Ekspedycja Amundsena wciąż rozpala wyobraźnię. Mija 105 lat od zdobycia bieguna południowego

W 1911 roku Roald Amundsen zatknął narodową flagę na biegunie południowym. Wielka wyprawa norweskiego odkrywcy okazała się takim wyczynem, że do dzisiaj powtarzać ją próbują kolejni śmiałkowie

Jeszcze w XVIII w. nikt nie był pewien, czy Antarktyda istnieje naprawdę . Nie o niej marzył zresztą Roald Amundsen , gdy w 1909 r. rozpoczął przygotowania do wyprawy na... Północ. Kiedy dotarła do niego wiadomość, że biegun północny został już zdobyty przez Amerykanina Roberta Peary'ego, Amundsen w mgnieniu oka zmienił destynację i postanowił udać się w przeciwnym kierunku! Norweg obawiał się, że zmiana planów "za pięć dwunasta" spowoduje cofnięcie rządowych dotacji, postanowił więc nie zdradzać nikomu, że zmodyfikował nieco cel ekspedycji.

Nie chciał przecież być drugi - musiał być pierwszy! Swojej załodze prawdę zdradził dopiero, gdy okręt dotarł do Madery. Zaoferował wtedy marynarzom możliwość opuszczenia Fram . Nikt nie zdecydował się jednak na zejście ze statku. Wyprawa Amundsena musiała jednak mierzyć się też z ludzkim zagrożeniem - inną wyprawą, na czele której stał Anglik Robert Scott .

Roald Amundsen i Robert F. ScottRoald Amundsen i Robert F. Scott Fot. Profimedia Roald Amundsen i Robert Scott, Fot. Profimedia

Amundsen okazał się znakomitym logistykiem i organizatorem. Nauczony błędami poprzedników, polarny atak zaplanował w najdrobniejszych szczegółach. Zdawał sobie sprawę, że w tak skrajnych warunkach każdy zabrany lub niezabrany kilogram bagażu i gram pokarmu może okazać się decydujący. Polarnik przygotowywał się do tej przygody całe życie. Posiadał obszerną wiedzę wyniesioną z opracowań specjalistów, przeprowadzał rozległe analizy i wyciągał wnioski z dotychczas popełnionych błędów. Miał szczęście i nie wykonał fałszywych ruchów, które jego angielskiego rywala doprowadziły do śmierci na lodowym pustkowiu.

Obaj korzystali z zapisków Ernesta Shackletona , którego w 1909 r. od bieguna południowego dzieliło zaledwie 180 kilometrów . Irlandczyk musiał zawrócić z powodu braku żywności. Scott podążył mniej lub bardziej śladami poprzednika, natomiast Amundsen uznał, że nie jest to plan doskonały. Norweg prawidłowo odgadł, że Zatoka Wielorybia, stanowiąca wyrwę w Lodowcu Szelfowym Rossa, stanowi bezpieczne, odpowiednie miejsce do założenia bazy. Właśnie tutaj zacumował Fram. Amundsen znalazł się bliżej celu, a do tego w miejscu obfitującym w zwierzynę, co uratowało załogę od śmierci głodowej.

Fram Museum w Oslo, zdj. Sony Xperia

Błyskawicznie wyrosła tam mała norweska wioska. Obok głównej bazy rozstawiono rzesze namiotów, w których przechowywano żywność i sprzęt. Pod domem wydrążono warsztat i przechowalnię. Wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie wcześniejsza wyprawa Amundsena przez Przejście Północno-Zachodnie (Norweg również pokonał je pierwszy, choć zrobił to w paru etapach), podczas której Eskimosi nauczyli go paru sztuczek, m.in. obróbki lodu i szycia ciepłych ubrań ze skóry reniferów. Kluczową nowinką okazał się jednak psi zaprzęg .

Fram Museum w Oslo, zdj. Sony Xperia

"Główna różnica między wyposażeniem wyprawy mojej i kapitana Scotta polegała na tym, że ja zabierałem psy, on zaś kucyki. Słyszałem już dawniej, że Scott w oparciu o doświadczenia własne i Shackletona doszedł do przekonania, iż na lądolodzie mandżurskie kucyki są lepsze od psów. Wśród ludzi znających się na psach eskimoskich nie byłem na pewno jedynym, który zdumiał się, usłyszawszy tę opinię" - można przeczytać w dzienniku Amundsena. Scott miał do dyspozycji kucyki, które okazały się na dłuższą metę nieprzydatne (również jako pokarm) i sanie motorowe, które odmówiły posłuszeństwa w wyniku zetknięcia z ekstremalnymi temperaturami.

"O ile bowiem zrozumiałem dobrze Shackletona, nie ma mowy o wciągnięciu kucyków po stromych i spękanych urwiskach górskich lodowców. Niewątpliwie, przykro byłoby pozostać bez siły pociągowej przebywszy zaledwie czwartą część drogi; znacznie lepiej dysponować siłą pociągową przez cały czas podróży" - pisał (słusznie) przekonany o swojej racji Amundsen. Norweg doszedł do wniosku, że w tych warunkach idealnie sprawdzą się psy.

Fram Museum w Oslo, zdj. Sony Xperia

"Takie niewielkie stworzenie łatwiej przechodzi przez liczne mosty śnieżne, nie do ominięcia na pociętych szczelinami lodowcach. Jeśli pies wpadnie nawet w szczelinę, to nie ma jeszcze nieszczęścia: po prostu łapie się go za kark i wyciąga. Zupełnie inaczej ma się sprawa z kucykiem. To stosunkowo duże i ciężkie zwierzę zapada się oczywiście znacznie częściej, a gdy się takie nieszczęście zdarzy, wyciąganie jest robotą trudną i ciężką. A cóż dopiero, gdy uprząż się zerwie i kucyk leży na dnie trzystumetrowej szczeliny!" - zapisał. Amundsen był bezlitosny. Doskonale wiedział, że psy lepiej sprawdzą się też jako pożywienie i przygotował plan, "którego psa którego dnia powinno się zastrzelić, gdy przestanie być przydatny jako zwierzę, a zacznie jako prowiant. Wyliczenia sprawdziły się niemal co do dnia i psa".

Fram Museum w Oslo, zdj. Sony Xperia

Po solidnych przygotowaniach i kilku pojedynczych wypadach, które pozwoliły na umieszczenie na trasie zapasów, wreszcie można było zaatakować. 20 października 1911 r. pięć osób, 52 psy i cztery sanie wypuściły się z bazy. Kolejne odcinki pokonywano wzorowo. Psy spisywały się bez zarzutu. Naturalnie, nie był to spacerek, ale 14 grudnia 1991 r. biegun południowy został zdobyty! Po odpoczynku i przeprowadzeniu wszelkich niezbędnych badań, Amundsen zarządził odwrót.

Scott i jego towarzysze dotarli na miejsce spóźnieni o ponad miesiąc, 17 stycznia 1912 r. Nie mieli już koni ani maszyn, sami musieli ciągnąć obłożone sanie. Ich ducha ostatecznie dobiły dowody wcześniejszej obecności Norwegów. Wycieńczeni, wymarznięci i głodni Anglicy nie zdołali wrócić do domu. Zmarli na lodowym pustkowiu.

A Amundsen? Finał wyprawy dowiódł tego, że miał rację oraz tego, jak doskonale przygotował się do ekspedycji. Jeszcze w 1909 r., dopiero planując podróż, zaznaczył, że 25 stycznia 1912 r. powinien znaleźć się z powrotem w bazie. Jak się okazało, miał rację co do dnia!