Austrostrada. Dzień 23: Kolebanie po Sant Antonie

Dzisiaj były dwa poza trasowe przejazdy. Długie i męczące, ale fajne. Jeśli było coś widać zza mgły, widoki naprawdę zapierały dech. A oprócz tego podziwianie kolejki, która nie każe się wspinać w butach narciarskich oraz "Świecie Dzieci", czyli miejscu, w którym zabawa trwa na całego.

Tytułowe kolebanie w tym przypadku odległe jest od znaczenia pejoratywnego. Jak można przeczytać na blogu wyprawy , Anton uważane jest za kolebkę narciarstwa, bo tutaj właśnie powstał najstarszy klub narciarski w Austrii (na świecie?). Nie tylko takimi ciekawostkami można się tutaj zdziwić. Z samego centralnego punktu miasteczka poprowadzono gondolę na Galzig. Niezywkła, bo nie trzeba się do niej wspinać. Narciarze wsiadają do wagoników z poziomu "parteru". Koszt - 24 mln dolarów, ale udogodnienie ogromne.

Dzięki dzisiajszym zjazdom, panowie odczuli na własnej skórze ten ogrom i sławę St. Anton. Jedno i drugie ma swoje plusy i minusy. Plus niewątpliwy, że można sobie naprawdę intensywnie pośmigać po niezliczonych kombinacjach tras i offpiste'ów. Minusem, że momentami bywa naprawdę tłoczno i to zarówno na trasach, jak i poza nimi. Ciężko zatem było znaleźć fragmenty świeżego śniegu.

Żadnych zastrzeżeń nie wzbudza w St. Anton "Świat dzieci", czyli przedszkole dla najmłodszych narciarzy. Są tu instruktorzy, którzy bawią się w najlepsze. Są osoby odpowiedzialne za rozstawianie atrakcji: drzewek, torów przeszkód, krasnoludków, hopek, pochylni, slalomów Do tego wyciągi dywanowe, które są znacznie prostsze w użytkowaniu niż choćby orczyki. Znajduje się tu także scena, na której codziennie są występy maskotki, śpiewy tańce itd. Jak widać, nasi przedownicy, również doskonale się tam bawią...

Pełna relacja na oficjalnym blogu Austrostrady

Dołącz do nas na Facebooku

TOMASZ RAKOCZY