Dzień z życia bazy pod Broad Peak

- Ano właśnie, jak wygląda dzień w bazie? Jest kąpiel i pranko, wyprawa na pocztę i rozrywka: badania lekarskie. A wszystko przy temperaturze wahającej się między -15 a -25 stopni Celsjusza. Relacja Artura Hajzera, szefa polskiej wyprawy na Broad Peak, jeden z trzech niezdobytych zimą ośmiotysięczników w Karakorum.

Najpierw jest przebudzenie, nie za wcześnie, budzimy się po 8. Wilgotna twarz, jak ktoś śpi w chustce naciągniętej na nos, to ona jest mokra. A wszystko to, czego dosiągł nasz oddech - to szron. Mamy srebrny kołnierz śniegu wokół szyi, który osiadł na śpiworze. Wstajemy. Ubieranie to rekord świata, kilka sekund i mamy nałożone puchy, polary, czapki i rękawice. Jeszcze tylko trzeba wyłowić z czeluści śpiwora butlę (nazwijmy ją toaletową), czyli camele i butelki grzejne. Trzeba to wylać - bo zamarznie i pęknie, i do mesy. Mosin czeka z wodą do mycia, co chwila ją uzupełnia - inaczej lód do drinków w 15 minut. I już siedzimy w mesie. Tu ciepełko, grzejnik hula już od kilku godzin, na termometrze plus 5 stopni.

Śniadanko, czyli jajka a'la Al Kaida

Śniadanie - wkraczają ciapaty, i jajka, ale nie zwykłe. To jajka a'la Al Kaida. Jajka granaty, które uległy wybuchowi podczas gotowania, rano były przecież lodowymi bryłami, a wrzucone do wrzątku - eksplodowały. Cóż, jesteśmy przyzwyczajeni.

Po śniadaniu - mycie zębów. Jeśli ktoś nie pomyślał o tym zaraz po obudzeniu - nici, pasta nie wyjdzie z tuby ani prośbą, ani groźbą, potrzebny wrzątek. Pora na łączność, piszemy maile. Zaraz, zaraz, najpierw laptop pod polar albo nad piecyk, musi odmarznąć, inaczej nie da się go włączyć. Więc piszemy, a potem wycieczka, na pocztę. Mamy tu urząd pocztowy Goldwin Austen, położony z kilometr od bazy - tam jest zasięg, tam jest też namiot, karimata i palnik z butlą, po dojściu trzeba namiot rozgrzać, inaczej Began zamarznie zanim maile wyjdą. Po dwóch, trzech godzinach wracają listonosze - możemy poczytać, co tam w kraju i na świecie.

Brudasy do mycia - kąpiel!

To jest jazda. Parę godzin wcześniej w namiocie kąpielowym pali się maszynka, grzeje się woda. Brudas wchodzi, staje na karimacie, bo na ziemi lód, bierze wodę i w kłębach pary musi się polewać, czas jest ważny, jak ma mydło w płynie to jeśli nie pomyślał wcześniej - guzik, potem szybkie wycieranko i koniec, ale uwaga, karimata jeździ po lodzie. Aby wody nie marnować, można zrobić pranko. Uprane skarpetki wywieszone gdziekolwiek zamarzają od razu, proces suszenia trwa dłuuuugie dni.

Lunch: albo koza, albo jak

Po jajkopodobnym śniadaniu - tuż po południu - lunch. Albo koza, albo jak, albo i jedno, i drugie, ryż, albo makaron. Należy pamiętać o keczupie, musztardzie i majonezie, one też zamarzły. Był dobry zwyczaj - pod stołem stał piecyk i wszystko odmarzało, ale raz stół się o mało nie zapalił, a piecyk się zepsuł. I o chęci posmarowania keczupem mięska trzeba pomyśleć wcześniej.

Rozrywka - doktor poznaje zawartość naszych ciał

Tu wiecznym KO jest doktor, ma sporttester i założył każdemu zeszycik, i gania nas na badania. Jest w bazie schodek, na który musimy wchodzić na tempo, które nam podyktuje.  A on mierzy puls i sprawdza, jak to znosimy. Ma też wagę, która nie lubi zimna, ale jak ją rozgrzeje, to musimy się rozbierać, by doktor poznał zawartość naszych ciał, ile wody, ile tłuszczu itd, itp.

O 15:35 zachodzi słońce. I zamiast -15 robi się przeważnie -25. Wtedy wszyscy złażą się do mesy. Tu szachy, książki i kolacja, tutaj też jeden z ponad 300 filmów, które zabrał Jarek, codziennie jeden. Ale najpierw - elektrownia. Mamy Hondę, którą trzeba odpalić, ciągniemy więc za sznurek, by ją powołać do życia, a olej w silniku, jak keczup - prawie zamarznięty. Walki trwają, ale wreszcie mamy prąd.

Wieczór - nie dotykaj śpiwora dłonią

Spać idziemy różnie, ale przeważnie ok. 22:00. Ważne, by to zrobić szybko. Mosin przynosi nasze butle napełnione gorącą wodą, te lądują w śpiworach jako rozgrzewacze. Ważne, by śpiwora nie dotykać dłonią bez rękawic, można się odmrozić. Dopiero jak ulokujemy się wewnątrz, można odetchnąć. Bo wtedy naszym ciepłem rozgrzewa się też i śpiwór. Chusta na nos - bo inaczej na wąsach sople niczym jaskiniowe stalaktyty, i spać. Butla toaletowa w pogotowiu, bo siusiu prawie pewne. To też jest sztuka: jak to zrobić leżąc ciasno w dwóch śpiworach?

Ekipa spod Broad Peaka składa serdeczne gratulacje Denisowi, Simonowi i Core za wejście na Gaschebruma II !