Polacy wkrótce atakują Gasherbrum I

Polscy wspinacze pod kierownictwem Artura Hajzera przygotowują się do zdobycia Gasherbruma I. Himalaiści atak szczytowy planują na 28 lutego. Natomiast w niedzielę 26 bazę szturm rozpoczął międzynarodowy zespół  Gerfrieda Göschla.

Dołącz do nas na Facebooku

Atak szczytowy coraz bliżej

- Dzisiaj o świcie cały zespół to jest Adam, Artur, Janusz and Shaheen wyszedł do obozu I, do którego dotarli w godzinach popołudniowych. Wiatr w obozie I był silniejszy niż zapowiadały prognozy, jednakże, chłopakom udało się rozbić namiot i spędzają bezpiecznie noc w obozie pierwszym. Na dzień dzisiejszy wszelkie prognozy zapowiadają okno pogodowe na dzień 28 lutego, jednakże 26 - 27 lutego zapowiadają również silny wiatr, jeżeli wiatr nie będzie przeszkodą w dotarciu 27 lutego do obozu III, na 28 lutego zespół planuje atak szczytowy. Jutro o świcie wyjście w górę planuje również międzynarodowy zespół Gerfrieda, baza raz jeszcze się wyludnia - relacjonowali Polacy w sobotę 25 lutego.

Huragan w bazie i salto Janusza Gołąba

W ostatnich dniach obie wyprawy doznały poważnych szkód ze względu na szalejące pod Gasherbrumem I huraganowe wiatry. Team Gerfrieda Göschla, w którego składzie jest dwóch Polaków - Tamara Styś i Darek Załuski w roli operatora, stracił 3 namioty. Inne trzy zostały uszkodzone. W zespole Artura Hajzera huragan najbardziej dał się we znaki Januszowi Gołąbowi, który, razem z namiotem, wykonał salto na odcinku 4 metrów.

- Wiejący w bazie huragan przesunął po lodowcu wrak helikoptera MI17 o 20 metrów. Druga atrakcja to salto, jakie wykonał z namiotem Janusz Gołąb - pełny obrót do tyłu, w powietrzu na odcinku 4 metrów. Zdarzyło się to o 8.00 rano zaraz po przebudzeniu, Janusz był jeszcze w śpiworze. Salto owo wykonał razem z całym namiotem. Instynktownie podczas lądowania zdołał po omacku złapać się za duży kamień, co uchroniło go przed upadkiem z moreny do kieszeni lodowca. Moment, gdy Janusz z namiotem wisi nad uskokiem, został przypadkiem uchwycony w obiektywie kamery Darka Załuskiego. Przez rozerwaną podłogę namiotu wywiało niestety część dobytku. Poza rzeczami wywianymi z namiotu Janusza mieliśmy jeszcze kilka innych strat, mianowicie: zwiało nam namiot magazynowy, zniszczony został namiot Shaheena, w paru miejscach rozerwało suwaki oraz grubą tkaninę namiotu mesy. Gdyby nie natychmiastowa reakcja kilku osób nasza mesa odleciałaby w dół lodowca Baltoro. Trzeba przyznać, że nie było łatwo utrzymać ją w miejscu. Dziury w namiocie doraźnie zostały połatane płachtami, a namiot został uznany za stracony, jednakże Agnieszka - ekspert szwów żeglarskich - przywróciła mesę do stanu używalności, pomimo trwającego huraganu - przekazali Polacy.

Relacje z wyprawy Polaków na Gasherbrum I możesz przeczytać TUTAJ.