Wyprawa na Broad Peak: obóz III przestał istnieć

8 lutego - we wtorek - ruszyliśmy w górę z zamiarem spędzenia nocy w obozie III. Miała to być nasza ostateczna aklimatyzacja przed atakiem na szczyt... To, co zobaczyliśmy, przekroczyło nasze wyobrażenia.

Jeszcze 8 lutego w bazie panowało istne piekło. Mało kto wierzył, że w nocy się to zmieni, ale prognoza zapowiadała na 9 bezwietrzny błękit nieba. Coś niewiarygodnego, ale sprawdziło się.

W piękny poranek Artur Hajzer, Marcin Kaczkan, Krzysztof Starek, Robert Szymczak wyszli z bazy do obozu I i bez kłopotów dotarli do niego w godzinach południowych.

Na środę 9 lutego zapowiedziany był jednodniowy sztorm o sile wiatru do 125 km/h. Zakładaliśmy, że w drodze do obozu II, w  trzech czwartych osłoniętej turniami, na umiarkowanej wysokości 6000 m damy sobie z nim radę. I rzeczywiście. Dopiero 200 m przed samym obozem II warunki sztormowe trochę nami poniewierały. Niska temperatura ok. - 28 i silny wiatr - ok. 70 km/h wystawiły nasze kombinezony na poważną próbę (temp. odczuwalna -45)

Same strzępy

W obozie czekało nas duże, niemiłe zaskoczenie. Obóz II przestał istnieć... Ostatnie sześciodniowe załamanie pogody zamieniło obóz w same strzępy. Wiedzieliśmy, że huragan może połamać maszty w naszym namiocie, że może go podrzeć, ale zakładaliśmy, że wszystko, co jest w płachcie namiotu, ocaleje. Okazało się jednak zupełnie coś innego. Do liny poręczowej przypięty był zamiast namiotu tylko jego szmaciany skrawek. Nic nie przypominało, że to kiedyś był namiot. Brak było podłogi, wejść, czegokolwiek namiotopodobnego. Nie było niczego, w szczególności przepadły:

- śpiwory HiM Arctic Basic - 3 szt. ----------------------------- 3000 pln - butla tlenowa POISK - 1 szt. ----------------------------- 1500 pln - reduktor do butli - 1 szt ------------------------------ 1200 pln - namiot HiM Yeti Recidence - 1 szt ------------------------------ 1200 pln - karimaty - 3 szt ------------------------------ 200 pln - maszynka Jet Boil - 1 szt ----------------------------- 300 pln - maszynka Markill - 1 szt ------------------------------ 200 pln - zegarki Suunto i Garmin - 2 szt.-------------------------------1500 pln - depozyty osobiste - kpl ----------------------------------1000 pln - żywność i gazy - kpl ---------------------------------- 300 pln ========================= RAZEM .............................9 400 pln * (wartości mogą odbiegać od oficjalnego protokołu dla potrzeb księgowości PZA)

Wiatr, który zniszczył obóz II musiał mieć siłę co najmniej 200 km/h.

Zalążek CIII na CII

Mieliśmy na swoich plecach zalążek obozu III, wiedzieliśmy więc, że tą noc w nieistniejącym obozie II jakoś przetrwamy. Mieliśmy namiot  i szturmowe śpiworki. Ubrani byliśmy w kombinezony. Na śmieciowisku CII znaleźliśmy parę gazów. Mieliśmy ze sobą jeden - na czterech - karimat. Nie było źle... Poprawiliśmy platformę i zabraliśmy się do rozstawiania namiotu. Wiatr przybrał na sile do 80 km/h. Mieliśmy duży "turystyczny" czteroosobowy namiot Denali Pro, a nie szturmowy szybko rozstawialny Yetis Recidence. Jego rozstawienie w tych warunkach wymagało ekstra logistyki, specjalnej narady.

Zaraz po rozwinięciu namiotu wewnętrznego wskoczył do niego Marcin Kaczkan i rozpostarł się na jego podłodze niby ośmiornica tak, by nam namiotu nie wyrwało w przepaść. Po kilkunastu minutach wszyscy byliśmy w namiocie - z lekka wychłodzeni i trochę wystraszeni. Plecami oparliśmy się o wiatr i tak jakoś trwaliśmy. Po ok. godzinie postanowiliśmy coś robić, jakoś się ogarnąć. Było ok. 17.00. Stopiliśmy resztki lodu - po nowy nikt nie chciał iść. Zadzwoniliśmy prewencyjnie do naszego opiekuna od pogody Karla Gabla. Ten nam niestety powiedział, że w nocy siła wiatru wzrośnie, i że prognoza pogody się zmienia - już 11 lutego w piątek (a nie w sobotę) zacznie się kolejne załamanie pogody. Zacznie się, bo to co jest teraz, to nie jest załamanie. To standard.

Dojść jak najwyżej

Ok. 22 Krzysiek Starek na ochotnika wyszedł na zewnątrz wyrąbać więcej lodu, a o 7 rano Marcin Kaczkan po więcej znaleźnego gazu.

Rano następowały trudne chwile decyzji. Co dalej? Robert Szymczak, Artur Hajzer, Krzysztof Starek zdecydowali się iść w górę, by zdobyć jak największą wysokość, jaką się tylko da. Po tym biwaku o zakładaniu obozu III nie było mowy. Marcin Kaczkan, który był już wcześniej na ok. 6500 m, zadeklarował się zająć obozem II i pracować przy jego totalnym zabezpieczeniu, tak by go więcej nie zwiało.

Wyszliśmy dopiero o 9.30. Krzysiek Starek osiągnął 6500 m, Robert Szymczak - 6900 m, Artur Hajzer - 6800 m. Podejście trwało do godziny 15. O tej porze nastąpić musiał odwrót. W późnych godzinach wieczornych - ok. 20.00 - Artur Hajzer i Robert Szymczak jako ostatni zdołali powrócić do bazy.