"Zaginiony", czyli niezapomniany. Recenzja książki Conrada Ankera i Davida Robertsa

Co by się stało, gdyby jabłko, które spadło na głowę na głowę Newtona, spowodowałoby jego zgon, zanim fizyk zdążyłby przekazać światu prawo powszechnego ciążenia? Ile lat później ktoś inny ustaliłby wzór? Historia o jabłku, do dziś nie wiadomo czy prawdziwa, przeszła do legendy. Tak samo jak próba zdobycia szczytu przez George'a Mallory'ego i Andrew Irvine'a z 1924 roku, czyli 29 lat przed pierwszym wejściem Edmunda Hilary'ego.

W swojej książce ''Zaginiony. Rzecz o odnalezieniu George'a Mallory'ego na Evereście'' Conrad Anker i David Roberts zadają pytanie: czy istnieje cień szansy, że ubrany w wełniany sweter, kilka jedwabnych koszul i czapkę pilotkę George Mallory stanął na szczycie najwyższej góry świata. Twarde fakty mówią, że czekan należący do Mallory'ego lub jego partnera Andrew Irvine'a znaleziono na wysokości 8450 metrów.

120 metrów wyżej znajduje się drugi uskok grani, czyli prawie 30-metrowa pionowa ściana, której nie da się obejść. W 1975 roku pokonali ją chińscy alpiniści, którzy zabrali ze sobą aluminiowe drabiny. Ponad 20 lat później ścianę sprawdził Conrad Anker, czyli człowiek, który odnalazł ciało Mallory'ego. Anker to wybitny wspinacz, który na swoim koncie miał wtedy trudne przejścia w różnych miejscach świata. Nie udało mu się pokonać ściany klasycznie. W pewnym momencie musiał oprzeć nogę na drabinie.

To znacznie więcej wszystko, na co mogli się porwać wspinacze z Walii, w tenisówkach, na konopnych linach, bez haków i z "dżentelmeńską asekuracją (bez punktu asekuracyjnego założonego w skale) we wczesnych latach 20. - pisze Anker.

I w zasadzie tutaj powinny zakończyć się wszelkie spory o pierwszeństwo na Evereście, gdyby nie fakt, że przy ciele Mallory'ego nie odnaleziono kilku rzeczy, które miał zostawić na najwyższej górze świata. Oczywiście ich brak nic nie znaczy, bo mogły zginąć w wiecznych śniegach Everestu, ale...

Książka Robertsa dostarcza ogromnej wiedzy teoretycznej i praktycznej o wyprawach na Everest z początków XX wieku. To również mała biografia jednego z najwybitniejszych i śmiałych wspinaczy w historii, którego obsesja na punkcie Everestu uśmierciła kilka osób. Od Mallory'ego zawsze wiało wyjątkowością. Ponadprzeciętnie przystojny wspinacz elektryzował swoje otoczenie, które z uśmiechem na ustach znosiło jego kapryśną naturę. Los jakby wymógł na nim ostateczne starcie z Everestem, bo Mallory nie raz wychodził cało  z sytuacji, kiedy lina nie miała prawa utrzymać jego lecącego w przepaść ciała.

Roberts i Anker świetnie rysują obraz czasów, w których ludzie wspinali się bardziej wyobraźnią niż przy użyciu odpowiedniego sprzętu.

Cichym bohaterem książki jest sam Conrad Anker, którego górska intuicja i etyka stoją w opozycji do romantycznej i moralnie sprzecznej postaci Mallory'ego. Anker nie ucieka od odpowiedzialności za burzę, którą wywołało zdjęcie ciała Mallory'ego. Alabastrowe plecy przypominające bardziej antyczny posąg znalazły się na czołówkach gazet całego świata. Publikacja miała zapewnić uczestnikom wyprawy lepszą przyszłość.

Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, jak wysoko doszedł Mallory. Jeśli jednak jakimś cudem poznamy odpowiedź, to jego historia niewiele straci. Są dźwięki, których nie da się zagłuszyć.