Polub nas na facebooku. Będzie ciekawie >>
Być może uda się zmienić jeszcze jedno - odczarować najwyższe góry świata, bo himalaizm ostatnio w Polsce bardziej kojarzy się z cierpieniem i dwuznacznościami, niż z aktywnością, z której słyniemy na całym świecie.
- Klasyczny himalaizm mnie nudził. Kocham narty, dają mi przyjemność, dlatego jest to projekt przede wszystkim narciarski - mówi 26-letni Andrzej Bargiel. O swojej wyprawie informuje na Facebooku, Twitterze i Instagramie, czyli w miejscach, w których do tej pory aktywności Polaków w najwyższych górach świata były ubogo reprezentowane.
Celem wyprawy himalaistów i narciarzy Andrzeja i Grzegorza Bargielów, himalaisty i operatora Dariusza Załuskiego oraz fotografa Marcina Kina są dwa ośmiotysięczniki: Manaslu (8156 m.n.p.m.) i Czo Oju (8201 m.n.p.m.). Dwaj pierwsi spróbują wejść na szczyty, a później zjechać stamtąd do bazy na nartach bez ich odpinania. Dodatkowo Andrzej Bargiel będzie próbował pobić rekordy w szybkości wejść na oba wierzchołki.
To kolejna odsłona projektu ''Hic Sunt Leones'' (nazwa odnosi się do używanego przez starożytnych Rzymian określenia nieznanych i niezbadanych terytoriów). Jesienią 2013 r. Andrzej Bargiel zjechał na nartach ze szczytu Sziszapangmy Środkowej.
Sziszapangma aż po szyję
Andrzej Bargiel to kilkukrotny mistrz Polski i czołowy zawodnik w skialpinizmie na świecie. Jest rekordzistą świata w biegu na Elbrus oraz pierwszy Polakiem, który zjechał, bez odpinania nart, ze szczytu ośmiotysięcznika do jego podstawy. 26-latek słynie z wysokiej wydolności na dużych wysokościach. Zauważył to już kilka lat temu Artur Hajzer, który kierował programem Polskiego Himalaizmu Zimowego.
W 2012 roku zabrał go więc na Manaslu. Ze względu na złą pogodę szczytu nie zdobyto, ale Bargiel wspiął się na 7600 metrów, skąd zjechał na nartach do bazy położonej na wysokości 4800 metrów. Zjazd trwał pół godziny. Pozostali uczestnicy wyprawy schodzili do bazy 9 godzin. To wtedy Bargiel przekonał się, że narty w Himalajach się przydają. Kilka miesięcy później pojechał z kolejną wyprawą Hajzera na Lhotse (8516 m.n.p.m.). Chciał ustanowić rekord szybkościowy w wejściu na szczyt, a później jako pierwszy w historii zjechać na nartach z jego wierzchołka. Plany znów popsuła pogoda, ale Bargiel zaliczył wysokość 7900 metrów i zjechał na nartach do obozu pierwszego (6000 m.n.p.m.).
W końcu w 2013 roku postanowił postawić na narciarstwo w Himalajach. Mówił, że klasyczny himalaizm go nie interesuje, chce robić coś swojego, coś co sprawia mu przyjemność. Dodatkowo narciarstwo na ośmiotysięcznikach jest czymś szczególnym, dopiero nabierającym kształtów. Do zorganizowanej w szaleńczym tempie kilku tygodniu wyprawy na Sziszapangmę zaprosił swojego brata Grzegorza, przewodnika wysokogórskiego IVBV i wieloletniego ratownika TOPR, Dariusza Załuskiego, świetnego operatora, laureata międzynarodowych festiwali górskich, jednego z kilku ludzi na świecie, którzy są w stanie wejść z kamerą na szczyt ośmiotysięcznika i zrobić z niej pożytek oraz Marcina Kina, fotografa, który jeździ po świecie robiąc zdjęcia ekstremalnym sportowcom.
Atak szczytowy był ciężki, odbył się w złych warunkach. Andrzej Bargiel na wierzchołek wyszedł w pojedynkę.
- Musiałem torować sobie drogę w śniegu sięgającym mego wzrostu. Pięć razy, na stromym podejściu, zapadłem się po szyję. Niewiele brakowało, abym nie wyszedł z takiej wpadki. Do grozy i dramatyzmu przyczyniły się jeszcze dwie potężne lawiny, które zeszły obok mnie. Gdy do szczytu pozostało około 40 metrów, warunki jeszcze bardziej się pogorszyły, przybyło dużo świeżego śniegu, widoczność była kiepska. Ale... udało się wejść na szczyt i przez półtorej godziny zjechać na nartach prawie do samej bazy, do wysokości 5800 m - mówił po zjeździe.
Więcej o udanej wyprawie na Sziszapangmę tutaj >>
Manaslu i Czo Oju
Kolejna wyprawa ruszyła pod koniec sierpnia. Tym razem celem są dwa ośmiotysięczniki - Manaslu i Czo Oju, odpowiednio ósma i szósta góra świata. Z tej drugiej na nartach zjechało już wielu, z pierwszej do końca nikt. Atak szczytowy na Manaslu planowany jest między 20 a 25 września. Potem podróż śmigłowcem do Katmandu, lot samolotem w kierunku Czo Oju i atak szczytowy między 1 a 7 października. Jakby to ekspresowe tempo wydało się komuś jednak zbyt wolne, to Andrzej Bargiel dodatkowo postara się pobić rekordy w szybkości wejść na oba ośmiotysięczniki. Założył sobie, że z baz będzie wyruszał o północy, aby około południa docierać na szczyty i wraz ze zjazdem zmieścić się w czasie poniżej 24 godzin. Z kolei jego brat i Dariusz Załuski mają czekać na niego na wysokości ok. 7000 metrów i spróbować wytrzymać szybkie tempo w drodze na wierzchołek.
- Żeby zjechać z Manaslu, trzeba mieć odpowiednie patenty. Podczas wyprawy Polskiego Himalaizmu Zimowego spędziłem tam 35 dni. Dużo jeździłem i wiem, że jest to możliwe. Na trasie zjazdu są dwa problematyczne miejsca - jedno, to ogromne lodowe nawisy, czyli seraki. Drugie, to fragment bardzo niebezpiecznego lodu. Z kolei Czo Oju jest szczytem dużo prostszym, już dwa razy się tam wybierałem, ale zawsze coś stawało mi na drodze - mówi Bargiel.
Najbardziej zaawansowaną próbą narciarską na Manaslu jest zjazd Bendedikta Böhma, który odpiął narty na oblodzonym odcinku powyżej 7300 metrów i pokonał go na rakach.
- Myślę, że można zjechać z każdego ośmiotysięcznika. To wszystko jeszcze kwestia eksploracji, szukania idealnej linii. I śniegu, bo warunki w górach najwyższych szybko się zmieniają - dodaje Bargiel.
Tajemnica hartu ducha
Andrzej Bargiel pochodzi z wielodzietnej rodziny. Jest dziewiątym spośród jedenaściorga dzieci Marii i Józefa Bargielów. Wychowywał się w małej miejscowości - Łętowni, niedaleko Jordanowa w województwie małopolskim.
- Zamiast siedzieć w domu przy piecu, to zakładał rozwalone trampki i biegał po górkach. W jego historii szukam odpowiedzi na pytanie: skąd w takim człowieku bierze się tyle hartu ducha. Przy tym ma dużo dzięki wdzięku, to też mnie pociągnęło. Poza tym odkryłem nowy sposób działania w Himalajach. Narty pomagają na podejściach, nim szybciej wraca się do bazy. Jest łatwiej, ciekawiej i bezpieczniej. W podobnym czasie co Jędrek, na szczyt Sziszapangmy wychodził pewien Hiszpan. Jędrek był w bazie trzy-cztery godziny od zdobycia wierzchołka. Hiszpan trzy, cztery dni później, bo w drodze w dół złapała go śnieżyca. Baliśmy, czy w ogóle wróci - mówi Dariusz Załuski.
- Dla fotografa Himalaje są wielkim wyzwaniem. W trudnych warunkach trzeba zrobić, obrobić i wysłać zdjęcia. Na dole z uśmiechem na twarzy robię tysiące zdjęć, a na dużej wysokości czasami nawet nie chce się wyjąć aparatu. Zwłaszcza, kiedy łapie choroba wysokościowa - opowiada o pracy w Himalajach Marcin Kin.
Hic Sunt Leones
Zjazdy z Manaslu i Czo Oju są tylko kolejnym etapem drogi, która w kolejnych latach ma prowadzić Andrzeja Bargiela do pierwszego w historii zjazdu z Lhotse, a w dalszej kolejności do pierwszego zjazdu bez tlenu z Mount Everestu. W planach jest też zdobycie w rekordowym czasie jednego miesiąca pięciu siedmiotysięczników byłego ZSRR zaliczanych do tytułu Śnieżnej Pantery.
- Chcę, żeby ten projekt był ambitny zarówno pod względem sportowym jak i pozasportowym. Chcę, żeby miał nowy wymiar. Nie wzoruję się na nikim, sam staram się kreować to, co robię. Rozwijam się na różnych płaszczyznach - sportowej, biznesowej i medialnej. W Polsce ludzie mają taką mentalność, że narzekają na brak wsparcia od sponsorów. Mówią, że nie da się ich pozyskać. Okazuje się, że jednak się da. Warto inwestować w swój profesjonalizm i pokazywać, że twoja pasja ma dużą wartość. Zaczynałem od poziomu -5 i z każdym rokiem musiałem walczyć, żeby być trochę wyżej - mówi Bargiel.
Już teraz jest całkiem nieźle, bo znalazł kilku dużych sponsorów. Jako członek teamu Atomica dostanie od producenta nowe narty, które na rynku pojawią się dopiero w przyszłym sezonie. Bargiel zjedzie w specjalnym kombinezonie w góralskie parzenice, który powstał we współpracy firmy Pajak ze znanym projektantem mody Tomaszem Ossolińskim. Co ciekawe, jest on cieńszy niż rok temu na Sziszapangmie.
- Chodzę po górach bardzo szybko i grubym kombinezonie było mi po prostu za gorąco - kończy Bargiel.
Śledź autora na twitterze @deszczep