Emigracja za pięknem

W Polsce nie możesz jechać cały dzień konno i cieszyć się samotnością. A patagońska pampa daje taką radość. Dlatego, gdy w wieku 44 lat wpadłem na pomysł wyjazdu do Argentyny na stałe, wydało mi się to powrotem do marzeń, a nie szaleństwem.

"Tylko dla dorosłych" w promocyjnej cenie - TUTAJ

Połowa października, a my siedzimy na balkonie, grzejąc się w słońcu i zasłaniając ekran laptopa przed promieniami, by lepiej widzieć zdjęcia. W niedzielne południe na warszawskich Bielanach polska jesień stanęła w konkury z widokami Rio Negro, prowincji na północy Patagonii. To miejsce przez siedem lat było dla Andrzeja Ziarki i jego rodziny małą ojczyzną. W Argentynie Andrzej pokochał fotografię, na szczęście z wzajemnością. Dlatego każdym zdjęciem zachwycam się jak pierwszym. Między ujęciami z grani, gdzie kondor krąży pod stopami fotografa, czy krajobrazem zasnutym pyłem wulkanu, który wybuchł 70 km od jego domu, widzę portrety argentyńskich znajomych. Niemiecko-słoweńskiej rodziny, która tak jak Dorota i Andrzej wybrała podnóże Andów na swoje miejsce do życia, gauchos, z którymi autor zdjęć pędził stada dzikich koni, popijał yerba mate i piekł wołowinę.

Na wielu fotach widać konie. Andrzej z czułością wymienia ich bajkowe imiona: Chacay - wzięte od wytrzymałego stepowego krzewu o tej nazwie; Apuwara - w języku Indian Ajmara "pan z gwiazd", i Regalon - od hiszpańskiego regalo, podarek, bo to faktycznie był prezent dla Doroty.

Nie brakuje też psów. Pilka (od nazwy miejscowości) - znaleziony przy drodze i cudem odratowany, drugi "kundel bury", oraz trzeci "szczeniak" - najmłodszy z przybłędów. Nim Andrzej wrócił do Polski, zadbał, by zostały w dobrych rękach. Ale głos mu się łamie, kiedy opowiada o swoim argentyńskim zwierzyńcu.

Dlaczego pojechałem do Argentyny

Od dziecka planowałem, że zwieję do Ameryki. Andrzej Ziarko, strażnik w parku Yellowstone - takie miałem marzenie. Dlatego wybrałem technikum leśne. Ale gdy zacząłem pracę w Tatrzańskim Parku Narodowym, tęsknota za Yellowstone osłabła. Groza granitowych ścian, piękno dolin, wspinaczka i narty dawały mi wystarczającą radość obcowania z przyrodą oraz wolność.

Szybko założyłem rodzinę i zacząłem wymarzoną pracę w Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Nie przestałem jednak rozmyślać o bezkresnych przestrzeniach. Polska jest piękna, ale nie możesz tu jechać cały dzień konno i cieszyć się samotnością, a patagońska pampa daje taką radość.

Dlatego, gdy w wieku 44 lat wpadłem na pomysł wyjazdu do Argentyny na stałe, wydało mi się to powrotem do marzeń, a nie szaleństwem.

W rękach dorosłych już dzieci mogłem zostawić firmę turystyczną, którą przez lata z ich pomocą budowałem. Zresztą dzięki Skype'owi miałem z nimi kontakt i mogłem doradzać i tworzyć kolejne programy wycieczek, siedząc w domu w Llao Llao. Tak melodyjnie nazywało się osiedle niedaleko ośrodka narciarskiego San Carlos de Bariloche.

Otoczony jeziorami kurort u podnóża Andów zyskał niefortunną promocję na rok przed moją pierwszą wizytą. W 1994 roku okazało się, że ponad 40 lat ukrywał się w nim Erich Priebke, szef gestapo we włoskiej Brescii.

Wysłuchał Wojciech Fusek

Cały tekst w nowym wydaniu magazynu "Tylko dla dorosłych". Magazyn już w sprzedaży.

magazyn "Tylko dla dorosłych"

Tekst z magazynu "Tylko dla dorosłych", edycja grudzień 2012. Nowy numer magazynu już w Empikach i dobrych kioskach - czytaj więcej!