W Tatrach jest miejsce i dla kozic i dla narciarzy

- Im wyżej w górach, tym mniej powinno być prawa, a więcej rozsądku i przyzwoitości w postawie wobec przyrody - o konfliktach z narciarzami skitourowymi i freeride'owymi oraz o tym jak reaguje na nich przyroda opowiada Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Barbara Suchy: Gdzie w Tatrach można uprawiać skituring, by nie narażać się strażnikom Parku?

Paweł Skawiński: Gdy pojawia się śnieg, szlaki letnie mogą być używane przez narciarzy. W Tatrach Polskich to łącznie 275 km. Niektóre, jak np. Przełęcz pod Chłopkiem nie nadają się dla narciarzy, ze względu na skalisty charakter. Ale już Rysy są otwarte dla turystyki narciarskiej. W zimie podejście prowadzi jednak nie grzędą, a żlebem "Rysa". Odstępstwa od letnich szlaków są konieczne ze względu na bezpieczeństwo. Dlatego nikt nie kwestionuje, że np. ze schroniska nad Morskim Okiem nie idziemy ścieżką wokół jeziora (ze względu na zagrożenie lawinowe), tylko środkiem przez zamarzniętą taflę.

Mimo to wciąż zdarzają się konflikty między władzami parku a narciarzami.

Z użytkowaniem szlaków do góry raczej nie ma problemu. Konflikt pojawia się przy zjazdach. Trudno wymagać od narciarza, żeby jechał stromą linią zjazdu dokładnie po szlaku. Powinien jechać takimi skrętami, które pozwalają mu kontrolować prędkość i zachować bezpieczeństwo, a nie są przesadnym oddaleniem się od szlaku. Ciężko jednoznacznie określić, czy w danym przypadku to kilka czy kilkadziesiąt metrów. Wykazujemy się tu tolerancją i zdajemy na zdrowy rozsądek narciarzy. Co innego, gdy ktoś zjeżdża np. z Wołowca i, zamiast trzymać się grzbietu, postanawia odbić do Doliny Chochołowskiej, bo wypatrzył tam kierdel kozic. W takich sytuacjach działamy surowo.

Narciarze narzekają, że przestrzeni dla nich jest w Tatrach za mało.

Naszym zdaniem ta przestrzeń jest wystarczająca do uprawiania narciarstwa turowego, ale to narciarzom nie wystarcza i próbują jeździć w terenach, gdzie nie ma szlaków np. w Dolinie Waksmundzkiej.

W Tatrach Wysokich pojawia się też problem narciarstwa żlebowego. W rejonie Hali Gąsienicowej można zjechać żlebami z wielu miejsc, m.in. z Przełęczy Świnickiej, z Zawratu (tzw. Starym Zawatem) czy Krzyżnego. Skoro więc są takie możliwości to niech chociaż przełęcze: Mylna i Skrajna pozostaną nienaruszone. Nie przypadkowo nie ma tam szlaków. Zostawmy chociaż ten jeden kawałek jako zohylinę dla kozic. One nie mogą być wszędzie przepędzane.

Ski touring w TatrachSki touring w Tatrach Fot. Adam Golec / Agencja Wyborcza.pl

Może przydałyby się jakieś dodatkowe informacje, oznakowania

Wykaz wszystkich szlaków jest zawarty w zarządzeniu dyrektora TPN, a stamtąd trafia na mapy i do przewodników. Dla nas jest oczywiste, że narciarstwo wysokogórskie w Tatrach powinni uprawiać ci ludzie, którzy czytając przewodnik umieją przełożyć go na teren, który znają z lata. W zimie obowiązuje to samo oznakowanie szlaków, co latem. Żeby więc z nich korzystać, trzeba wiedzieć, jak przebiegają. Nie możemy uzbroić terenu w dodatkową informację, zrobić obwieszczeń czy kierunkowskazów, bo bez znajomości gór byłyby zwyczajnie niebezpieczne.

Jak przyroda reaguje na narciarzy?

Najbardziej wrażliwe na obecność narciarzy są kozice. Właściwie po 15 kwietnia powinniśmy zamknąć trasy narciarskie. To czas, kiedy kozice są w zaawansowanej ciąży, świstaki wykopały się już z nor, zaczął się okres lęgowy u ptaków w ścianach skalnych. Wiemy jednak, że zamknięcie tras jest nierealne, bo właśnie wtedy - choćby w długi weekend majowy - wiele osób chce skorzystać z tego, że w Tatrach leży jeszcze śnieg. Nie możemy tworzyć prawa, które z założenia będzie łamane.

Na szczęście w grupie narciarzy uprawiających skituring poziom szacunku do gór jest duży. To zupełnie co innego niż tzw. narciarstwo pozatrasowe w rejonie Kasprowego Wierchu. Tam niektórzy wyjeżdżają wyciągiem, a potem oddalają się od tras tylko po to, by zjechać tam, gdzie to niedozwolone. Gdy ktoś natomiast z wielkim wysiłkiem wyjdzie na Czerwone Wierchy, naprawdę nabiera szacunku do gór.

Słowacy jednak zamykają 1 listopada większość szlaków, i otwierają je dopiero 15 czerwca.

Słowacy mają dużo szerszą ofertę narciarską. Gdy zamykają szlaki powyżej schronisk, dla narciarzy zostają m.in. doliny: Żarska, Spalona, Pięciu Stawów Spiskich, Młynicka. To tylko niewielka część ich Tatr, ale za to wspaniały teren do uprawiania skituringu.

U nas wysokie góry to zaledwie 2 proc. powierzchni kraju. Trudno nam jeszcze wyłączać pewne tereny, tym bardziej, że popularność turystyki narciarskiej tak bardzo rośnie. Jeżeli już to robimy, to tylko określone odcinki, gdy w tych rejonach rodzą się młode. Decyzje podejmujemy na podstawie stałego monitoringu kozic. Swoboda jest więc dużo większa niż po stronie słowackiej. Chciałbym żeby narciarze to szanowali.

TANAP próbuje też forsować termin 15 kwietnia jako koniec sezonu skiturowego. Ale skuteczność jest słaba. Im wyżej w górach tym mniej powinno być prawa, a więcej rozsądku i przyzwoitości w postawie wobec przyrody. Wtedy wszyscy będą zadowoleni.

Mimo zapowiadanych tras z Pośredniego Goryczkowego i Beskidu, nie poszaleją u nas za to amatorzy freeride'u?

Po meczącej walce ze skrajnymi organizacjami ekologicznymi, w tym roku odpuszczamy ten temat. Ale wrócimy do niego. Żeby wygrodzić nowe trasy konieczna jest jednak przeprowadzenie procedury dotyczącej oddziaływania na środowisko, ocena ekspertów, w tym Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Dla tych, którzy chcą spróbować freeride'u wygrodzimy jednak w tym roku dodatkowy teren. Będzie to nie ubita przestrzeń wzdłuż tras w Kotle Goryczkowym (dodatkowe 100 m. szerokości) i Gąsienicowym (ok. 50-80 m. w górnej części). Tu nie ma konfliktu z przepisami. Ten obszar jest już bowiem zdefiniowany w porozumieniu z PKL jako przestrzeń dla narciarzy, a ubijana i przygotowana jest jedynie jego część.

Rozmawiała: Barbara Suchy