Skituring - kroki na fokach

Nie lubisz czekać w kolejce do wyciągu, tłoków na stokach a chciałbyś obcować z przyrodą mając pod nartami świeży, nietknięty śnieg? Może spróbujesz skituringu?

Renesans ski-alpinizmu

Skituring - inaczej ski-alpinizm albo "foczenie" (od moherowej foki mocowanej na ślizg) - przez wielu wciąż jest postrzegany wyłącznie jako sport ekstremalny, wymagający wyczerpującego podchodzenia i niebezpiecznych zjazdów górskimi żlebami. Ale ski-touring ma dwie twarze - zapewnia odpowiednią dawkę doznań tym, którzy szukają ostrego wysiłku i adrenaliny, ale jest też ciekawym rozwiązaniem dla amatorów ruchu, pięknych widoków i spokojnego obcowania z górami.

W polskich Tatrach większość szlaków zimowych jest otwarta dla skiturowców. Dzięki umiarkowanemu nachyleniu można nimi podchodzić na fokach, a niektórymi również legalnie zjeżdżać. Nasze góry są na tyle nienaruszone narciarską infrastrukturą, że nawet na popularnych szlakach można zasmakować tego, czego doświadczali polscy pionierzy narciarstwa - Stanisław Barabasz, Jan Fischer czy Mariusz Zaruski właśnie w ten sposób zdobywali Tatry. Na początku lat 30. ski-alpinizm zaczął być wypierany przez rozwijającą się infrastrukturę narciarską - wyciągi i przygotowane trasy pod nimi szybko zwabiły wygodą. Teraz, po ponad 120 latach od wyczynu Fridtjofa Nansena, który w 1888 r. na nartach przemierzył Grenlandię, ski-alpinizm odżywa.

Na pierwszą trasę ruszamy z Kuźnic w Zakopanem. Nasz cel to schronisko Murowaniec na Hali Gąsienicowej. Ale najpierw obowiązkowa jajecznica w mającym już długą historię bistro Pod Smrekami przy rondzie kuźnickim, ulubionym miejscu startowym wielu wspinaczy. Z drugiej strony budynku, w wypożyczalni Tatra Trade, można zaopatrzyć się w potrzebny sprzęt - komplet: narty, foki, buty, kije teleskopowe kosztuje 90 zł za dobę (do godz. 16 następnego dnia). Busem podjeżdżamy pod dolną stację kolejki na Kasprowy. Z nieukrywaną satysfakcją omijamy długi ogonek, kierując się w stronę wejścia do Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Foki i raźnym narciarskim krokiem w górę

Na narty przyklejamy foki, uwalniamy pięty z wiązań i w górę! Do Hali Gąsienicowej prowadzą stąd dwa szlaki: żółty przez Dolinę Jaworzynki i niebieski przez Boczań i grzbiet Skupniów Upłaz. Są podobnej długości, oba stosunkowo łagodne, a więc doskonałe do stawiania pierwszych kroków na fokach. Trasy łączą się na przełęczy między Małą a Wielką Kopą Królowej. Stamtąd już tylko krótki, płaski odcinek do schroniska.

Ze względu na widoki warto wybrać niebieski szlak. Pierwsze 40 minut to podejście osłoniętą trasą między drzewami. Po minięciu lesistego wzgórza Wysokie robi się coraz bardziej przejrzyście, a gdy docieramy do grzbietu, po lewej stronie rozpościera się przestrzeń ponad Doliną Suchej Wody. To właśnie tam, podczas jednej z pierwszych wypraw skiturowych, zobaczyłam to, czego niektórzy wypatrują w górach latami - widmo Brockenu. To niesamowite zjawisko przypominające ducha z aureolką tworzy się, gdy znajdujemy się powyżej chmur, a słońce jest nisko nad ziemią. Wówczas nasz kilkudziesięciokrotnie wydłużony cień pada na chmury, a światło załamujące się na kropelkach wody tworzy delikatną tęczę wokół głowy. Dodatkowo zdumiewające jest to, że każdy widzi tylko swój cień. Legenda głosi, że tego, kto zobaczy widmo pierwszy raz, czeka w górach nieszczęście. Dopiero trzykrotne zaobserwowanie zjawiska wygasi klątwę. Można wierzyć albo nie, ale niezaprzeczalne jest jedno - taki widok zapiera dech w piersiach!

Z Murowańca można dojechać nartostradą z powrotem do Kuźnic. Schronisko jest jednak doskonałą bazą wypadową do dalszych skiturowych eskapad. Po krótkim odpoczynku ruszamy więc jeszcze do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Taki spacer na nartach, głównie po płaskim terenie, trwa blisko godzinę.

Trasa zjazdowa pod koleją krzesełkową prowadzi bokiem Doliny Gąsienicowej - widać stamtąd co najwyżej Litworowy Staw. A zamarznięty Staw Gąsienicowy (czwarty co do wielkości w polskich Tatrach) to coś, co trzeba zobaczyć. I na tym polega przewaga "foczenia" nad narciarstwem wyciągowym.

Czasami bez nart

Następnego dnia wyruszamy z Murowańca w kierunku Kopy Kondrackiej. Tym razem czeka nas dłuższa i bardziej męcząca droga. Najpierw półgodzinne podejście do dolnej stacji kolejki krzesełkowej i wyjazd na szczyt Kasprowego Wierchu (wersja dla wytrwałych: podejście żółtą trasą na samą górę, aż do Suchej Przełęczy). Stamtąd, grzbietem na wysokości ponad 1800 m prowadzi czerwony szlak, który pokrywa się z granicą polsko-słowacką. Tak więc, idąc w stronę Kopy Kondrackiej, za lewą nartą mamy już Tatry słowackie. W kilku miejscach trzeba odpinać narty, mocować je do plecaka i podchodzić w samych butach, bo wzniesienie jest zbyt strome na foki (wiosną, kiedy już nie wszędzie jest śnieg, zdarzają się przejścia przez odsłonięte kawałki skał).

Przejście tym szlakiem jest bezpieczne, jednak zarówno po polskiej, jak i po słowackiej stronie często schodzą lawiny. Dlatego też szerokich pustych połaci śniegu między Doliną Goryczkową a Kondratową, które nęcą wyjeżdżających koleją goryczkową, pilnie strzegą strażnicy TPN. I nie warto ich prowokować - na wolnej przestrzeni idealnie widać przez lornetkę łamiącego przepisy zjazdowca (mandat za zjazd poza trasą 500 zł). Nie brakuje jednak śmiałków, którzy w poszukiwaniu niezapomnianych doznań śmigają żlebami i dziewiczymi terenami poza trasą. W tym sezonie prawdopodobni będzie można zasmakować zjazdu w puchu bez groźby mandatu czy niebezpieczeństwa zejścia lawiny. Dyrekcja TPN postanowiła bowiem udostępnić dwie trasy do freeride'u - z Pośredniego Wierchu w Kotle Goryczkowym i z Beskidu w Gąsienicowym. Miejsca będą wydzielone, ale nie przygotowane przez ratraki czy armatki.

Nie chcąc drażnić strażników, musimy dotrzeć do Przełęczy pod Kopą, skąd prowadzi zielony szlak w dół, do schroniska na Hali Kondratowej. Potem, po zasłużonym odpoczynku, od Kondratowej Polany mamy urozmaiconą trasę zjazdową (odcinki płaskie i bardzo strome) do samych Kuźnic. Przejście tej trasy trwa ok. 3 godz. podejścia od Kasprowego Wierchu i 30 min zjazdu.

Wilczy głód zaspokoi obiad w klimatycznej gospodzie Kolibecka przy rondzie kuźnickim, która już od ponad 25 lat karmi wracających z gór pyszną góralską kuchnią. Często można tam spotkać przewodników tatrzańskich i wspinaczy obładowanych plecakami i sprzętem górskim. W takim towarzystwie atmosferę gór czuć jeszcze długo po zejściu ze szczytu.

Potrzebny sprzęt

Buty - nowe od 700 do 1600 zł, najpopularniejsze firmy: Dynafit i Scarpa.

Narty - nowe można znaleźć już za 600 zł; osoby nastawione głównie na podchodzenie powinny wybrać lekkie narty skiturowe (np. firmy Dynastar lub Hagan), ci, którzy cenią sobie emocje podczas zjazdów - narty freeride'owe (np. K2), cięższe i szersze.

Wiązania - nowe ok. 1000 zł, robią firmy Dynafit, Silvretta, Naxo - dzięki wypinanej piętce umożliwiają podchodzenie, dobrze sprawdzają się na przygotowanych trasach i w puchu.

Foki - moherowe lub syntetyczne, nowe ok. 300 zł.

Kije teleskopowe - nowe ok. 70-80 zł.

W internecie można znaleźć używany sprzęt, dużo tańszy - komplet (narty z wiązaniami i fokami) ok. 1200-1400 zł.

Rozwiązanie ekonomiczne - do klasycznych wiązań wpinamy adapter (Alpine Trekker firmy BCA, ok. 350 zł), który przystosowuje je do wchodzenia pod górę; wadą jest ciężar zestawu.

Na pierwsze wyprawy warto wyruszać z przewodnikiem wysokogórskim IVBV lub z osobą, która ma doświadczenie w ski-touringu - kontakty do przewodników: www.pspw.pl .

Jeśli ruszamy sami, powinniśmy mieć zestaw lawinowy: łopatka, sonda, detektor lawinowy - wypożyczenie ok. 45 zł. Koniecznie trzeba sprawdzić komunikaty lawinowe, informacje o zamkniętych trasach itp. podawane przez TOPR.