4 gole, 3 asysty), Ślusarski jest podstawowym napastnikiem grającego z jednym wysuniętym snajperem Bełchatowa, Zieńczuk mimo zaawansowanego wieku ma już 4 asysty, a stan kadry Ruchu raczej nie pozwoli trenerowi myśleć o posadzeniu doświadczonego skrzydłowego na ławce. O pozycji Covilo w ogóle nie ma co się rozwodzić - to najlepszy letni transfer Cracovii i zdecydowane podium wszystkich ekstraklasowych zakupów poprzedniego okienka. Nieco ryzykowne mogą okazać się dopiero decyzje podjęte w defensywie - Wasiluk z Augustynem równie dobrze mogą błysnąć golem/asystą, co zaliczyć ujemne punkty za bramkę samobójczą lub czerwoną kartkę. Jednak wśród "budżetowych" obrońców to nadal dość rozsądne wybory.



Sposób 3.: wilk syty i Stilić ocalał

Również zrównoważona strategia budowy składu ma swoje minusy - o ile wartościowa ławka rezerwowych pozwoli uniknąć gorączkowych poszukiwań na rynku transferowym w sytuacji pauzy za kartki czy kontuzji, o tyle decydując się na zawodników ze środka stawki, pozbawiamy się możliwości zdobywania naprawdę dużych punktów. Kluczowymi dla końcowego rezultatu może się bowiem okazać 2-3 piłkarzy, za których zapłacimy więcej, ale ich koszt zwróci nam się z nawiązką w postaci worka bramek lub asyst. Tutaj ryzyko jest takie, że worek - jak to worek - może się nie rozwiązać.

Dlatego przyjąwszy tę taktykę, trzeba bardzo rozsądnie wybrać najdroższe nazwiska i bacznie przyglądać im się w kolejnych spotkaniach, reagując w razie potrzeby transferami - jeśli wpadną w dołek formy, ich zadań (jak w strategii nr 1) nie przejmą inni gwiazdorzy, bo ich po prostu w składzie nie będzie. W naszym przykładzie rolę koni pociągowych liderów pełnią Semir Stilić i Marco Paixao, czyli najdroższy pomocnik i trzeci co do wartości pieniężnej napastnik. Obaj, jeśli tylko będą zdrowi, znajdą pewne miejsce w swoich zespołach. Trudno sobie wyobrazić, by nawet w przypadku zmiany klubu w obrębie Ekstraklasy na ławkę miał powędrować Stilić, z kolei Śląsk po stracie Mili ma w ofensywie jeszcze mniej możliwości i również nie pozwoli sobie na odstawienie swojego najlepszego strzelca ubiegłego sezonu. Pozostali zawodnicy zostali dobrani tak, by niwelować ewentualne zniżki formy gwiazd. Obecność Zwolińskiego i Demjana pozwoli na grę trójką napastników. Czwórka pozostałych (poza Stiliciem) pomocników na pierwszy rzut oka nie robi dużego wrażenia, ale nie są to piłkarze bez asyst czy bramek w tym sezonie, w dodatku praktycznie w komplecie przydatni w swoich klubach. Więcej niż solidnie prezentuje się również obrona, a jedynymi piłkarzami, na których punkty nie mamy co liczyć, są tradycyjnie rezerwowy bramkarz i jeden z defensorów (Hołownia).



Co wybrać?

Budując swój zespół w Wygraj Ligę, warto skorzystać z utartej, ale rozsądnej zasady dobierania taktyki do posiadanych piłkarzy. Jeśli mamy jednego czy dwóch graczy, którym ufamy bezwarunkowo i chcemy oprzeć na nich drużynę, skorzystamy ze sposobu numer 3. Jeśli mamy zapędy tworzenia dream teamu - wybierzemy opcję numer 1. Jeśli zaś wolimy poświęcić wirtuozów techniki dla nieco mniej zaawansowanych, ale solidnych i regularnych żołnierzy, najbliższa będzie opcja druga. Niezależnie od tego, na co się ostatecznie decydujemy, warto pamiętać o jednym: bez regularnego śledzenia poczynań naszych podopiecznych dobrego wyniku nie wykręcimy. Nawet jeśli nie mamy zapędów do częstego dokonywania transferów, warto "pilnować" własnej jedenastki, dopasowując skład do najbliższych rywali - w tym, co może najistotniejsze, odpowiednio wybierając kapitana. W tej zabawie opaska kapitana to nie tylko honor, ale i podwójne zdobycze (lub straty!) punktowe.