Wyprawa na Broad Peak: Idziemy, mimo że wieje strasznie

Mimo że nie poprawia się za szczególnie, jutro ruszamy. W pierwszym rzucie Artur, Doktor, Marcin i Krzyś. My dzień po nich. Plan przewiduje doczołgać się bez względu na warunki do CIII. Zobaczymy, czy się uda. Wracamy ok. piątku, bo pogoda ma się zepsuć jeszcze bardziej.

Wieje strasznie. Martwimy się brakiem depozytu helikopterowego, który został wykorzystany i wierzymy, iż stosowne służby spowodują, że podczas naszej kolejnej próby dotarcia do C3 będziemy mieli zapewnione zaplecze do odwrotu.

Karakorum: Fatalne warunki w drodze na Broad Peak

Wiatr daje nam się we znaki również w bazie, dzisiejszej nocy odleciał namiot toaletowy, powrócił już na swoje miejsce, ale wzmagający się huragan już pracuje nad kolejnym odlotem. Bazę zawiewa śnieg, tworzą się zaspy, mesą rzuca jakbyśmy płynęli łódką, a nie byli przytwierdzeni do lodowca setkami kilogramów kamieni.

Karakorum: czwarty dzień wichury

Zabijając nudę i organizując czas wolny (na razie innego tu nie ma) zorganizowaliśmy Wielki Turniej Szachowy. Zwycięstwo przypadło Rafałowi.

Kolejną rozrywką jest dziurawienie 15-metrowego pionowego lodowego seraka obok Bazy, ćwiczymy poruszanie się w twardym i kruchym jak szkło lodzie, niektórzy trenują także loty z seraka - na szczęście bezpieczne. Ilości nawiewanego śniegu budzą naszą troskę o liny poręczowe - od ich stanu będzie zależała szybkość następnego wyjścia do C3.