Szwajcaria - raj dla narciarzy i snowboardzistów

Z wysokości 3330 m n.p.m, ze szczytu Mont Fort, roztacza się niesamowity widok na okolicę, a także na najwyższe europejskie szczyty: Mt. Blanc (4810 m n.p.m.) i Matterhorn (4478 m n.p.m). W dół, do stacji Col des Gentianes, prowadzi czarna trasa, którą zjazd zapamiętam na długo. Ale nie tylko dla takich momentów warto tu przyjechać...

Dla wielu osób niezwykłe widoki szwajcarskiej zimy stanowią synonim Alp. Bogato dekorowane domy, ciche i wydajne pociągi wijące się przez rozległe i głębokie doliny, nad którymi górują imponujące szczyty - są powszechnie znane.

Faktem jest też, że Szwajcaria to jeden z najbardziej postępowych krajów zimowego szaleństwa na świecie. Jako cel tegorocznej podróży obraliśmy miejscowość Nendaz znajdującą się w regionie 4 dolin, usytuowaną 15 km od Sion, stolicy kantonu Valais, słynącego z produkcji wybornego wina. Wokół miejsca naszego pobytu do dyspozycji snowboardzistów i narciarzy jest ponad 200 km tras (dostępnych w ramach karnetu Printse - wokół Nendaz, Siviez, Veysonnaz i Thyon). Łącznie zaś 4 doliny oferują 412 km tras skoncentrowanych wokół Thyon (2000 m n.p.m.), Veysonnaz (1400 m n.p.m.), Nendaz (1400 m n.p.m.) i najsłynniejszego w regionie Verbier (1500 m n.p.m.).

Z Warszawy przez Wrocław, Niemcy i Francję sprawnie dotarliśmy na miejsce. Przywitali nas gościnni lokalni rezydenci i otwarci na gości autochtoni, z tego małego, konserwatywnego i przebogatego kraju, który opiera swoją gospodarkę na wyjątkowym połączeniu przemysłu mleczarskiego z międzynarodową bankowością.

Po zakwaterowaniu mieliśmy czas na wspólny posiłek oraz serwis i przygotowanie sprzętu tak, by od następnego dnia cieszyć się zimową aurą. Niestety, wbrew oczekiwaniom, pierwszego dnia z powodu deszczu, mgły oraz silnego wiatru utknęliśmy w dolinie, w miejscowości Siviez, gdzie znajdowały się jedne z nielicznych, czynnych wyciągów Pocieszającym faktem były jednak intensywne opady śniegu (ok. 60 - 80 cm) w wyższych partiach gór, co zapowiadało fantastyczne warunki na kolejne dni!

widok na górskie szczytywidok na górskie szczyty fot. MW fot. MW

Drugiego dnia wyprawy pogoda wynagrodziła wszystko, i to z bonusem. Słońce świeciło intensywnie przez cały dzień, a trasy przed południem pokryły się idealnym sztruksem. Wokół zalegała gruba warstwa świeżego puchu. W związku ze sprzyjającą aurą postanowiliśmy wjechać na najwyższy szczyt regionu jakim jest lodowiec Mont Fort (3330 m n.p.m.), skąd mogliśmy podziwiać niesamowite, zapierające dech w piersiach widoki, m.in. na Mt. Blanc (4810 m n.p.m.) oraz charakterystyczny Matterhorn (4478 m n.p.m.).

Zjazd czarną trasą do stacji Col des Gentianes (2950 m n.p.m.) również każdy zapamięta z pewnością na długo. Po całym dniu jazdy wszyscy posiadacze karnetów, mogą skorzystać z aplikacji na stronie www.skline.cc , aby odczytać liczbę przejechanych kilometrów, różnice wysokości oraz obejrzeć profil pokonanych tras na czytelnych wykresach. Atrakcją kolejnych dni niewątpliwie był freeride na najwyższym, europejskim poziomie. W miejscowości Nendaz można zapisać się m.in. na całodniową wycieczkę z przewodnikiem, a nawet Heliboarding pod okiem doświadczonych riderów. W tym miejscu warto podkreślić, iż co roku w regionie 4 dolin odbywa się prestiżowa impreza dla miłośników jazdy poza trasami, w ramach międzynarodowych kwalifikacji "Freeride World Qualifier" - Nendaz Freeride. 10 edycja imprezy rozpocznie się w tym roku 11 marca.

Kolejny dzień, w ramach rozszerzonego karnetu to wycieczka licznymi wyciągami do Verbier, gdzie po drodze zaliczyliśmy m.in. Audi Ski Corss oraz snowpark z kilkoma przeszkodami dla początkujących i średnio-zaawansowanych riderów. Po całym dniu intensywnej jazdy i wizycie w supermarkecie w Sion wybraliśmy się na tematyczną imprezę "Funky Flash Forever", organizowaną przez sezonowych pracowników kurortu w Cactus Saloon. Zabawa i tańce przy muzyce serwowanej przez DJ-a trwały prawie do samego rana

Następny dzień spędziliśmy w Woodparku z miejscową ekipą shaperów. Po ubiegło-nocnej integracji m.in. z Belgami, Francuzami i Brytyjczykami, zorganizowaliśmy wieczór gier planszowych we własnym towarzystwie, w jednym z wynajmowanych przez naszą ekipę apartamentów. Reszta uczestników wybrała się do miasteczka na Ice Disco.

Zwieńczeniem wyjazdu był ostatni dzień, który spędziliśmy jeżdżąc w myśl zasady "First chair, Last call!", ciesząc się każdą chwilą spędzoną na szwajcarskich stokach, podziwiając połączenie niemieckiej pedantyczności z francuskim "rozgarnięciem" obsługi kompleksu 4 dolin.

Wbrew rozpowszechnionej opinii, koszty pobytu nie są wcale wygórowane i znakomicie wytrzymują porównanie z miejscowościami we włoskich czy francuskich Alpach. Piwo na stoku kosztuje 4-6 CHF, za posiłek płaciliśmy w granicach 8-16 CHF, kawę, herbatę czy coś słodkiego na deser 3-6 CHF. Reasumując chciałbym bardzo podziękować Merry i Kajetanowi z Taksidi za sprawną organizację wycieczki, koordynatorce wyjazdu Juli Rerych i całej ekipie NZS SGH za miłe towarzystwo oraz Pawłowi Jędrzejewskiemu ze sklepu Fun Wind za zniżkę na nowe wiązania oraz resztę niezbędnego sprzętu. Dzięki tym wszystkim czynnikom jeździło mi się naprawdę komfortowo!

10 powodów, dla których warto wybrać się na wycieczkę do Szwajcarii:

1. Historia - Jose Fernandes z Zurychu to jeden z pierwszych europejskich snowboardzistów - jeździł na Witersticku, którego przywiózł sobie ze Stanów Zjednoczonych.

2. Innowacyjność - w 1980 r. Jose założył Hooger Booger, jedną z pierwszych na świecie firm produkujących deski snowboardowe.

3. Zawody - historia europejskich zawodów snowboardowych zaczęła się w 1986 roku wraz z Mistrzostwami Szwajcarii w St. Moritz

4. Bicie rekordów - Szwajcarski pionier snowboardingu Reto Lamm postanowił w 1998 r. zjechać olimpijskim torem bobslejowym. Na filmie kręconym dla niemieckiego programu "Guinness - Die Show Der Rekorde" ("Pokaz Rekordów Guinnessa") jechał na desce z prędkością 80 km/h, zanim z niej spadł i bardzo, bardzo długo się zsuwał

5. Freestyle - szwajcarskie ośrodki w rodzaju Saas Fee, Laax i Les Diablertes należą do pierwszych na świecie, które zaoferowały snowboardzistom nowoczesne funparki.

6. Pionierstwo - Gian Simmer, zdobywca złotego medalu w pierwszej w historii konkurencji Half-pipe dla mężczyzn podczas IO w 1998 roku przechowuje ten cenny artefakt w sejfie, w lokalnym banku, w szwajcarskim miasteczku Arosa. W jednym z wywiadów przyznał się, że ostatni raz wyjął go i oglądał dwa miesiące wcześniej.

7. Zróżnicowanie - Engelberg to chyba jeden z najlepszych strzeżonych sekretów europejskiego freeridingu.

8. Różnorodność - staroświeckie Saas Fee to kwintesencja szwajcarskiego ośrodka freestylowego.

9. Zabawa - Popcorn w Saas Fee i Lobby w Rider's Palace w Laax to dwa miejsca, by spędzić gorącą noc podczas wyjazdu.

10. Koszty - najwyższy czas zrewidować stare stereotypy o panującej w Szwajcarii drożyźnie. Może pojedziecie i przekonacie się sami?

źródło: Okazje.info