Dziecko vs. wyciąg narciarski. Jak wygrać tę nierówną walkę?

Nauka zjeżdżania to połowa sukcesu. Dziecko musi również opanować poruszanie się różnego rodzaju wyciągami. Trzeba pamiętać, że dla nas są one ułatwieniem i czymś oczywistym. Dla dziecka jednak mogą być totalną nowością, dlatego nie warto rzucać dziecka od razu na głęboką wodę bez słowa objaśnienia. Poniżej opis najbardziej popularnych rodzajów wyciągów wraz z radami, jak korzystać z nich wraz z dziećmi.

Reguły gry

Jest kilka zasad wspólnych dla wszystkich rodzajów wyciągów narciarskich. Są dosyć oczywiste i dziecko powinno je poznać obserwując nas, ale czasem można też o tym pogadać.

1. W kolejce stoimy wraz z innymi ludźmi, nie przepychamy się i nie ściskamy.

2. Na wyciąg wsiadamy szybko i nie robimy awantury tuz przed, blokując kolejkę.

3. W razie wywrotki odsuwamy się szybko, by nie spowodować karambolu.

4. Po zejściu z wyciągu odsuwamy się tak, by następna osoba mogła bezpiecznie wysiąść.

5. Jesteśmy mili dla obsługi wyciągu, uśmiechamy się do nich i mówimy dzień dobry.

Więcej o najmłodszych narciarzach znajdziecie w dziale DZIECKO serwisu Na narty.sport.pl

Artykuł o Kids area - przestrzeni na stoku wydzielonych specjalnie dla dzieci.

Rodzaje wyciągów narciarskich

Taśma

Wyciąg dla zupełnie początkujących. Jest to szeroki gumowy pas długości kilku metrów, który wolniutko pnie się w górę. Dzięki jego gumowatości, narty nie zjeżdżają w tył, dziecko stoi pewnie i stabilnie. Zjazd z taśmy jest zazwyczaj skonstruowany tak, by dziecko zjeżdżało z niej samo i stawało na płaskim terenie.

Działanie taśmy wydaje się być proste i oczywiste. Jednak dla dziecka jest to coś nowego, lepiej więc oswoić je z taśmą przed pierwszym wjazdem. W tym celu można obejrzeć z dzieckiem taśmę bez nart na nogach. Obejść ją dookoła i zobaczyć jak działa. Pokazać jak inne dzieci z niej korzystają i że jakoś dają radę.

Skorzystać z niej bez nart, w samych butach narciarskich (i reszcie stroju oczywiście. W samych butach byłoby zimno i ktoś mógłby się zgorszyć). Bez nart na nogach dużo łatwiej jest dziecku złapać równowagę i zrozumieć, o co w taśmie chodzi. Zjechanie później w samych butach w dół również nie jest złym ćwiczeniem. Ważne by dziecko czuło się w okolicy taśmy pewnie i nie wystraszyło się upadku.

Kiedy już taśma przeszła testy ma butach, można założyć narty. Warto asekurować dziecko przy pierwszej próbie. Kiedy stanie się na niej w zły sposób, łatwo o wywrotkę, która może być bardzo nieprzyjemna. Może się zdarzyć że jedna noga będzie chciała jechać dalej, druga znajdzie się poza taśmą i już po całym dziecku, witaj połowo i połowo!

Ważne jest również to, by dzieci po wjechaniu na górę wiedziały, co mają robić. Czekać na dorosłego, zjeżdżać w dół, czy pozować do zdjęcia. Jeśli poświęci się kilka chwil na powyższy ,,wstęp do taśmy", z dalszym jej użytkowaniem nie powinno być już większych problemów.

Lina

Czasem zdarza się, że zamiast taśmy jest lina. Rodzaje uchwytów na linie są różne. Można spotkać brak uchwytów. Wtedy trzeba się złapać liny i dać się ciągną w górę. Dla osób, które mają dwupalczaste rękawiczki, słabo trzymające się dłoni ten sposób jest bardzo niewygodny i zniechęcający, gdyż liny oni złapać nie mogą. W innych przypadkach może mieć jednak uchwyty, które jest już znacznie łatwiej złapać.Linę jest też bardzo łatwo puścić, co jest wygodne w razie jakiegoś dramatu czy upadku. Warto, by przy takim rodzaju wjeżdżania ustalić z dzieckiem, w którym miejscu ma wysiadać. Dobrze, by było ono płaskie. Wtedy dziecko może tam chwilę poczekać, a nie zjeżdża od razu w dół.

Orczyk pojedynczy

Można trafić na dwa podstawowe rodzaje orczyków. Pierwszy z nich to taki, w którym orczyki przyczepione są na stałe do liny i jeżdżą w kółko. Jeśli dziecko chce skorzystać z takiego orczyka musi ustawić się przodem do kierunku jazdy na rozstawionych nogach, z nartami leżącymi równolegle (a nie na przykład pługiem). Odwraca tylko górę tułowia w tył i szykuje się do wzięcia orczyka. Łapie go w ręce, wsadza między nogi i daje się ponieść. Nie siada na nim!

Jeśli robi to po raz pierwszy, warto poprosić kogoś z obsługi wyciągu by mu w tym pomogli. Zazwyczaj zrobią to pewnie i zdecydowanie, ponieważ mają w tym znacznie większą wprawę niż większość rodziców. Często mają oni również możliwość zwolnienia na chwilę wyciągu, wtedy wsiadanie odbywa się zupełnie spokojnie.

Większość dzieci bardzo szybko łapie o co w orczyku chodzi. Ważne by nie siać paniki i traktować to jako normalną, nietrudną czynność. Jeśli dziecko nie będzie wiedziało że to jest trudne, to załapie od razu. Jeśli rodzić wprowadzi go w nastrój, że jest to niewykonalne, nauka wjazdu zajmie mu dużo więcej czasu i nerwów tysiące.

Zsiadanie z orczyka również warto obgadać wcześniej. Można to też ,,na sucho" przetestować wcześniej pożyczając od obsługi wyciągu jakiś oderwany od liny orczyk. Można na nim poćwiczyć łapanie i puszczanie. Warto kilka razy przypomnieć dziecku, by na orczyku nie siadał! Ma go tylko popychać do przodu.

Są również orczyki, które czekają cierpliwie aż narciarz się nimi zainteresuje. Ruszają dopiero po przejechaniu przez bramkę startową. Często jest tam sygnalizacja świetlna i niecierpliwe czekanie aż pojawi się zielone światło! Ten rodzaj orczyka jest bardzo wygodny i bezproblemowy.

Rodzic wjeżdża przed czy po dziecku?

Rodzic może przy orczyku mieć problem. Czy jechać za dzieckiem i dodać mu otuchy przy wsiadaniu, czy jechać z przodu i pomóc zsiąść. Jeśli miejsce do zsiadania jest wygodne i bezpieczne nie ma to większego znaczenia. Jeśli to miejsce jest z jakiegoś powodu mniej bezpieczne, warto pojechać przodem i być już na górze w razie jakby co. Zawsze też trzeba wcześniej z dzieckiem ustalić gdzie dokładnie ma opuścić orczyk. Czasem jest kilka miejsc do zsiadania. Warto wtedy użyć określeń: wysiądź przy niebieskim słupie (o ile niebieski słup jest tylko jeden). Nie warto z kolei mówić wysiądź tam, gdzie jest Ten Pan W Różowej Kurteczce. Ten Pan może zaraz być gdzie indziej, a dziecko skupi się tylko na jego śledzeniu. Chyba że Ten Pan jest sztuczny i służy jako znak. Wtedy takie określenie jest jak najbardziej na miejscu.

Trzymanie kijków podczas jazdy orczykiem nie jest trudne, wymaga jednak pewnej wprawy. Dlatego przy pierwszych kilku wjazdach można dziecku ulżyć, wwożąc mu jego kijki. Kiedy już zacznie jeździć z nimi samo, powinno zdjąć je z rączek, złapać oba kijki jedną ręką i spokojnie wjechać na górę. Nie walić kijkami w każdy mijany słup i nie trzymać ich zapętlonych na rączkach.

Ważne zagadnienie, to co robić w razie upadku? Odpowiedź jest prosta - uciekać! Pamiętajmy, że za dzieckiem jadą następne osoby i jeśli zostanie na torze jazdy, może spowodować mały karambol. Dziecko powinno szybko puścić orczyk (nie trzymać go kurczowo i dać się wciągać) i przesunąć się na tyle, by następne osoby mogły bezwywrotkowo przejechać. Nic strasznego, ale zawsze lepiej poinstruować na wypadek takiego zdarzenia.

Orczyk podwójny

Jest przyjemniejszy od pojedynczego, gdyż można z partnerem rozmawiać podczas jazdy. Jest również koszmarem dla dorosłego, który musi wjeżdżać z dzieckiem i część, która powinna być pod pupą ląduje na wysokości kolan. Tutaj warto podczas czekania w kolejce dobrać kogoś odpowiedniego wzrostem dla dziecka i dla siebie. Podróż upłynie wtedy dużo, dużo przyjemniej dorosłemu, a dziecko być może zyska narciarskiego kumpla.

Wyciągi krzesełkowe

Krzesełka są jedno-, dwu- a nawet ośmioosobowe. Nie wolno dzieci puszczać na nich bez kogoś dorosłego (chyba, że dzieci są starsze i super rozsądne). Często jest napisane od jakiego wzrostu dzieci mogą jeździć samodzielnie. Najlepiej, by dzieci wsiadały od strony obsługującego krzesełko, który w razie potrzeby może im wtedy pomóc. Może też podnieść w górę taśmę, na której się na krzesełko czeka (taka podnoszona taśma jednak niezbyt często się zdarza),by dziecku było łatwo posadzić pupę na siedzeniu.

Kultura jazdy z dziećmi na krzesełku jeszcze nie dotarła do Polski. Za granicą zdarzają się specjalne wejścia dla dzieci, z których korzystają dzieci poniżej jakiegoś wzrostu.Są "z automatu" przydzielane są dorosłym, którzy stoją w kolejce i opiekują się nimi podczas jazdy. Jeśli jednak jest się sam na sam ze swoja pociechą, problem z kim ma wjechać dziecko nie występuje, bo jedzie z rodzicem.

Gdy dziecko jest małe, pomagamy mu delikatnie usiąść na kanapie. Możemy mu również pomóc przy zsiadaniu. Warto porozmawiać na czym polega jeżdżenie takim wyciągiem i nie strasząc za bardzo zniechęcić do szalonych akcji i zachęcić do wjeżdżania w spokoju. Kijki dziecka możemy na ten czas zabrać i trzymać razem ze swoimi. Jednak, kiedy dziecko już będzie miało wprawę przy wsiadaniu i zsiadaniu, może spokojnie jeździć razem z kijkami. Trzymając je złożone razem na kolankach. Nie majtające się na rękach.

Gondola

Najmniej problemowy ze wszystkich rodzajów wjeżdżania. Czasem w gondolach się siada, czasem stoi. Czasem narty trzeba wziąć ze sobą do środka, innym razem wkłada się je do pojemników na zewnątrz. I w zasadzie jedyny problem, który możemy napotkać przy wjeżdżaniu gondolą z dzieckiem, to wkładanie nart do tych pojemników. Dziecięce narty nie zawsze są wystarczająco długie, by siedziały w nich stabilnie, dlatego warto popodglądać wcześniej jak radzą sobie inni z dziećmi i czy dziecięce narty jadą wraz z dorosłymi na zewnątrz kolejki, czy razem z dzieckiem - w środku.

Powodzenia!

tekst: Marta Kopyt, współzałożycielka Potworów

Na narty na Facebooku .

źródło: Okazje.info