Narciarskie spa: Klamer, termy i pierogi

Dobrze, że jest płot, inaczej wielu narciarzy mogłoby skończyć szusowanie w basenie. Nie na darmo austriackie Bad Kleinkirchheim reklamuje się hasłem: ''Ze stoku wprost do term''.

Pierwszy raz usłyszałam o Bad Kleinkirchheim w telewizji. Pamiętam, jak dziś - była to relacja z zawodów Pucharu Świata. Prestiżowe imprezy odbywają się tu zresztą cały czas - najbliższa, właśnie Puchar Świata, będzie miała miejsce 7-8 stycznia 2011 r. Potem dowiedziałam się, że właśnie z tych okolic wywodzi się słynny narciarz Franz Klamer - zdobywca złotego medalu na zimowych igrzyskach olimpijskich, mistrz świata i pięciokrotny zdobywca Małej Kryształowej Kuli w zjeździe (w latach 70.). Będący teraz na narciarskiej emeryturze słynny alpejczyk udziela się w promocji regionu. Jego zdjęcia są dosłownie wszędzie, a najsłynniejsza trasa ośrodka, właśnie ta, na której odbywa się Puchar Świata, w 2004 roku dla uczczenia 50. urodzin Franza Klammera została nazwana jego imieniem. Szanse na spotkanie legendy światowego narciarstwa są na stokach Bad Kleinkirchheim bardzo duże, choćby w ramach specjalnych szkoleń, które Franz osobiście prowadzi. - Fajny gościu! - mówią ci, którzy go znają. Cóż, skoro my akurat na niego nie trafiliśmy, to przynajmniej zjeżdżamy ''jego'' trasą (czarna ''ósemka''). Napis z informacją, że to trasa tylko dla ekspertów, rzeczywiście jest uzasadniony - nachylenie stoku dochodzi do 80 proc.!

Śmig w rytmie disco

Zjazd po ''Franz Klammer World Cup Course'' podoba nam się do tego stopnia, że na dole czym prędzej wsiadamy do gondolki i postanawiamy powtórzyć szalony szus. Tym razem jednak z przerwą - trudno nie oprzeć się pokusie rozłożenia się na jednej z ustawionych tuż przy stoku kanap (do wyboru w wersji ''antycznej'' - białe - albo ''domowej'' - te dla odmiany czerwone). Robimy też sesję zdjęciową ze stojącym w śniegowej scenerii posągiem roznegliżowanej piękności, którą ubieramy w kask i okulary. Góry Nock otaczające Bad Kleinkirchheim przypominają nieco Beskid Sądecki. Zbocza są zalesione, co najwyżej z plamami łysych polan na samej górze. Najwyższy punkt, do którego da się dojechać wyciągiem, to Kaiserburg, góra osiągająca wysokość 2055 m n.p.m. Jak na Alpy niespecjalnie wysoko, ale śnieg jest gwarantowany do połowy kwietnia. Jak natura zawiedzie, czeka w pogotowiu prawie 900 armatek. Ze 103 km tras tylko 8 km oznaczono jako czarne, reszta to łatwe lub średnio trudne. Mimo że przebiegają na stokach dwóch górskich grzbietów przedzielonych doliną, dzięki służącym za łącznik krzesełkom można je wszystkie przejechać bez zdejmowania nart (wyjątek to wjazdy gondolkami i jedno przejście tunelem pod drogą). Który grzbiet jest lepszy, trudno powiedzieć - trudniejsze trasy są w części z górą Kaiserburg, ale na stokach ponad wioską St. Oswald też można się wyszaleć. W sumie cały ośrodek obsługuje 25 wyciągów, wśród których są cztery kolejki linowe, sześć krzesełek, a co do orczyków, to nie brak też takich, do których przypisany jest określony rodzaj muzyki. Lubimy składanki z lat 60.? A może wolimy ''Italo-disco'' lub wręcz przeciwnie - klasykę w stylu walców Straussa? W takim razie możemy wybrać sobie stok, gdzie przynajmniej wjeżdżając do góry, posłuchamy miłych dla ucha kawałków. I jeszcze coś dla tych, którzy mają zacięcie sportowe. To, że możemy sprawdzić swoją prędkość na stoku z pomiarem czasu, to w Austrii standard - w Bad Kleinkirchheim mamy dwa takie miejsca. Szczególnie warta uwagi jest jednak propozycja tzw. style check, w ramach której po zapłaceniu symbolicznych 5 euro doświadczeni instruktorzy udzielą nam wskazówek, co mamy zrobić, aby jeździć lepiej technicznie - ładniej, skuteczniej i bezpieczniej. Propozycja dotyczy wszystkich poziomów zaawansowania i nie tylko narciarzy zjazdowych, lecz także snowboardzistów, miłośników biegówek czy nawet fanów rakiet śnieżnych.

Bad KleinkirchheimBad Kleinkirchheim Fot. Adam Kozak/AG

Odmładzająca woda

A co po nartach? Przede wszystkim termy! W końcu już zawarte w nazwie miejscowości słowo ''Bad'' (po niemiecku: kąpiel) sugeruje, że występują tu lecznicze wody. Jako pierwszy docenił je w 1055 roku pewien hrabia, który zauważył, że po napiciu się wody z miejscowego źródła rany, które miał, szybko się zagoiły. Długo jednak trzeba było czekać, aby zaczęto wykorzystywać ''ciekłe złoto'' - pierwszy basen otworzono dopiero w roku 1934. Teraz goście uzdrowiska oprócz basenów hotelowych mają do wyboru dwa nowoczesne termalne centra - Termy Rzymskie (Roemerbad) oraz św. Katarzyny (St. Kathrein Spa). Wybieram te pierwsze - charakter ich wnętrz sprawia, że zalicza się je do najpiękniejszych w Europie. W trzypoziomowym budynku każde piętro oferuje inne wrażenia. Na początek pławię się w basenach, w tym również w zewnętrznym, położonym tuż przy krańcu stoku Pucharu Świata. Mająca 34 stopnie Celsjusza woda sprawia, że mimo mrozu jest przyjemnie ciepło, a zmęczone na nartach mięśnie przestają boleć. Lista schorzeń, na które pomagają tutejsze wody, jest długa (bóle reumatyczne, choroby serca i układu krążenia, słaby układ immunologiczny itp.). Skoro nic mi nie dolega, liczę przynajmniej na właściwości odmładniające. - To właśnie dzięki nim Franz Klamer jest wiecznie młody! - twierdzą miejscowi.

Bad KleinkirchheimBad Kleinkirchheim Fot. Adam Kozak/AG

Jak przystało na termy rzymskie, ''antyczne'' akcenty rzeczywiście są - posągi, fragmenty kolumn, nie mówiąc o tym, że każda z kilkunastu saun (do wyboru miętowa, ziołowa, wilgotne, suche i in.) ma za patrona jakiegoś rzymskiego boga lub cesarza. Właśnie piętro z saunami i strefą relaksacyjną (dzieci nie mają tam wstępu) podoba mi się najbardziej. Nowoczesny wystrój harmonizuje z efektami świetlnymi, zapachami i podkładem muzycznym. Wychodzę zrelaksowana, o parę deko lżejsza (tak mi się przynajmniej wydaje) i zadowolona, że mam takie zdrowe wakacje (ruch, powietrze i ta czyniąca cuda woda). Trochę tylko ''ubolewam'', że pobyt w Bad Kleinkirchheim to również okazja do dobrego jedzenia. Do najsłynniejszych w miasteczku lokali należy wielokrotnie nagradzana różnymi nagrodami kulinarnymi Loystube w hotelu Thermenwelt Pulverer, ale równie dobrze można wybrać tańszą knajpkę w typie wiejskiej gospody. Myślę o straconych w termach gramach i ulegam pokusie - zamawiam Schupfnudeln, lokalną specjalność, czyli robione ręcznie pierogi ziemniaczane. Co tam kalorie, jutro rano na stoku i tak je zgubię

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Dojazd: z Warszawy do Bad Kleinkirchheim jest tysiąc kilometrów. Trzeba pamiętać o wykupieniu winietek, które w roku 2010 kosztują w Austrii 7,90 euro na 10 dni, a w Czechach - 250 czeskich koron (także 10 dni).

Noclegi: Wybór od dwóch hoteli pięciogwiazdkowych i ponad 20 hoteli czterogwiazdkowych po liczne apartamenty wakacyjne i pensjonaty typu bed&breakfast.

Skipass: W zależności od terminu: jednodniowy - 38-40 euro (z wstępem do term 49-51 euro), sześciodniowy - 179-194 euro (z termami 251-266 euro). Dzieci do lat szęściu korzystają z wyciągów za darmo, starsze (urodzone do roku 1992) oraz seniorzy (panie powyżej 60 lat, panowie od 65 lat) mają zniżki. Zwrotna kaucja za kartę magnetyczną wynosi 5 euro. Uwaga! Warto rozważyć opcję zakupu karnetu ''Top Ski Carinthia Pass Gold'' ważnego na ośrodki narciarskie na terenie całej Karyntii.

Superoferty: Warto dowiedzieć się, kiedy można liczyć na tzw. ski-spa-package, w czasie których już za 266 euro możemy mieć siedem noclegów w pensjonacie ze śniadaniem, siedmiodniowy skipass i siedem wstępów do term.

Internet: www.badkleinkirchheim.at, www.vondenpistenindiethermen.com. Informacje o termach: www.roemerbad.com