Nie żyje ikona wspinaczki

Patrick Edlinger, pionier solowej wspinaczki sportowej, nie żyje. Informacja o jego śmierci pojawiła się na portalach w sobotę wczesnym rankiem, jednak 52-letni Francuz zmarł dzień wcześniej - 16 listopada 2012. Na razie przyczyna nie jest znana.

Choć Patrick wycofał się z ekstremalnej wspinaczki w 1995 roku, po groźnym upadku (8 metrowy lot zakończył się utratą przytomności i akcją reanimacyjną jeszcze pod ścianą) do dziś pozostaje jedną z najbardziej kluczowych postaci w rozwoju wspinaczki.

Le Blond - taki miał pseudonim - w charakterystycznych bardzo krótkich luźnych spodenkach i długich włosach związanych chustką, wyznaczał nowe granice wspinaczki na czubkach butów i końcach palców. Taki tytuł miał też jeden z najsłynniejszych filmów z jego udziałem: "Life at your fingertips" - "Życie na koniuszkach palców". Tacy wspinacze jak Edlinger, Catherine Destivelle, Jean-Claude Droyer trafili na niezwykły moment i go wykorzystali. Rozwój sprzętu wspinaczkowego - buty podklejane specjalna gumą, wprowadzenie magnezji, sprzęt do asekuracji (przydatny też ekipom filmowców i fotografów) jak również rozwój techniki filmowej (pierwszy etap miniaturyzacji kamer) spowodowały, że tysiące ludzi mogły oglądać wyczyny wspinaczy. Zaczęło rosnąć zainteresowanie pojawiły się pieniądze, sława.

Jednym z przebojów był dokument "Opera vertical", w którym kamery śledzą każdy ruch wspinającego się po pionowej ścianie wąwozu Verdun (Francja) Edlingera. Wspinacz, bez koszulki i wyjątkowo nawet bez butów, kocimi ruchami przesuwał się płynnie metr po metrze do góry, czasem tylko smarując końce palców u rąk i nóg magnezją.

Widz mógł zobaczyć coś, w co - podczas ustnej relacji, nawet podpartej zdjęciami - trudno byłoby uwierzyć. Każdy metr pokonanej przez Edlingera ściany był dla nieruchawego mieszczucha zbyt trudny nawet do tego, by chwilę się na nim utrzymać. Wspinacz natomiast, w baletowych, kocich, gimnastycznych ruchach płynął do góry. Wrażenie estetyczne to jedno a świadomość, że błąd może spowodować lot do podstawy tworzyły razem niezwykłą mieszankę emocji.

Dziś takich filmów mamy tysiące, niemal każda szanująca się marka Marmott, Salewa, The North Face, Dynafit starają się tworzyć etiudy mrożące krew w żyłach ale kiedyś to było nowe nowatorskie inne?

poza tym trudności jakie wtedy pokonywał Francuz, do dziś budzą szacunek 7b (solo, bez asekuracji), 7b+, 7c.

Tak rodziła się legenda wspinaczkowej ekstremy, tak rozwijał się nowy nurt sportów ekstremalnych. Edlinger był ich ikoną. Jego sława szybko dotarła też do Polski, choć - uwaga dla młodych - nie było wtedy jeszcze sieci Internetu. Edlinger nie tylko wspinał się w sposób ekstremalny ale tak też żył. Wybierając los nomada jako jeden z pierwszych przemieszczał się po świecie realizując nowe projekty w skalnych ogrodach i na drogach wielkościanowych. Dziś - znów, tak jak w przypadku filmów - to nic nadzwyczajnego. Sa sponsorzy, miejsca, jest cały przemysł organizujący takie życie ale kiedyś, to było inne nowe wyjątkowe.

Kilka tygodni temu widzieliśmy triumfalny powrót do zbiorowej świadomości gwiazdy B.A.S.E jumpingu lat 80-tych Felixa Baumgartnera. Patrick Edlinger, po latach życia w cieniu, też planował znów stanąć w świetle reflektorów - może nie tak spektakularnie jak Austriak. Miał pojawić się w przyszłym tygodniu na festiwalu filmowym w Grenoble. Nie udało się tym razem, niestety.