Nanga Parbat. Moro zmienia strategię? Txikon, Nardi i Sadpara czekają na okno pogodowe

Już tylko dwa zespoły zostały w bazie Diamir Nanga Parbat. Teraz przed nimi próba cierpliwości, bo przynajmniej do 4 lutego nie ma szans na atak szczytowy.

W niedzielę w południe bazę pod Nanga Parbat opuścili Tomasz Mackiewicz i Elizabeth Revol. Działali na drodze Messner-Messner-Eisendle- Tomaseth. Dotarli do wysokości 7500 metrów i byli gotowi na atak szczytowy. - Było zbyt zimno, jeszcze nigdy czegoś takiego tutaj nie przeżyłem. Mróz sparaliżował naszą wolę - mówi Mackiewicz, który pod Nangą spędził sześć zim z rzędu. - Ta była ostatnia, już więcej tu nie przyjadę - deklaruje.

Wcześniej bazę opuścili Adam Bielecki i Jacek Czech. Po stronie Rupal wyprawa Nanga Dream dotarła do 7500 metrów. Wygląda na to, że na tym poprzestaną i na początku lutego zakończą ekspedycję.

W bazie Diamir jest jednak ciekawie. Dziś rano w górę wyszli Simone Moro i Tamara Lunger. Z jakim planem? Czekamy na ich zejście, ale wydaje się, że poszli zlikwidować swoje obozy. Nad Nangą zaczyna wiać i ma nie przestać przynajmniej do 4 lutego. Droga Messner-Messner-Eisendle-Tomaseth po tym okresie może być zbyt trudna do wspinaczki.

Co więc zrobią Moro i Lunger? Nie mają wiele opcji. Najlepszą wydaje się wspinaczka drogą Kinshoera. Tylko że to nie takie proste - ta droga została zaporęczowana przez zespół Alexa Txikona, Daniele Nardiego i Alego Sadpary do wysokości 6700 m. Włosi teraz skorzystaliby z tej pracy. - Czekamy na okno pogodowe, jesteśmy w stanie zaatakować podczas kolejnego wyjścia - mówi Nardi.

Czy Moro i Lunger pójdą z nimi? Zespoły muszą się w tej kwestii dogadać.

Partnerami wyjazdu są Pajak Sport i The North Face.

źródło: Okazje.info