Simone Moro: Kukuczka, Wielicki są dla mnie wzorem

- Zdjęcie Messnera wisiało nad moim łóżkiem jak miałem 12 lat. Teraz się przyjaźnimy, tak jak z Krzysztofem [Wielickim - red.], wciąż są dla mnie wzorem - powiedział wybitny włoski himalaista Simone Moro, który był gościem specjalnym 13. Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów w Gdyni.

Włoski himalaista przyjechał do Polski tylko na kilka godzin, by uczestniczyć w 13. Ogólnopolskich Spotkaniach Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów, gdzie odebrał nagrodę Kolosa 2010 w kategorii Alpinizm. Kapituła wyróżniła go za zimowe wejście, wraz z Denisem Urubko i Corym Richardsem, na Gasherbrum II - pierwszy ośmiotysięcznik zdobyty o tej porze w Karakorum.

Podczas spotkania z fanami w Gdyni opowiadał między innymi o swoich inspiracjach. Jerzego Kukuczkę podziwiał za romantyzm, Krzysztofa Wielickiego za skuteczność. Wspominał również nieżyjącego Piotra Morawskiego. Wzorem jest dla niego Reinhold Messner.

- Zdjęcie Messnera wisiało nad moim łóżkiem jak miałem 12 lat. Teraz się przyjaźnimy, tak jak z Krzysztofem [Wielickim - red.], wciąż są dla mnie wzorem - mówi Simone Moro.

43-letni Włoch Gasherbrum II zdobył w lutym 2011 r. Było to jego trzecie zimowe wejście na ośmiotysięcznik, po Shisha Pangma i Makalu.

- Na Gasherbrum II musiałem walczyć z lodowatym wiatrem. Z kolei większym wyzwaniem technicznym było Makalu. Jest wyższa od Gasherbrum II o 500 m, a to oznaczało, że musiałem być w strefie śmierci o jeden dzień dłużej. Shisha Pangma była trudna, bo była pierwszą z moich zimowych gór - wspomina Simone.

Włoski himalaista zaczynał swoją karierę od wspinaczki skałkowej. Każdego dnia, jeśli nie jest na wyprawie, dwie godziny przeznacza na bieganie. Pasjonuje się też lataniem. Jest pilotem śmigłowca.

- Chciałbym stworzyć w Nepalu śmigłowcową grupę ratunkową. Pomagałaby nie tylko wspinaczom, ale również miejscowej ludności. W tamte rejony nie dociera żadna pomoc medyczna, a najbliższy szpital jest odległy o wiele kilometrów - tłumaczy wspinacz.

Moro planuje zimowe wejścia na wszystkie najwyższe góry świata. Nie uważa się jednak za ryzykanta. - Za każdym razem, gdy poczuję, że ocieram się o śmierć - schodzę. Raz na Makalu zabrakło mi tylko 300 m do szczytu. Trzeba się bać, bo jeśli czujesz się bohaterem - umrzesz jak bohater. A ja żyję, by cieszyć się życiem - dodaje.

Wywiad z Simone Moro możesz przeczytać TUTAJ .