Mistrzostwa Europy Formuły Windsurfing: Polanowski sięga po tytuł, Rutkowski tuż za podium

W Lipawie zakończyły się Mistrzostwa Europy Formuły Windsurfing. W klasie, w której niegdyś spektakularne sukcesy odnosili Wojtek Brzozowski czy Dorota Staszewska, Polacy wciąż należą do światowej czołówki.

Od pierwszego wyścigu jasne było, że w walce o najwyższe lokaty z pewnością liczyli się będą dwaj reprezentanci Polski: Michał Polanowski i Maciek Rutkowski.

Faktycznie: 34-letni Polanowski, były młodzieżowy mistrz świata, po trzecim dniu zmagań wysunął się na prowadzenie w zawodach. Po kolejnych wyścigach oddał co prawda prowadzenie Steve'owi Allenowi, ale w związku z tym, że Australijczyk nie jest brany pod uwagę w klasyfikacji mistrzostw Europy, to właśnie do "Polana" powędrował tegoroczny tytuł.

- Po ciężkiej walce udało się! Mieliśmy 14-wyścigów w różnych, ale zawsze trudnych warunkach, a walka była tak wyrównana, że wynik zmieniał się po każdym wyścigu. Niewiele brakowało, żeby także Maciek Rutkowski zdobył medal. Super jest razem walczyć o najwyższe miejsca! - powiedział pochodzący z Ciechocinka windsurfer.

Wspomniany Rutkowski zajął ostatecznie czwarte miejsce w klasyfikacji mistrzostw Europy. To bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę fakt, że koronną konkurencją 24-letniego zawodnika ze Słupska jest windsurfingowy slalom.

- W slalomie płyniemy po wyznaczonej trasie od boi do boi i walka jest bardzo szybka i bardzo bezpośrednia, a decyzję trzeba podejmować w ułamkach sekund. Tutaj dużo więcej jest taktyki, szachów na wodzie. Każdy płynie w swoją stronę i spotykamy się na znakach halsowych, jak w żeglarstwie. Mimo, że karierę juniorską spędziłem ścigając się głównie w Formule, to wygląda na to, że sporo z tych szachów już zapomniałem i dopiero pod koniec zawodów czułem się komfortowo. Z drugiej strony jak na imprezę, na której miało mnie w ogóle nie być, to i tak solidny wynik - komentuje Rutkowski, który na Łotwie wystartował w związku z odwołaniem kolejnego przystanku PWA World Tour w Turcji.

- O przerwie w pucharze świata w slalomie dowiedziałem się w czasie zawodów rozgrywanych na Fuertaventurze. Kiedy wylądowałem w Warszawie poprosiłem więc kolegę o spakowanie w Słupsku mojego sprzętu do Formuły i odebranie mnie z Okęcia. Tylko w ten sposób mogłem zdążyć na mistrzostwa Europy. To nie pierwsze logistyczne wyzwanie w mojej karierze, więc wszystko się jakoś udało - dodaje Rutkowski.

Udany występ zaliczyli także pozostali reprezentanci Polski. Filip Korczycki był 10, Wojciech Mroczyński 14, a Maciej Kłopociński 17.