Gasherbrum I. Adam Bielecki: to okno pogodowe było naprawdę wymarzone

- Atak szczytowy przeszedł dosyć sprawnie, chociaż nic tego tak naprawdę nie zapowiadało - powiedział Adam Bielecki, zdobywca ośmiotysięcznika Gasherbrum I, na konferencji prasowej, która odbyła się 30 marca w warszawskim Centrum Olimpijskim.

- Pod dużym znakiem zapytania była kwestia tego, czy w ogóle dotrzemy do bazy - mówiła Agnieszka Bielecka.

Uszkodzony most na drodze do Askole, trudności techniczne na ice fallu, zawalone plateau na szlaku do obozu I, załamanie pogody, huraganowe wiatry, zakończona niepowodzeniem pierwsza próba ataku szczytowego. To trudności z jakimi borykali się himalaiści.

Karawana do bazy

Przygotowania wyprawy dobiegły końca 15 stycznia. Agnieszka Bielecka, Adam Bielecki i Janusz Gołąb pod kierownictwem Artura Hajzera ruszyli z pakistańskiej miejscowości Skardu do Askole, skąd rozpoczęła się karawana do bazy.

- Wydawało się, że uszkodzony most wiszący nie da nam szans na przejazd, ale na szczęście Janusz Gołąb wykazał się talentem ciesielskim i naprawił most - relacjonowali wspinacze. - W ciągu sześciu dni udało nam się sprawnie dojechać do bazy - dodała Agnieszka Bielecka.

Trudna droga na szczyt

Pierwszy raz zespół wyszedł do góry 21 stycznia, z zamiarem założenia jedynki. Jednak, po dotarciu na wysokość 5700 m, dalszą drogę uniemożliwiło zawalone plateau. Himalaiści zostali zmuszeni do odwrotu. Ostatecznie obóz I na wysokości 5930 metrów założyli 26 stycznia Adam Bielecki, Ali Muhhamed i Shaheen Baig. Do dwójki na Przełęczy Gasherbrum La, na wysokości ok. 6450 m Adamowi Bieleckiemu udało się dotrzeć 1 lutego. Natomiast 9 lutego Adam Bielecki i Janusz Gołąb zdołali założyć obóz III na wysokości 7040 m n.p.m. Tym samym, zakończył się proces aklimatyzacji. Zespół był gotowy do ataku szczytowego, ale dalszą wspinaczkę uniemożliwiła pogoda. Z powodu pogarszających się warunków, wspinacze musieli zejść do bazy.

- Życie w bazie było wypełnione przede wszystkim rutyną, trochę nudą - mówiła Agnieszka Bielecka.

Silne wiatry, przez około dwa tygodnie, uniemożliwiały akcję górską powyżej 6000 m n.p.m. Działania himalaistów ograniczały się do przenoszenia ładunków szturmowych do jedynki.

Próba ataku

Pierwsza próba ataku szczytowego miała miejsce 25 lutego. Artur Hajzer, Adam Bielecki, Janusz Gołąb i Shaheen Baig dotarli tego dnia do obozu I. Mimo, że między 27 a 28 lutego zapowiadano silne wiatry, prognozy dawały szansę na zaatakowanie szczytu 28 lutego. Tak więc himalaiści próbowali przedrzeć się do trójki. Zespół zdołał dotrzeć na wysokość 6650 m n.p.m., ale po nieudanej akcji w Kuluarze Japońskim, wszyscy wrócili do bazy.

W tym samym składzie, wspinacze 6 marca ponownie ruszyli do obozu I. Dzień później udało im się dojść do dwójki. Dalszą akcję górską w Kuluarze Japońskim wstrzymał bardzo silny wiatr. Ostatnią szansę na atak szczytowy dawały optymistyczne prognozy na 8 i 9 marca. Okno pogodowe pozwoliło Adamowi, Januszowi i Shaheenowi 8 marca osiągnąć obóz III. Hajzer natomiast został w dwójce. Bielecki i Gołąb podjęli decyzję, że do ataku szczytowego przystąpią w nocy z 8 na 9 marca.

- Trzeba przyznać, że mieliśmy wyjątkowe szczęście. To okno pogodowe było naprawdę wymarzone - powiedział na konferencji Adam Bielecki.

Na szczycie

9 marca ok. godz. 08:30 czasu lokalnego to właśnie Adam Bielecki i Janusz Gołąb dokonali pierwszego zimowego wejścia na Gasherbrum I (8068M n.p.m.) w Karakorum, w Pakistanie. Szczyt ten zdobyli tzw. drogą japońską, od strony północno-zachodniej. Na wierzchołek wspinali się w stylu alpejskim, bez korzystania z butli tlenowych. Było to drugie w historii zimowe wejście na ośmiotysięcznik w Karakorum.

Himalaiści na szczycie przebywali zaledwie kilka minut. Zdobywcom zależało na tym, by jeszcze tego samego dnia wrócić do obozu II, ponieważ prognozy zapowiadały pogorszenie pogody w godzinach popołudniowych.

- Bardzo szybko zaczęliśmy schodzić. wiedzieliśmy, że około godz. 12.00, 14.00 pogoda się zepsuje - mówił Adam Bielecki.

Jeszcze tego samego dnia, około godz. 17.00 Adam i Janusz wrócili do dwójki, gdzie czekał na nich szef wyprawy Artur Hajzer oraz Shaheen Baign. Kolejnego dnia, 10 marca wszyscy dotarli z powrotem do bazy. Zdobywcy czuli się dobrze, ale ze szczytu przynieśli odmrożenia. Janusz odmroził sobie nos a Adam palucha.

Właśnie ze względu na odmrożenia, wspinacze nie chcieli ryzykować schodzenia po lodowcu. Samodzielne zejście mogłoby pogłębić odmrożenia, dlatego też zespól oczekiwał na helikoptery. Adam i Janusz bazę na lodowcu Abruzzi (5030 m n.p.m.) opuścili 15 marca, skąd zostali przetransportowani do miejscowości Skardu. Jak podkreślał Artur Hajzer, był to tylko transport medyczny, a nie akcja ratunkowa. Kierownik wyprawy oraz Agnieszka Bielecka bazę opuścili dzień później. Cały zespół do kraju wrócił w niedzielę 25 marca.

- Bo kiedy wiele i lody zwodzą, Gołąb, Bielecki nie zawodzą - żartował na koniec Artur Hajzer.

Zobacz relacje z zimowej wyprawy Polaków na Gasherbrum I!